Ostatnio pisałem o czarnoskórym geniuszu: Jason Arday, najmłodszym, czarnym profesorze na szacownym uniwersytecie w Cambridge. Krótkie przypomnienie, z AI: w połowie sierpnia 2026 roku prof. Arday ustąpił ze swojego stanowiska w Cambridge w atmosferze kontrowersji związanych z zarzutami o plagiat. Niedługo po rezygnacji, w piątek 14 sierpnia 2026 roku, został znaleziony martwy…. Policja oraz rodzina potwierdziły jego zgon. Śmierć wybitnego, choć borykającego się z presją medialną naukowca…. Jak ładnie powiedziane! Czy można powiedzieć coś takiego: Marian T. został skazany na 3 lata więzienia w związku z kontrowersjami związanymi z zarzutami o kradzież lub pobicie ze skutkiem śmiertelnym? Można! A jakże. Słowo wszystko zniesie!
Po śmierci prof. Jasona Ardaya lewicowe, liberalne oraz antyrasistowskie media w Wielkiej Brytanii ostro potępiły prawicową prasę, oskarżając ją o nagonkę, rasizm i doprowadzenie naukowca do śmierci. W Londynie doszło również do masowych manifestacji i czuwań upamiętniających profesora (AI). Oskarżenia o "medialny lincz" przeplatane „dwoma tygodniami bezwzględnego nękania”. Zdaniem lewicy, prawicowa prasa wykorzystała oskarżenia o plagiat jako pretekst do uderzenia w programy różnorodności, równości i inkluzji (DEI). Choć przyznawano, że w pracach profesora mogły pojawić się błędy redakcyjne (do których sam się przyznawał), lewicowi komentatorzy ocenili, że śledztwo dziennikarskie wkraczające w jego życie prywatne było całkowicie nieproporcjonalne do domniemanych przewinień akademickich (AI).
Podsumowując: prof. Cambridge Jason Arday może i był plagiatorem, intelektualnym złodziejem, oszustem, naukowcem copy/paste, ale: 1. wstyd o tym mówić, bo to rasizm i antysemityzm, 2. to medialna nagonka, wręcz wezwanie do pogromów kolorowych naukowców i naukowczyń, wreszcie, 3. może i Jason Arday kradł, ale niewiele, i były to w zasadzie pomyłki redakcyjne. Po co to wywlekać? Komu to służy? Nie wolno podcinać skrzydeł innych naukowców/naukowczyń z mniejszości. Kto wie, ilu tam jest jeszcze innych „geniuszy”? Nie ten jest winny, co kradł, lecz ten, co kradzież dostrzegł i oskarża złodzieja. Zwłaszcza jeśli jest on czarny lub z mniejszości. Skąd to znamy? Tu muszę się uderzyć w pierś jako ten, kto w naszym zaścianku uderzył w murzyńskiego geniusza, profesora copy/paste z Cambridge Jason Ardaya. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Łzy płyną mi z oczu, głuche łkanie rozrywa mą pierś, ledwie mogę pisać zmiażdżony poczuciem winy, litery na monitorze rozlewają się przez łzy. A wszystko przez moją głupią, prawicową pryncypialność i tępą wiarę w uczciwość, i proste wymaganie, aby nie kraść cudzych tekstów ani pomysłów. A jeśli już, to się przyznawać i podawać źródło. Nikt nie jest idealny. Co prawda nie sądzę, aby mój tekst wpłynął na samobójcze targniecie Jasona Ardaya ani na gniew postępowych mediów w UK. Aż tak to siebie nie przeceniam. Atoli, ziarnko do ziarnka, a będzie miarka. Pablo Picasso miał powiedzieć, że „dobrzy artyści kopiują, wielcy kradną”. Coś w tym jest, ale nie w nauce. Zatem przejdźmy do sztuki i artystów. Gdzie kradzież jest pochwalana. Lecz co to jest kradzież, zwłaszcza w sztuce współczesnej? Mamy taka nowoczesną i postępową sztukę, że tam nawet nie opłaca się kraść!
