Po szoku, w który wprawił mnie wczoraj list Winieckiego do Lichockiej, nastąpił kolejny. Spowodowały go głosy internautów popierających Winieckiego. Część była jeszcze znośna: Winiecki zachował się paskudnie, ale miał prawo, bo został sprowokowany. Tłumaczenie poczciwe, choć oczywiście bezsensowne. Po pierwsze, Winiecki nie jest biednym misiem, którego obrzucono żołędziami gdy spał sobie smacznie, i teraz ma prawo być rozdrażniony. Winiecki napisał tekst do prasy, treść tekstu nie spodobała się Lichockiej, więc, dziennikarską modłą, napisała tekst polemiczny. Adekwatną reakcją ze strony Winieckiego byłoby włączenie się w polemikę, a nie rzucanie bluzgami. Po drugie, nawet gdyby rzeczywiście zaczepiono go niegrzecznie i bez powodu (a tak nie było), wciąż nie usprawiedliwiałoby to jego chamstwa. Agere sequitur esse, nawet w zdenerwowaniu człowiek jest w stanie działać tylko na miarę tego, czym jest. Bardziej niż plugawe zachowanie Winieckiego szokujące jest to, że w ogóle był do niego zdolny.
Pozostałe komentarze są natomiast przerażające. Okazuje się, że atak na Lichocką był jak najbardziej na miejscu. Po pierwsze, wcale nie był ohydny – był dosadny i celny, tak trzymać! Po drugie, Lichocka sama sobie zasłużyła, dobrze jej tak, hehe, śmierć pisofilom! Nie są to wcale kolejne komentarze z serii „trzynastolatek na czacie” – poza bełkotem i rytualnym bluzganiem jest w nich autentyczna nienawiść i akceptacja przemocy. Nie wiem, w jakim stopniu zinternetyzowane są polskie więzienia, może wszystkie te komentarze wypisują ich rezydenci. Jest przecież trochę ludzi, dla których rozwiązywanie sporów przy pomocy pięści i noża jest czymś bardziej naturalnym niż jałowe gadanie. Boję się jednak, że ludzi o takiej mentalności można znaleźć też w zupełnie normalnych środowiskach, w końcu Winiecki, prof. WSIiZ, też na patologię nie wyglądał. Jałowe gadanie mamy w Polsce od dwóch lat. Adresaci propagandy wiedzą już, że PiS to ZŁŁŁO. To oni rozkradli Polskę, to przez nich trzeba uciekać, to przez nich źle jest tobie! PRZEZ NICH! A kto nie przeciw nim, ten z nimi, ZDRAJCA! Czas przejść do czynów, a Winiecki dał właśnie sygnał. Ze złem się nie dyskutuje, zło się tępi. Co będzie następnym krokiem? Napaści w ciemnych uliczkach? A później? Pożyjemy, zobaczymy.
Póki co, rzucają się w oczy trzy rzeczy:
1. Pisofila, jak żyda, poznaje się po wszystkim. I ty zostaniesz pisofilem! Chyba że przyłączysz się do nagonki.
2. To nie winowajca jest winny, a ofiara – nie trzeba było agresora prowokować. Ciekawe, że i zakres rzeczy prowokujących do agresji, i sposobów je wyrażania, stale się poszerza – czy dojdziemy do momentu, kiedy samo istnienie domniemanego „pisofila” będzie wystarczającym powodem do jego pobicia? Pożyjemy…
3. Znów sprawdza się powiedzenie, że „łapaj złodzieja” najgłośniej krzyczy złodziej. O zapędy cenzorskie oskarżają normalnych dziennikarzy ci, którzy chcieliby brutalnymi atakami zmusić ich do milczenia.[1]
Poniżej przeklejam bardzo według mnie celny komentarz Bohuna:
Reakcja Winieckiego, to coś więcej niż tylko chamstwo.Gdy pierwszy raz przeczytałem dzisiaj list prof. Winieckiego, to mnie zatkało.Gdy przeczytałem go po raz kolejny, zrobiło mi się serdecznie żal Pani Lichockiej – niezwykle sympatycznej i delikatnej dziennikarki, która została tak brutalnie zaatakowana przez profesora.Gdy przemyślałem cały artykuł jeszcze raz uświadomiłem sobie, że zwykła oburzenie na postępowanie Winieckiego nie jest właściwa reakcją, gdyż jego zachowanie, to nie jest zwykłe chamstwo (jakkolwiek pozycja społeczna, którą zajmuje i rola społeczna, która w związku z tym odgrywa nie dają się pogodzić z takim "zwykłym chamstwem").Jego brutalny list jest czymś więcej.Jest wezwaniem do lżenia tych dziennikarzy, którzy ośmielają się krytykować "elytę". Winiecki odbiera takim dziennikarzom prawo do godności osobistej i wyraźnie wzywa do agresji wobec nich. Na razie jest to agresja słowna, ale można się spodziewać, że taki język, taki ton wypowiedzi może zachęcać do agresji fizycznej.Cel jest jasny – zniszczenie wybranych "ofiar" (nieprzypadkowo atak został skierowany na wrażliwą i – jak się wydaje – słabą psychicznie dziennikarkę) i zastraszenie pozostałych.Właśnie argument siły (na razie psychicznej) i strachu ma zmusić niezależnych dziennikarzy do milczenia.Pierwsza taką próbą zaszczucia dziennikarzy (przez pewien czas skuteczną) był słynny raport PO nt. dziennikarzy – ta jest druga.Sądzę, że nadszedł czas, aby środowisko dziennikarskie (jeżeli nie całe, to przynajmniej ta jego część, która nie popadła jeszcze w zbiorową histerię wywołaną przez próbę lustracji) wypowiedziało się w obronie pani Lichockiej oraz zdecydowanie potępiło prof. Winieckiego.Być może jestem idealistą w państwie, w którym Urban jest zapraszany na salony, ale uważam, że Winiecki zasługuje na towarzyski i społeczny ostracyzm za to zrobił.
Bohun
[1] Ktoś nawet wytknął Ziemkiewiczowi, że w postscriptum odpowiedzi Winieckiemu chwali się nakładem gazety i dochodem z reklam – nie wspominając słowem o insynuacjach Winieckiego na temat spadającego nakładu, ani o jego żenującej jeremiadzie na temat własnej wielkości.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)