Taktyka występowania pod prąd procesow unijno - dziejowych niczego nie zmieni i na dłuższą metę nic nie da. Jeżlei przegrało się z kretesem w czerwcu roku 2007 na szczycie w Bruklseli batalię o należne temu narodowi w Europie prawa (zapewne wygrać wiecej i tak by sie nie dało), to obecna retoryka o suwerennosci państwa traci tak naprawdę sens, i chyba nawet jest wątpliwa z punktu widzenia prawidlowego przewidywania przyszłych - oczywiscie realnych - zagrożeń.
Pamiętajmy, że w czerwcu roku 2007 przegrano wojnę prawną w UE, a dopiero następnie w październiku 2007 roku przegrano wojnę medialną w kraju.
Trzeba wyciagac wnioski.
PiS zamiast dalej "oprotestowywać" powinien zapewne podnieść przy okazji obecnej debaty problem tych kwestii traktatowych, które r o z m y ś l n i e nie sa w nim dokladnie określone. Będzie to atak do przodu, a zatem k o n s t r u k t y w n y.
Tylko takie działanie da efekt - tak w Polsce , jaki w UE. W erze postliberalnej tylko konstruktywim dociera do wyborcy.
I jeszcze jedno. Można powiedzięć, za taka ucieczka do przodu nie ma przyszłości. Przecież i tak, cokolwiek nie zostanie w Polsce zaproponowane i określone, zostanie zdykredytowane w kraju i za jego granicami. To raczej pewnik. (chyba ze wskazen propozycje nie będą godzić w idę Polski jako bezwolngo protektoratu).
Ale to tylko ułuda. Występując do przodu z własną interpretacją i wlasnymi pomysłami na unijne prawo - można miec realny wplyw na obecnie występujace procesy dziejowe. Pora zrozumiec ze wygrywa ten kto tworzy. Pora zostać k r e a t o r e m.


Komentarze
Pokaż komentarze