Platforma musi zginąć, choć jej duch przetrwa. Zginie w chwili większego kryzysu, ponieważ nie jest partią inteligencką. Platforma jest partią klasy średniej, niesłusznie czasem z inteligencją mylonej. Inteligent ma mentalność żołnierza, czy wręcz rycerza, członek klasy średniej – najemnika. Inteligenta charakteryzują Żeromszczyźniane misja–służba–ofiara, kluczowe słowo klasy średniej to pragmatyzm. Żołnierz do końca będzie walczyć o wyznawane wartości i trwać przy dowódcy – przetrwają więc niejeden kryzys, zdawałoby się, że ostateczny. Najemnik będzie trwał przy pragnieniu uzyskania korzyści i w razie kłopotów rozejrzy się za lepszym sztandarem.
Inteligencja to twór typowo polski. Klasa średnia natomiast próbuje się od jakiegoś czasu w Polsce zaszczepić. Idzie jak idzie, ale do okrzepnięcia jej daleko, a do stworzenia podbudowy teoretycznej jeszcze dalej. Ideowa partia klasy średniej nie ma więc w tej chwili szans, nawet jeśli ma je w ogóle. Tych pięciu na krzyż liberałów gospodarczych, którzy pewnie znajdą się wśród elektoratu, zagłosuje na jakieś kanapy. Kolejnych piętnastu liberałów obyczajowych – na SLD. Platforma to partia nie dla mędrków, ale dla tzw. fachowców, których jedynym zmartwieniem jest: jak zapłacić jak najmniejsze podatki. Jedyne, czego od takiej partii się oczekuje, to żeby przyznawanie się do jej popierania nie było obciachem na sobotnim grillu, a w ramach zaspokajania potrzeb intelektualnych swoich wyborców od czasu do czasu ma rzucić jakiś slogan o rybach i wędce. Partie tego typu można tworzyć seryjnie, tak jak co jakiś czas wypuszcza się na rynek nowy jogurt – wystarczy zmienić opakowanie, zareklamować starą zawartość jako wzbogaconą o „aromat wanilii korsykańskiej”, i znudzone mieszczuchy masowo się przerzucą na ostatnią nowinkę. Stara Platforma już się wyeksploatowała, na nowe wybory dostaniemy więc pewnie nową.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)