Z racji, że jeszcze trwa niedziela, to pokuszę się na krótką notkę o Kościele. Mój Kościół wygląda tak jak wiele innych. Są wspólnoty, ruchy, mohery ( pozdrooo :), jest ksiądz proboszcz i wikariusze. Są ministranci, nie ma ministrantek. Msze są codziennie, oczywiście oprócz Wielkiego Piątku. Wszystko po staremu i po trochę nowoczesnemu (gitara elektryczna i bongosy na mszy tak zwanej młodzieżowej, po której zawsze śpiewamy modlitwę do Matki Bożej a potem Hymn jedności). Na terenie parafii zamieszkuje wiele osób, niekoniecznie związanych z Kościołem. Fascynuje mnie to, jak genialnie wszyscy razem się trzymają. Proboszcz potrafi wzniecać iskrę wspólnotowości i jedności. Jest tradycyjnie, świeżo i czasem nowocześnie. Ot parafia jakich wiele. I muszę przyznać, że jako młody człowiek boczyłem się kiedyś na czarną mafię ale były to zawsze burze, które pozwalały obudzić wątpliwości, które miałem szczęście rozwijać, które pozwalały iść do przodu.
I zadaję sobie czasem pytanie, jakby miałby wyglądać Kościół w przyszłości, który by nie był za bardzo liberalny i trzymał się Biblii i papieskiego nauczania, które próbowało by godzić albo inaczej, wyjaśniać wiele spraw, dręczących wiernych przez upływ czasu i zmiany obyczajowe. Tak się zastanawiam i szukam myślami tego upragnionego wzoru. O dziwo zawsze wracam do punktu wyjścia. Po zebraniu wszystkich za i przeciw. Konkluzja jest wypadkową +++ i ---. Na tym chyba polega uniwersalność podstaw Kościoła. Jest on tak skonstruowany by być dla każdego. Nie zamieniłbym go na jakikolwiek inny, jestem za leniwy i czasami w nim za szczęśliwy...



Komentarze
Pokaż komentarze (7)