Napisałem notkę „http://bilbo.poznan.salon24.pl/586107,jaruzelski-zmarl-czy-sluszna-euforia „ i się nie spodobała: „oceniłeś jego działania zbyt łagodnie”. On był władcą państwa totalitarnego i jako taki był bezwzględnie zły”. „Popełniłeś błąd psychologizacji”. Jako przykład podano mi http://lestat.salon24.pl/373005,oczy-mial-suche. Piękna notka, napisana przez Lestata. Wzruszająca. Wszyscy czytający byli głęboko poruszeni, bo i tragiczna prawda i opisana przeraźliwa kumulacja ohydnych, zbrodniczych postępowań i to niby ludzi, funkcjonariuszy i urzędników państwowych, też niby Polaków. Nie mam talentu Autora tej notatki i nie miałbym odwagi opisywać licznych, podobnych zdarzeń. Z tą notatką konkurować mógłby opis męczarni księdza Popiełuszki, czy też innych księży Stanu Wojennego i 100 ofiar z tego okresu ujętych w listę Rokity (np. Bartoszcze topionego w studni). Wszystkie te opisy poznałem i głęboko przeżywałem. Byłem obok wydarzeń Powstania w Poznaniu i w 1956 i poznałem szczegóły śmierci Romka Strzałkowskiego i nasłuchałem się o rozstrzeliwaniu z karabinów maszynowych z ciężarówek spokojnych ludzi (np. pod okrąglakiem). Nagrywałem cały proces i bohaterską obronę oskarżonych przez adwokatów i biegłych. Zbrodnia aparatu państwowego goniła zbrodnię. Sadyzm funkcjonariuszy przekraczał wyobrażenia. Wiele razy ocierałem się o śmierć, ale los lub Opatrzność postanowiły mnie oszczędzić i nie doświadczyły torturami. Potrafię jednak wczuć się w ludzkie przeżycia. Jaruzelski tej naszej polskiej gehenny nie rozpoczął. On do niej wszedł. Wpierw niewiele znacząco, potem już coraz więcej na szczycie decyzyjnym i osłaniającym fizycznych zbrodniarzy. To wszystko było znane. Udział – nawet większy Kiszczaka też jest znany. Bauman też gdzieś tam na boku zwalczał „bandytów”. A lata biegły, wpierw tych zbrodniarzy osłaniał strach przed sowieckimi wojskowymi oddziałami i KGB, WRU stacjonującymi w Polsce. Potem oni odeszli, a ich polscy pomocnicy zostali i „robili swoje” równie okrutnie. Wreszcie nastała ta osławiona wolność III-ciej RP. A zbrodniami przestano się zajmować. Rokita sporządził swoją listę 100 ofiar. Na niej wypłynął. Potem został najważniejszym i najpotężniejszym dygnitarzem rządu Suchockiej i... lista poszła do lamusa, bo już niepotrzebna. I tak się działo. A Jaruzelski wpierw pokorny i cichutki kręcił z kompanami nowe układy i tworzył dogodną dla siebie historię. Przez te lata trzeba było takie notki jak ta Lestata drukować codziennie we wszystkich czasopismach, wydawać w broszurach i uczyć o tym w szkołach. Ludzie kochani, czy Wy nie widzicie, jak otępialiście przez te lata? Jak zbrodnie systemu i jego ludzi stały się uciążliwymi wspomnieniami? Jak najważniejsze, sprawcze czynniki w państwie: Rząd i Sądownictwo uczestniczyły w zamazywaniu odpowiedzialności i sprawiedliwego rozliczania zbrodniarzy. A Jaruzelski? Rósł w piórka i stawał się coraz ważniejszy i coraz bardziej potrzebny. Brylował na spotkaniach nie tylko elit, ale nawet w Pałacu Prezydenta. Jeszcze trochę (gdyby nie wiek i uciążliwa choroba) przejąłby ponownie dostojne urzędy w Polsce. On zmarł. Jego nie ma. Zostali natomiast ci, którzy są odpowiedzialni za nie rozliczenie go z jego zbrodni. I to nie tylko fizycznych – na osobach, ale przede wszystkim na państwie, na jego gospodarce, jego pozycji w świecie i w końcu na bezpieczeństwie.On zmarł. Coś się jednak urwało. Niech odejdzie w niechlubny niebyt. Nie wart, by go wspominać (chyba jako ostrzeżenie na przyszłość). Nic nam nie da teraz wymyślanie mu nawet najgrubszymi wyrazami. To najtańsza satysfakcja. „Odwaga staniała!” Zamiast tego zajmijmy się po kolei: wpierw sędziami, którzy nie potrafili postawić go przed sądem, biegłymi, którzy dętymi świadectwami chronili go przed tym i wreszcie tymi, którzy kompanom Jaruzelskiego (z Kiszczakiem na czele) i innym późniejszym sługusom sądzone winy uznawali za niebyłe lub z drwiną zasądzali 2 miesiące z zawieszeniem itp. Itd.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)