46 obserwujących
85 notek
160k odsłon
  518   0

Zima: czas na wnioski

 

Tegoroczna zima jest podobno najmroźniejsza od 1982 r. i przyniosła najobfitsze opady śniegu. Awarie sieci elektrycznej były niewątpliwie nie do uniknięcia, zdarzały się zresztą w we wszystkich krajach Europy, nie wyłączając Niemiec, o których wielu Polaków chce wierzyć, że wszystko tam działa bez zarzutu. Czy jednak w Polsce awarii tych mogło być trochę mniej? Mam wrażenie, że tak. Takie wnioski wyciągam z raportów moich pełnomocników terenowych, którzy ostatnio wizytowali tereny pozbawione prądu oraz odbyli liczne rozmowy z przedstawicielami lokalnych władz oraz z zarządami koncernów energetycznych.
 
Nie będę omawiał szczegółowo tych raportów – postaram się zebrać i uogólnić wnioski, jakie wynikają z lektury. Najczęstszą przyczyną awarii sieci elektrycznej był marznący deszcz czyli zjawisko szadzi. Pod dodatkowym ciężarem łamały się gałęzie drzew, stąd tak liczne uszkodzenia sieci na terenach zalesionych, często w miejscach trudno dostępnych – zwłaszcza z powodu głębokiego śniegu. Opady były długotrwałe, usuwanie awarii – bardzo utrudnione, więc nic dziwnego, że skuteczność pracy ekip naprawiających szkody była niewielka. Zanim usunęły jedną awarię, na tej samej linii przesyłowej zdarzała się następna.
 
Moi pełnomocnicy sygnalizują jednak, że w niektórych przypadkach częściową winę za awarie może ponosić dostawca energii, gdyż w niewystarczający sposób kontrolował stan przecinek leśnych, przez które biegną linie energetyczne, a także nie zachował należytej staranności przy konserwacji przecinek (mowa o przycinaniu gałęzi lub wycinaniu drzew). Część awarii spowodowana była przewróceniem się słupów energetycznych lub nawet stacji transformatorowych, co także może oznaczać niewłaściwą dbałość o ich stan. Trzeba więc rozważyć przeprowadzenie kontroli – zwłaszcza w firmie Enion, która odpowiada za Śląsk i Małopolskę, gdzie awarii było zdecydowanie najwięcej.
 
Przemyślenia wymaga też strona prawna współdziałania władz lokalnych różnych szczebli, a konieczne wydaje się uściślenie przepisów o wprowadzaniu stanu klęski żywiołowej tak, by było jasne, jaka część mieszkańców lub terytorium danego regionu musi być objęta klęską. W gminie Żarki, jednej z najbardziej dotkniętych awariami, sztab kryzysowy powstał już 10 stycznia – w reakcji na konstatację, że choć Enion zapewnia o usuwaniu szkód, jego deklaracje najwyraźniej rozmijają się z rzeczywistością. Nadzwyczajne wydatki gminy sięgnęły 200 tys, zł (wynajem agregatów, odśnieżanie, koszty dodatkowej pracy Ochotniczej Straży Pożarnej). Starostwo powiatu Myszkowskiego, któremu podlega gmina Żarki i kilka innych mocno poszkodowanych gmin, sformułowało wnioski do Wojewody Śląskiego. Minął jednak tydzień, nim wojewoda zbadał na miejscu sytuację w Żarkach. Wprowadzenie stanu klęski żywiołowej uważał za niepotrzebne, gdyż opierał się na deklaracjach Enionu, że awarie są “chwilowe” i usuwane “na bieżąco”. W końcu uznał, że wszystkie szczegółowe postulaty starostwa Myszkowskiego zostały zrealizowane, więc stan klęski jest zbędny.
 
Nie dość jasne wydają się postanowienia Prawa Energetycznego dotyczące odpowiedzialności dostawcy prądu za awarie. Enion na przykład deklaruje, że pokryje koszty wynajmu agregatów przez dotknięte przerwami w dostawach prądu instytucje publiczne. Zwrot takich kosztów odbiorcom prywatnym firma ma “rozważyć”. Wielu klientów firmy, np. hodowcy zwierząt, domaga się zadośćuczynienia także za straty wynikłe z braku prądu.
Na pewno znowu ktoś powie, że ta tematyka nie należy do RPO. Wszystkie te kwestie będą jednak przedmiotem analizy przez poszczególne zespoły w moim biurze i zaowocują szeregiem wystąpień do innych organów państwa. Na ile skutecznych - to już inna sprawa.
 
Lubię to! Skomentuj20 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale