Wczoraj miałem okazję oglądać debatę prezydencka miedzy kandydatami, którzy zmierzą się ze sobą w drugiej turze wyborów. Debata była niemrawa, odpowiedzi banalne - jednym słowem bez zaskoczenia. Dopiero w trzeciej rundzie zrobiło się ciekawie.
Na jedno z pytań na temat bezpieczeństwa i polityki zagranicznej, o to jaką należy prowadzić politykę wobec władz Białorusi prześladujących polską mniejszość (wg. szacunków od 400 tys. do 1 mln osób przyznających się do polskich korzeni mieszka obecnie na Białorusi) – Jarosław Kaczyński wypalił:
- Białoruś to jest bardzo trudny problem. (…) Nie można podejmować decyzji, które mogą stworzyć wrażenie, że twardość Białorusi jest traktowana jako skuteczna siła nacisku. (...) Wiem, że z tego rodzaju reżimami rozmowa ma sens tylko wtedy, gdy dysponuje się argumentami zarówno typu naciskowego, jaki argumentami typu różnego rodzaju zachęt (...). To wielki problem. My musimy chronić Polaków za granicą(…)
- To jest sprawa, o której warto również rozmawiać także z Moskwą. Jeżeli będziemy mieli tutaj (tzn. w Polsce – przyp. red.) prezydenta Miedwiediewa, a ja będę prezydentem, to z całą pewnością tę kwestię postawię.
Na to Bronisław Komorowski zripostował:
- To niebywały pomysł polityczny, żeby z Moskwą rozmawiać o Białorusi. Zupełnie się z tym nie zgadzam (…)
- To jest tak, jakby Białorusini mieli rozmawiać o sprawach Polski z Rosją czy z Berlinem(…)
- Trzeba się szanować w polityce zagranicznej. Polska ma swoje miejsce w świecie zachodnim. Polska musi się integrować w Europie, bo to jest nasz interes. Polska powinna budować jak najlepsze relacje z sąsiadami, stawiać na pojednanie. Tak jak się to udało z Niemcami, częściowo z Ukrainą. Tak powinno się udać z Rosją.
Być może przysnąłem, bo moje pierwsze wrażenie po wysłuchaniu tej części debaty było zbieżne z wypowiedziami komentatorów. Wyglądało na to, że Jarosław Kaczyński usiłując zdystansować swego oponenta w demonstrowaniu partnerstwa wobec Rosji nie tylko wypadł nienaturalnie ale zaliczył jedną z najbardziej istotnych wpadek w swojej kampanii. Całkiem możliwe, że ta wpadka pogrzebie jego szanse na prezydenturę. Oczami wyobraźni widziałem już jakie larum podniosłaby polska opinia publiczna, gdyby kandydat na prezydenta Rosji czy też Niemiec zadeklarował wolę dyskusji na temat polskich problemów nie z Polakami lecz naszymi sąsiadami. Przedstawiciel narodu tylekroć dotkniętego przez skutki zmów sąsiadów powinien wykazać się dużo większą delikatnością.
Lecz po powtórnym wysłuchaniu wypowiedzi premiera Kaczyńskiego stwierdziłem, że jego wypowiedź została zmanipulowana. Całość wypowiedzi jest odpowiedzią na pytanie dziennikarki, która zapytała się o reakcję na politykę „reżimu Łukaszenki, który Polaków prześladuje i szykanuje”. I cały wywód Jarosława Kaczyńskiego zmierzał do stwierdzenia, że „musimy chronić Polaków za granicą” i to była ta sprawa, o której chciał rozmawiać z prezydentem Rosji. Niestety dość zawiły sposób wysławiania się kandydata na prezydenta ułatwił jego oponentowi złapanie go za słowo. Żeby być sprawiedliwym komentarz Bronisława Komorowskiego dowodzi, że problemy mniejszości polskiej za granicą uznaje za wewnętrzną sprawę danego kraju i nie zamierza się wtrącać.
A co sądzą o tym nasi czytelnicy? Czy kraj ościenny ma prawo domagać się poszanowania praw mniejszości zamieszkującej terytorium sąsiada. Jeżeli nie, to dlaczego? A jeżeli tak, to czy wolno mu szukać poparcia dla swoich oczekiwań u innych państw?
I jeszcze jedna konstatacja: czy Jarosław Kaczyński będzie również szukał poparcia Rosji w walce o poszanowanie praw mniejszości narodowych (w tym polskiej) na Litwie? I co o tym wszystkim myśli UE ze swoim wysokim przedstawicielem ds. m.in. polityki bezpieczeństwa - lady Ashton?
Konrad24pl


Komentarze
Pokaż komentarze (79)