N.N. N.N.
62
BLOG

"Allo, allo" Piwowskiego

N.N. N.N. Polityka Obserwuj notkę 37

Życie w PRL-u było strasznie wesołe, prawie równie wesołe jak II wojna światowa według serialu „Allo, allo”. Tak w każdym razie wynika z zamieszczonej w ostatnim „Newsweeku” rozmowy z Markiem Piwowskim i „jego ubekiem”. Całe szczęście, że wspomnienia Piwowskiego zostały uwiecznione, bo szerząca się ostatnio propaganda mogłaby zagłuszyć prawdę, a przecież trzeba ją zachować dla potomnych.

 

Prawda ta jest taka, że w PRL-u było fajnie, a najfajniejsze były kontakty z bezpieką. Znajomy Piwowskiego jak go przymknęli to się cieszył, bo wreszcie mógł się za darmo najeść, wódki napić i nad morze pojechać. Sami ubecy nie mieli tak dobrze, bo zamiast jeździć nad morze musieli pracować, łazili więc po SPATiF-ie i „prosili, żeby coś im opowiedzieć, dać im jakiś materiał, bo ich wywalą z roboty, ich zarobki stają się wręcz skandaliczne. Więc co jakiś czas ktoś szedł […] opowiedzieć mu [ubekowi] jakąś historię, żeby sobie dorobił.” No i o czym się rozmawiało? „Oficer” Zakrzewski: „Ja pytałem, gdzie byłeś, co widziałeś, kogo spotkałeś, bo coś musiałem przecież napisać, a on strasznie konfabulował. Ale najwięcej plotkowaliśmy o kobietach, bo o czym tu można było z takim za przeproszeniem agentem rozmawiać?” Jak widać, ukryte bezrobocie dotknęło nawet bezpieki – ubecy niby to pracowali, ale tak naprawdę marnowali czas na pogaduchy z kumplami. Zakrzewski zresztą po prostu się na wywiadowcę nie nadawał: „szykowany byłem na hydraulika, już nawet w wolnych chwilach chodziłem i pomagałem takiemu jednemu, a tu nagle taka kariera się przede mną otworzyła”. I tak dobrze, że rozrywki sobie w pracy zażył, a z niczym się Piwowskiemu nie wygadał, bo na przykład wspomniany znajomy w czasie rozmów „gęgał różne dyrdymały, jednocześnie zbierając materiały do swojej opery o ubekach”. Z czasem rozmowy stawały się poważniejsze, ale górą byli artyści, którzy zaczęli biednych ubeków indoktrynować: „indoktrynacja odwracała swój kierunek na przeciwny, działała coraz bardziej na samą władzę”. „Pamiętam, jak wreszcie na jednym z festiwali załamany »Prosiaczek« [jeden z esbeków – czy ktoś o takiej ksywce mógłby nie być dobroduszną poczciwiną?] złapał się za głowę i krzyknął: »Matko Boska! Spójrzmy prawdzie w oczy, jesteśmy państwem policyjnym!«”

 

Tak sobie Piwowski i „jego ubek” paplają przez dobrych kilkanaście kolumn, nie niepokojeni zbytnią dociekliwością ze strony prowadzącej rozmowę Violetty Ozminkowski. Cóż, sztuka rządzi się własnymi prawami, a komedii „Allo, allo” nikt nie traktuje jako filmu dokumentalnego. W tych samych kategoriach należałoby według mnie oceniać i ten tekst. Jest jeden szkopuł – „Newsweek” jest pismem drukującym teksty publicystyczne, a nie beletrystykę. Żeby nie wprowadzać czytelnika w błąd, warto by było jakoś zaznaczyć zmianę modi – tak jak przy niektórych tekstach pisze się „artykuł sponsorowany”.

N.N.
O mnie N.N.

Spam usuwam. Kto może zostać przyjacielem Pajacyka

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (37)

Inne tematy w dziale Polityka