Oto mamy to! Wydarzyło się! Wreszcie to mamy! Też nie wiedziałbym, jakie szczęście na nas spadło, gdyby nie artykuł w pewnym portalu: „Pierwszy raz w Polsce. Aż wydawało się to niemożliwe do zrealizowane” autorka Agata Gwizdała, link poniżej. Przyznam, że ten artykuł mnie zawstydził. Wydawało mi się, że dość sprawnie posługuję się językiem polskim, ale pani Agata pokazała, że np. jeśli chodzi o stosowanie przymiotników to mnie kasuje. Poniżej cytaty z tego artykułu. Pani Agata Gwizdała się nie obrazi, bowiem wiadomo, nie ważne jak piszą, byle nie przekręcali nazwiska. Oto wstęp: „Ciemna, surowa przestrzeń… Pośrodku zbudowana niewielka scena. Na niej fortepian i talerze perkusyjne. Nad nią multimedialna wieloekranowa instalacja. I ich dwoje. On - Sir John Akomfrah - odznaczony tytułem szlacheckim za zasługi dla sztuki, artysta wizualny, filmowiec, uznawany za jedną z najważniejszych osobowości współczesnej sztuki. Ona - Hania Rani - kompozytorka, producentka, laureatka… (to pominę, jest ich wiele). Ich twórcze spotkanie w centrum Polski w ramach jubileuszowego 25. Międzynarodowego Fotofestiwalu wydawało się niemożliwe do zrealizowania. Finalnie powstał unikatowy koncert-performance, który połączył doświadczenia z Biennale w Wenecji z muzyką skomponowaną tu i teraz w łódzkiej Fuzji. Po raz pierwszy i jak dotychczas jedyny w Polsce.”
Teraz AI: Listening All Night To The Rain (pl. Słuchając deszczu przez całą noc) to monumentalna, wielokanałowa instalacja audiowizualna Johna Akomfraha. Została stworzona na zamówienie British Council dla Pawilonu Brytyjskiego na 60. Biennale Sztuki w Wenecji w 2024 roku. Praca opiera się na koncepcji acoustemology (połączenie słów acoustic i epistemology), czyli badaniu tego, jak doświadczenia dźwiękowe kształtują i odzwierciedlają naszą rzeczywistość kulturową. Akomfrah traktuje słuchanie jako formę aktywizmu. Mój wkład w sztukę nowoczesną: anustemology, połączenie słowa (anus, odbyt) i epistemology. Jest to wpływ tego co robimy, odczuwamy w ubikacji na nasz codzienny dzień, życie i aktywność. Każdy przyzna, że występuje tu ważny związek. Nic nowego, niestety. Nawet tu człowiek nie jest pionierem. W historii sztuki nowoczesnej i współczesnej istnieje potężna tradycja poszukiwań, które łączą fizjologię z filozofią (tzw. abjection art czy estetyka fekalna). Marcel Duchamp – ikona sztuki nowoczesnej – który przedstawiając sedes na wystawie wykazał jaka to ważna część sztuki. Piero Manzoni (1961) zamknął własne ekskrementy w 90 puszkach, ponumerował je i sprzedawał własne gówno w cenie złota! Po prostu geniusz. Każdy marzy o takiej sztuce, bo każdego na nią stać. Wim Delvoye (2000): belgijski artysta zbudował mechanizm, który wiernie replikuje ludzki układ trawienny. Maszyna jest karmiona luksusowymi potrawami w galeriach sztuki, a na drugim końcu produkuje realne odchody (sic! cud? kto tam się wypróżniał? sam artysta?) które następnie pakowano próżniowo i sprzedawano kolekcjonerom. Krytycy pisali eseje o „metaforze konsumpcjonizmu”. Nazwa instalacji, nader adekwatna to: Cloaca. Czy rynek na takie „dzieła” został wyczerpany? Wcale nie, to samo, ale inaczej. Jednak na gównie można zarobić w sztuce nowoczesnej. Wiedzą o tym doskonale inni artyści w tym Sir John Akomfrah, afrykański artysta w afro. Jak AAA, ha, ha, ha… Śmiech przez łzy. Znów pomyślałem o strasznym losie z zaszczutego profesora Cambridge od copy/paste Jasona Ardaya.
