Teoretyczna równość dostępu do danych, przekładająca się często w praktyce jedynie (wobec "nieco" spłaszczonej edukacji, braku prawdziwie nowych, czy prawdziwie porywajacych idei oraz wobec wszechpoteznego konsumeryzmu, w tym światopoglądowego) na równośc bycia manipulowanym w jakże licznych przekazach medialnych, owocuje najczęsciej pozyskaniem i utrzymaniem wladzy przez te lobby, które (same bynajmniej nie reprezentując medialnie kreowanego sposobu widzenia rzeczywsitości) były są i będą popierane przez twórców owego demokratycznego bezideowia. Belitoscośc i zakres tych manipulacji, jest - moim zdaniem - niekiedy uderzająca.
Czy mozna wiec, parafrazując dawno juz stwierdzone kwestie, powiedzieć, ze oto - po raz kolejny, tyle ze tym razem po sarmacku raczej niz po polsku - sykofanci (media) przesłali już być obrońcami ludu, stajac się odpowiednikiem swoistych starozytnych atenskich "donosiciel"i?
Postawmy zatem pytanie: czy (wybrane) media mogą "donosić" (nomen omen) a jesli tak, to na kogo i w czyim interesie?


Komentarze
Pokaż komentarze