Medialne, a zatem mentalne (także i przede wszystkim politycznie) przewartowściowanie pojęć, jakie dawało się i daje sie zauważyć od co najmniej dwu lat w tak ogromnej i przygniatającej skali, prowadzić musi w realiach Nowej Polski (bo w końcu nie trzeciej Rzeczypospolitej) do równie nowych problemów.
II. Ośmieszanie przeciwnika dawało ośmieszjącemu co prawda długo przewagę mentalną i sojokulturową ( vide: znane podobnieństwo polskiego humoru do najlepszego bodajże - hebrajskiego - warte przemyślenia), w efekcie gorzkie dośwaidczenie sparwowania władzy zawsze przecież pokazuje, iż real politik jednak nie da się żądną miarą prowadizć w kategoriach humoru, nawet specyficznego.
A już na pewno nie w tym specyficznym kontekscie, ktorego zasadniczym celem mogłoby być zdywersyfikowanie pojęć dobra publicznego, czy nawet dywersyfikacja obywatelskiego sacrum i profanum (jeśli takie w polityce jest).
Humor wiec - nawet jreśli jest nadal praktykowany ze swoistym sukcesem w tworzeniu polityki historycznej w pewnym znanym kraju za Odrą, w Polsce staje się obecnie nieco zbty trudny do użycia jako zgrana9bo skuteczna) a zarazem obosieczna broń polityczna.
I tu pojawia się pytanie: czy obecna elita moze nadal "wspólpracować" z mediami, w tej płaszczyznie, która w dużym stopniu przyczyniła się do przewartościowania ukladu sił w sejmie podczas ostatnich wyborów -- czyli na plaszczyżnie "humoru", a jeśli nie, to jak i w jakim celu zagospodarować tę wolną już przestrzeń - broń politycxną - jak się okazuje w Polsce mimo wszystko godną zagospodarowania?
II. Tymczasem nie tylko z "humorem" w polityce mamy teraz problem.
Deklarowana koncyliacyjność (sprowadzajaca się mniej wiecej do tekstu: "nowy nam dzień nastanie gdy obudzimy się w Nowej Polsce" ) nie może mieć wiele wspólnego z polityką ukrytego czy jawnego ataku - nie do unikinięcią przy ustalonym obecnie układzie sił. Koncyliacyjnośc się zresztą musiała skończyć i stracić na wiarygodności, gdy skala oskarżeń przerosła nawet niekiedy niekórych z oskarżąjących.
III. Gdy zatem wieloaspektowy humor jako broń polityczna się skończył w kategoriach utylitaryzmu, siłą faktu będąc zastapionym przez - bynajmniej nie mająca z "humorem" wiele wspolnego - jawną czy ukrytą agresię, opartą zresztą zaskakująco o z dawna już zdawałoby sie przebrzmiałą zasadę (jak sie okazuje nie w Polsce) "divide et impera",
elity będą musiały obecnie odpowiedzieć sobie na pytanie, na czym dalej oprzeć model swego image.
Doświadczona skuteczność ośmieszania przeciwnika będzie się zapewne kłócić z przewidywalną nieskutecznością ataków / gier i rozgrywek politycznych.
Przewidywać można zatem, iż owa polityczna "nieznośna lekkość bytu", za którą niektórzy, zapewne - a to ze względu na jej skutecznośc - będą tęsknić, nie do pogodzenia z realnym sprawowaniem wladzy i załamaniem sie koncyliacji, stanie się paradokslanie jedną z głównych przyczyn (jeśli już się nie stała), czy zarzewiem pojawiania się coraz to nowych pomysłów na sposób sprawowania w Polsce władzy.
Zasada przewiwagi pewne będzie z czasem coraz bardziej widoczna - im dalej od dni pelnych humoru, tym mniej pomysłów na skuteczny atak. W świecie sofizmatów też pewnie będzie śmiesznie - pytanie, dla kogo wesoło?
.


Komentarze
Pokaż komentarze