Powyższy tytuł pochodzi ze strony tvn24.pl i muszę przyznać jest równie wciągający co niedorzeczny. Równie wstrząsający jest tytuł z onet.pl: "USA opracowały alternatywny plan uderzenia wojskowego na Iran". Apokalipsa. Nie wiem czy redaktorzy portali zadali sobie trud przeczytania depeszy PAP, ale sądząc po tytułach mam uzasadnione obiekcje że nie.
Generał David Petraeus dowódca sił amerykańskich na Bliskim Wschodzie, w Azji Środkowej, zaangażowany w wojnie w Iraku, Afganistanie i znany z zeznań przed Kongresem stwierdził jedynie, że siły zbrojne USA opracowały plany ewentualnego uderzenia na instalacje atomowe w Iranie. Generalnie takie plany tworzone są od wielu lat, na bieżąco, w kilku różnych wariantach. W myśl żołnierskiej zasady "więcej potu na ćwiczeniach, mniej krwi w boju" plany muszą być precyzyjne, dotyczące osiągnięcia konkretnych celów, minimalizujące straty własne itd. Szkoda, że takich zasad nie stosujemy w polskiej polityce, ale to inny temat. Pytanie więc nie brzmi dlaczego US Army takie plany tworzy, ale dlaczego groźba uderzenia została użyta w działaniach politycznych.
Działaniach, które bardziej wymierzona są w Chiny niż w sam Iran. Przedstawiciel Państwa środka w Radzie Bezpieczeństwa ONZ oficjalnie stwierdził, że nie nadszedł jeszcze czas na wprowadzenie sankcji, o których mówią USA. Dlaczego? Iran stanowi miejsce bardzo ważne dla Chin ze względów strategicznych. Przede wszystkim chodzi o dostęp do zasobów Morza Kaspijskiego i Zatoki Perskiej. Chińczycy kupują z Iranu więcej ropy i gazu niż cała Unia Europejska. Oba kraje współpracują w zakresie wojskowości i nauki. Oba mają problemy z opozycją, z demokracją, z poszanowaniem praw człowieka. De facto oba kraje dużo łączy. Dodatkowo i Chiny i Iran współpracują z Rosją, która pomaga Teheranowi w realizacji programu atomowego. Tej samej Rosji od której poprzez surowce w dużej mierze zależy gospodarka UE. Przy okazji Chiny stanowią zaplecze produkcyjne gospodarki USA i miejsce inwestycji a jednocześnie są największym wierzycielem amerykańskiego rządu (obligacje skarbowe na ponad 800 mld dolarów), dla Chin Stany Zjednoczone są potężnym rynkiem zbytu. A to tylko niektóre powiązania związane z Iranem.
Dodatkowo państwa regionu dysponują bronią atomową. Indie już w 2008 zapowiedziały, że atak na Iran jest nie do zaakceptowania, jednocześnie negocjując zakup surowców energetycznych i budowę rurociągów (do tego w komitywie z Pakistanem). Dochodzi do tego tranzyt towarów z Indii do UE. Jednocześnie Indie obawiają się reakcji Pakistanu na wojnę w Iranie. Nawet jeśli państwa atomowe utrzymają nerwy na wodzy i nie wykonają żadnych niepotrzebnych ruchów, kwestia zakłóceń w przepływie surowców energetycznych i towarów w regionie stanie się dużym problemem, a tym samym należy poważnie liczyć się z lokalnymi niepokojami społecznymi.
Z innych ciekawostek, Sekretarz Obrony Robert Gates w 2008 roku stwierdził, że akcja militarna pozwoli jedynie przystopować irański program militarny. A tym samym da nieco czasu (według szacunków około roku do trzech lat) na działania dyplomatyczne. I taka jest prawda - opcja militarna nic więcej nie da.
Pozostaje jeszcze Izrael. Nieoficjalne mocarstwo atomowe, silnie uzbrojone i zdolne do przeprowadzenia uderzenia na Iran. Jak na razie Izrael nie otrzymał zgody od administracji USA na zaatakowanie Islamskiej Republiki, a dopóki amerykanie kontrolują przestrzeń powietrzną nad Irakiem, nawet izraelska samowolka nie wchodzi w grę.
Jak to się wszystko skończy? Ciekawe pytanie - nie mam pojęcia :) Przykład Iranu pokazuje jak bardzo zagmatwwany jest dzisiejszy świat. Jak wiele występuje w nim zależności i jak wiele konsekwencji może wywołać przewrócenie jednej kostki domina. Jednym słowem staliśmy się globalną wioską. A tym samym wojna w Iranie może również przerodzić się w starcie globalne.
159
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (2)