Żyjemy w absurdzie, gdzie demokratyczna forma władzy, jaką jest Senat, została oficjalnie uznana przez urzędującego Marszałka (Seniora) jako mechaniczna zabawka w rękach rządu. Nikt się nie zdziwił, tylko niektórych trochę to rozbawiło. Według tych samych kryteriów oceny, to i Sejm możemy podobnie określić. Rząd ma więc – oprócz wielu innych – dwie mechaniczne zabawki, które nakręca decydująca wola partii. Oczywiście jest to uznana i zaklepana zabawa i to dosyć kosztowna. Płaci Naród (Społeczność, Obywatele, Wyborcy i Niewyborcy, Wszyscy) – tylko nie ci co się bawią – a my (vide j.w.) im płacimy.
Zastanawiamy się: znieść Senat? – można by; a Sejm? – też można by. Tylko kto wtedy będzie kontrolował rząd (tu powinien dać się słyszeć gromki śmiech z sali. Nic nie słychać? Jasne! Rząd rządzi, rząd kopie. Piłkę? Nie tylko!).
Żyjemy w świecie absurdu, więc nikt nam (na razie) nie broni rozwijać własnych absurdalnych planów. Zlikwidowaliśmy Sejm, zlikwidowaliśmy Senat ale – broń Boże – nie likwidujemy partii, a Rząd? – sam się obroni. Nie ma już sejmu i nie ma senatu, to Komisja Wyborcza istnieje bez sensu – zlikwidować! Nie ma wyborów, nie potrzeba lokali i urn, policja nie musi niczego pilnować itd. itd. ogromna redukcja kosztów! Pięknie! Tylko co z tym rządem, tymi partiami i tą demokracją? Jest proste rozwiązanie.
Po pierwsze – uznajemy, że PIT jest absolutnie ściśle tajny i przeniknięcie określonych informacji z niego do wiadomości osób lub urzędów nieuprawnionych, jest karane najwyższymi sankcjami.
Po drugie – konstytucyjnie uznajemy, że czynne prawo wyborcze ma tylko osoba wystawiająca PIT (czyli pracująca w kraju i zarabiająca w kraju i płacąca krajowi odpowiedni podatek)
Po trzecie – w PIT podatnik wybiera partię, na którą poleca zapłacić określony procent od należnego podatku. Innych dochodów partie nie mają!
Po czwarte – Urząd Skarbowy publikuje listę poparć partii (liczbowo, bez podawania nazwisk i deklarowanych kwot).
Po piąte – Urząd Skarbowy publikuje ogólną kwotę poparcia dla partii i podziału tej kwoty wg ustalonych zasad (preferencje dla najliczniejszych, progi itd.)
Po szóste – Sąd Najwyższy (lub inny dostojny urząd) ustala i publikuje liczbę punków (nie miejsc, ani mandatów – tylko wirtualnych punktów) wg konstytucyjnie ustalonego podziału z odpowiednimi preferencjami dla przodujących partii.
Po siódme – Prezydent powierza funkcję premiera liderowi największej partii, który.... itd. tworzy rząd....
Po ósme – Rząd, Prezydent, Episkopat, Grupy Obywatelskie itp. Zgłaszają projekty ustaw, które rozpatrują Liderzy partii z ponad parytetu (progu) i dają każdej z nich w ocenie dowolną ilość punktów z liczby dysponowanej.
Po dziewiąte – Rząd realizuje ustawy wybrane większością głosów i zdaje odpowiednie sprawozdania podlegające również ocenie punktowej.
Po dziesiąte – po roku podatnicy (obywatele) wybiorą w nowym PIT nowe referencje wg ich oceny i wtedy rząd albo się umacnia, albo traci większość i odchodzi.
--------------------
Gdy już uda nam się uzyskać szczyt tego innego absurdu (o podobnej wysokości do obecnego) to wtedy partia może być nawet jednoosobowa – byle PIT-owcy na nią dostatecznie licznie chcieli płacić. Czyli płacą na określoną ideę (ew. iluzję) a nie liczne osoby „partyjne” obsadzające jak mszyce gałąź, urzędy i agendy państwowe.
---------------------
Początek tej powieści:
http://bilbo.poznan.salon24.pl/362119,kutz-powiedzial-carthaginem-delendam-esse


Komentarze
Pokaż komentarze