Prezydent Lech Kaczyński z mównicy sejmowej wygłosił dziś orędzie. Było ono głównie o sytuacji finansowej i gospodarzcej państwa. Mogliśmy usłyszeć jak wypada porównanie niektórych wskaźników z poprzednimi dwoma latami. Niestety nie wygląda ono kolorowo.
Prezydent siegnął do danych takich instytucji jak MFW czy KE i NBP. Wobec tych danych cytował też dane wielokrotnie przedstawiane przez ministra Rostowskiego i innych. Rozbieżności są i to dość wielkie.
Szereg pytań, które padło ze strony prezydenta były bardzo niwygodne dla nic nierobiącego z kryzysem rządu. Prezydent przedstawił sytuację w innych krajach gdzie albo ustawy antykryzysowe już zostały przyjęte albo obniżono podatki takie jak np. VAT.
Premier w swoim kontrwystąpieniu właściwie nie powiedział nic. Rzucił kilka ogólników, że dobrze, że prezydent się martwi, źle że przeczernia sytuację, która nie jest ciekawa. A co niby miałby robić, że tak zapytam? Dolewać oliwy do ognia, mówiąc że nie ma kryzysu i że nie widać jego nasilenia?
Premier zauważył także, że widać przyczółki nadziei. Mówił, że razem możemy więcej. Ciągle to słyszymy. Razem ale w podtekście jest róbcie sobie to sami my tylko zarządzamy. Zauważył także, że od dzisiaj musimy zwerzeć szeregi, tu pochwalił prezydenta za gotowość pomocy, i wziąć się do pracy. To pytam, gdzie Tusk był do tej pory, że dopiero wystąpienie prezydenta otwiera mu oczy skłania do żarliwej przemowy i gestykulacji z mównicy sejmowej?
Mi to trochę przypomina "Nocną zmianę". Tam Tusk w obliczu głębokiego kryzysu postkomuny w czasie nocnej narady zaproponował bez wahania by policzyć głosy. Dziś kiedy się okazało, że w Polsce jest jednak realna groźba głębokiego kryzysu, nagle mówi: razem!
Myślę, że to nie jest na rękę premierowi. W czasie nnocnej zmiany już musił wiedzieć, że kiedyś tak jak Pawlak został wybrany i jemu się przydarzy premierowanie. Spokojnie czekał. Wiedział od tamtego czasu, że prędzej czy później i na niego to spadnie. Dziś to spokojne czekanie zakłócił mu prezydent. Ale Tusk się nie przejął - od razu krzyknął: razem!
Myślę, że znowu powraca jak bumerang teza Rymkiewicza o ugryzieniu żubra w dupę. Tylko tym razem POlskę gryzie Lech Kaczyński.
Moja teza, że to "razem" nie wypali jest taka: nawet jakby Tusk poprosił braci Kaczyńskich o pomoc (nie sądzę by chciał przerywać swoje dryfowanie w stronę prezydentury - jest politykiem krótkowzrocznym i leniwym) to oni i tak się na to nie zgodzą, nim Tusk nie da gwarancji że grają na równych warunkach - bo to by oznaczało koniec PSL. A poza tym media by tego nie wybaczyły PO.
Będzie tak, że PO albo się podzieli albo się wykrwawi - innej możliwości na razie nie widzę.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)