Piotr Zaremba w ostatnim felietonie (URz nr 35/11 z 3-9.X) p.t. „Upraszczacie Wildstein” trochę pokrętnie chwali - czy recenzuje - telewizyjną „Dolinę nicości” na podstawie innych recenzji (raczej niepochlebnych). Przy okazji wdaje się w rozważania na temat innych krytyk i krytyków, wypowiadających się na temat innych kulturalnych spektakli. W konkluzji stwierdza: „nie dowierzam nawet najlepszym krytykom”, co nie jest znowu takie odkrywcze, ale raczej prawdziwe.
Zaremba ostatnio jest bardzo płodny i jego teksty stają się coraz dłuższe, lecz – jak zwykle – wyważone na tyle, by nie urazić możnych tego świata. I tak już zakwalifikowano go (niesłusznie) po prawej stronie sceny publicystyczno-politycznej. Jednak nadmiar zabezpieczeń wydłuża tekst. Długi tekst – nudny tekst! I w tym jest także objaw starzenia. Rozwlekłe rozważania i roztrząsania postaw opinii i wydarzeń. A felieton w gazecie, który nadaje gazecie popularność i styl, winien być krótki, o treści skondensowanej i celnej ripoście. Celowali w tym nie tak dawno Rybiński i Widstein.
Ryba umarł (czego nie mogę odżałować), a Wildstein też się zestarzał i produkuje coraz rozwleklejsze (nad czym również ubolewam) treści. Może według marksistów ilość przechodzi w jakość, ale „naocznie” widać, że jakość rozmywa się w ilości. Zaremba rozmywa swoje artykuły i opinie z morzu słów „neutralnych”, „ubezpieczających”. Jednym słowem – lawiruje. Pisze oględnie i z umiarem opierając się na faktach i korzystając reguł moralnych (czyli nie kłamie!). Na tle innych (ilość!) stanowi znaczną mniejszą, za to strawną - jakość. W potoku dziennikarskich (i nie tylko dziennikarskich) kłamstw, bredni, insynuacji, pomówień, wulgaryzmów i pospolitego opluwania, stanowi on chlubny wyjątek i za to mu chwała.
Mimo niedosytu, jaki sprawia jego ostrożna postawa, lubię czytać Zarembę, przy którym można odetchnąć po potokach elukubracji, jakimi darzą nas bez umiaru nawet najlepsze (ich zdaniem) publikatory. Weźmy na przykład „Rzeczpospolitą” , uważającą swój poziom za najwyższy, a na której łamach produkuje się paszkwile rodziny Kuczyńskich i zakłamane i ordynarne napaści „publicystów” i naukowców o określonych zapatrywaniach, a nieograniczonych bezczelnościach w „przetwarzaniu” faktów (a Hypki to pies?).
Jednak i Zaremba potrafi dopiec. Jak już się dał poznać jako prawy a nie „prawicowy” felietonista i publicysta o odpowiednim poziomie poprawności, erudycji i błyskotliwości, zaskakuje objawiona w sposób freudowski nieporadność. Jedno słowo wywraca wyrobiony obraz postaci i podważa wyrobiony poziom intelektu. Gubernator! Zaremba cytując Gogola, zamiast „prokurator” napisał „gubernator”. Uczciwie w następnym felietonie przyznał się do błędu, a przyjaciel pocieszył go, „że mało kto błąd zauważy”. Ja zauważyłem! Litościwie jednak tylko się skrzywiłem, gdyż – jak sam Zaremba podaje: „takie czasy podobno”.
Teraz jednak zostałem podbechtany. Jak można było tak się pomylić, cytując powszechnie znaną frazę i nadzwyczaj celną opinię Gogola. Przecież w tym jednym zdaniu o Rosji i gubernii:
„Jeden tam tylko jest porządny człowiek - prokurator, ale i ten prawdę mówiąc świnia”.
Gogol zawarł najcelniejszą i najgłębszą opinię o czasie i miejscu, o którym pisał, lecz również o ludzkich charakterach i postawach – jak widać uniwersalnych, bo cytat ten jest wiecznie żywy. Słowo "gubernator" pozbawia całe zdanie finezji i głębokiej treści. Staje się w tym zdaniu banalne i nieudolne, a Gogol takim nie był!
I tego nie mogę Zerembie wybaczyć, że tak lekko przeszedł nad swoim „przejęzyczeniem”. Bo zastąpienie gubernatorem (u nas takich nie ma) prokuratora, może brzydko świadczyć (o tym co przewija się w całej mojej epistole).
P.S.
Gdybym był młodszym powiedziałbym krótko” spier...ś Zaremba Gogola.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)