Instalacja składa się z ośmiu połączonych ze sobą części multimedialnych i dźwiękowych, tzw. Canots. Opis dla tych, co nie mieli szczęścia na afirmację murzyńskiego artysty: o marginalizowanych głosach Globalnego Południa; o erze kolonialnej; o ruchach niepodległościowych i powstaniach w Afryce i Azji; o migracji czarnych do Wielkiej Brytanii; wreszcie niszczycielskie efekty wojen i ekologiczne skutki działalności człowieka. Same mocne, postępowe treści z kategorii woke i DEI. Jaki artysta takie twory. Krótko mówiąc Listening All Night To The Rain to nagranie deszczu plus odgłosy tam – tamów (afrykańska spuścizna) i inne. Jakie? Nie widziałem. Nie słyszałem. Swój dodatek do części muzycznej dodała nieoceniona Hania Reni. Nie wiem, czy to się odmienia, więc pisze, jak słyszę. Bez odmiany, bo mowa o artystce, nie chcę obrazić. „To nie mogło się udać - mówi Hania Rani. Ale to właśnie 35-letnia polska kompozytorka, zapytana przez organizatorów Fotofestiwalu o to, kto byłby jej wymarzonym artystą wideo, z którym chciałaby podjąć współpracę, bez wahania, choć nieśmiało wskazała Johna Akomfraha. To według niej jeden z najbardziej potrzebnych twórców naszych czasów. - Kiedy myślę o Johnie, nie jestem nawet pewna, czy nazywanie go artystą, co przecież uznawane jest za najwyższe wyróżnienie, nie byłoby w gruncie rzeczy ograniczające. Postrzegam go raczej jako filozofa naszych czasów, człowieka najwyższej próby i niezwykłej życzliwości, błyskotliwego myśliciela i najskromniejszą z legend - zaznacza artystka.” Jaka piękna, jaka skromna, jak genialna. Wkład Hania Rani w polską prezentację dzieła sir Johna Akomfraha Listening All Night To The Rain miał charakter dialogu muzycznego na żywo. Co to znaczy? Skomponowała i wykonała utwór na fortepian i cymbały! Zagalopowałem się: cymbals to talerze perkusyjne. Jednoczesne granie na talerzach i fortepianie wymaga co najmniej czterech rąk! Hania Reni, jak geniusza przystało, daje sobie radę z tradycyjną liczbą kończyn. „Pierwszego dnia Fotofestiwalu Hania Rani skomponowaną muzykę wykonała na żywo przed publicznością. Przez kolejne kilka dni muzyka towarzysząca instalacji była odtwarzana po wcześniej zrealizowanych nagraniach w tej samej zabytkowej przestrzeni”. Widzicie państwo, oszustwo, nawet w sztuce nowoczesnej. Pierwszego dnia muzyka Rania Hani na żywo dla wybranych. Potem z playbacku dla pospólstwa.
W dalszej części artykułu pani Agata Gwizdała skupia się na Hania Reni – muzycznej geniusze i bratniej duszy. „Chciałabym po prostu dalej robić to, co robię, czując też wielką odpowiedzialność za to, co zostawiam w świecie. Bo mam wrażenie, że tak dużo rzeczy powstaje i tak dużo rzeczy jest tworzonych, że pomimo tego bogactwa, tym bardziej ma znaczenie, co zostawiamy w świecie. Zainspirowałam się w tym aspekcie wystawą Marka Rothko, którą niedawno widziałam we Florencji. Wydaje mi się, że taka droga, żeby rzeczywiście skoncentrować się na tym, co zostawiamy za sobą, jest właśnie tą najbardziej ekscytującą ścieżką w ogóle. Chyba to zawsze było mi jakoś tam bliskie.” Mówi na koniec genialna Hania Reni. Kim do diabla jest Mark Rothko? Żyd z pochodzenia, malarz amerykański. Prekursor nurtu Color Field Painting (malarstwa barwnych płaszczyzn). Jego obrazy to połącznie dwóch kolorów jak dwubarwna flaga. Rothko to geniusz ekonomii: dwa pociągnięcia wałkiem z farbą i traktat o ludzkiej tragedii za 87 milionów dolarów gotowy. Za tyle ostatnio sprzedano jego dzieło. Lepiej niż Picasso. Wspomniane gówniane dzieła artysty Piero Manzoni i jego Merda d’artista z 1961 przyniosły doskonałą stopę zwrotu. Pierwotnie puszki z gównem sprzedawał po 37 $ - cena złota, dziś chodzą na aukcjach po 200 – 275 tys. Euro. Licząc 30 gram surowca (łajna artysty) daje to 9 000 euro za gram gówna. Obecna cena złota to około 150 $/gram. Sztuka to najlepsza inwestycja!
