Dziś na pierwszej stronie „Rzeczpospolita” opublikowała artykuł nt. posła Platformy Obywatelskiej pt. „Kłopotliwe gadżety posła Sławomira Nowaka”. Opisuje w nim proceder polegający na tym, że w czasie poprzednich kampanii wyborczych PO zlecała firmie zarejestrowanej na matkę Nowaka produkcję gadżetów wyborczych. Czytam artykuł od lewa do prawa i od prawa do lewa i nie rozumiem, na czym polega problem. Pieniądze należą do partii – może zrobić z nimi, co się jej żywnie podoba. Jeśli Donald Tusk zechce, może nawet sam drukować plakaty, robić chorągiewki i znaczki wpinane w klapę. Co komu do tego? To jest wewnętrzna sprawa partii. Warta co najwyżej dwuzdaniowej wzmianki, a nie artykułu na pierwszej stronie w ogólnopolskiej prestiżowej gazecie.
Nie bronię Platformy, mój stosunek do tej partii jest znany. Uważam tylko, że takie przedstawianie sprawy jest kłopotliwe nie dla Nowaka i PO, ale dla gazety, która sama siebie w ten sposób dezawuuje.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)