Czarny geniusz sztuki nowoczesnej a postępowej Sir John Akomfrah także się inspirował sztuką Marka Rothko w swoim przedstawieniu. Każda z sal wystawowych została zaaranżowana przy użyciu konkretnych pól kolorystycznych nawiązujących do malarstwa Rothko, co ma podkreślać abstrakcyjną dramaturgię ludzkich losów. Skoro mistrz inspiruje się Rothko to i uczennica, ta od brzdąkania w klawisze i uderzania w talerze, także inspiruje się Rothko. „W efekcie, wchodząc do zaciemnionych sal wystawowych, widz jest dosłownie otoczony przez 17 kanałów audio, w których dudnienie bębnów, odgłosy wody i metaliczne uderzenia tworzą potężną, plemienno-współczesną symfonię.” Tłumacząc z polskiego na nasze: czarny geniusz John Akomfrah puścił dźwięki deszczu, oraz jak wali w tam-tamy, sale wypaćkał w kolory a’la Rothko czy wuj Sam – bez różnicy, nawet diabeł tego nie rozróżni – coś namalował, wyświetlił jakieś zdjęcia, Rani Hani uderzała w klawisze i waliła w talerze, a publika się zachwycała. Sztuka nowoczesna, postępowa i wzniosła we właściwy sposób.
Zmierzamy do konkluzji. W czym Sir John Akomfrah jest lepszy od Jasona Ardaya? Po pierwsze żyje, ma się świetnie i spija śmietankę, gdy Jason stał się przeszłością. Nie on je, tylko jego jedzą. Po wtóre, John ma tytuł szlachecki, Jason nie doczekał sira, biedaczek. Po trzecie, nikt mu nie udowodni plagiatu! A jeśli nawet udowodni, to nie powód wstydu, lecz zachwytu i pochwał. Sir John Akomfrah jest twórcą! To jest sztuka nowoczesna, tworzona przez czarnoskórego artystę, który podnosi dzieje niewolnictwa, uprzedzeń, migracji, równouprawnienia, a nawet zagrożenia ekologicznego! Nikt go nie ruszy, nikt go nie skrytykuje. Cieszmy się i radujmy. Mamy nowego, czarnego artystę, geniusza na własną, czarną miarę: sir John Akomfrah. Nie trzeba nam nic więcej. Chyba, żeby Hania Rani, czy Rani Hania lub tego, żydowskiego malarza z wałkiem: Mark Rothko. Jak w dziecięcej wyliczance: A jest chwalone przez B, C wielbi B, zaś D stawia za wzór C, na koniec A oddaje cześć D. I koło się zamyka. Tak toczy się koło sztuki współczesnej! Trwa nieustanny pochód awangardy.
Mamy teraz tylu geniuszy, że aż się można o nich potknąć. Czarnych, białych, w łatki, kropki, męskich, żeńskich cis-płciowych, innych... Ciekawi mnie, po ile były bilety na wielokanałową instalację audiowizualną: Listening All Night To The Rain? Tanio nie było. Ile by nie kosztowało – dźwięk deszczu plus tam-tamy plus inne atrakcje - warte to każdej ceny. Jest sztuka i sztuka nowoczesna, jest sztuka ekranu i sztuka życia. A sztuka nowoczesna to sztuka, która inne sztuki ma pod sobą, i tylko w niej może błyszczeć gwiazda murzyńskiego geniusz w afro – sir John Akomfrah. I wielu innych geniuszy i geniuszek wszystkich płci i kolorów.
https://tygodnik.interia.pl/tygodnik/news-po-raz-pierwszy-w-polsce-a-wydawalo-sie-to-niemozliwe-do-zre,nId,23532214
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)