Michał Boni umył ręce jak Piłat od ewntualnej nagonki medialnej. Popełnił moim zdaniem błąd. Przy koalicji czerwono-różowej IV władzy powinien tego nie ujawniać. Przeca nic by mu nie zrobili. Są tak zajęci Kaczyńskimi i restytucją demokracji wg Michnika i Mazowieckiego, że na pewno nie zauważyliby kolejnego z programem lojalnościowym na koncie.
Jak wybrnie z tego Tusk? Nie wiem. Ale znając jego zamiłowwanie do historii powinien sięgnąć do gazet i przestudiować jak się miała sprawa z Zytą Gilowską. Jeśli nie powoła Boniego do Rządu na stanowisko ministra jakiegokolwiek resortu to będzie to jego pierwsza porażka. Jeśli jednak powoła to okaże się miłosiernym premierem w przeciwieństwie do ustępującego. To wydarzenie mogłoby się wpisać w jego język miłości, który unosi się ciagle nad połową Polski. Wyborcy PO odróżniają się od innych tym, że mają szczękościsk i na koszulkach Irlandię zwei.
Ja bym radził Tuskowi tę drugą metodę. Wzmocniłoby to jego wizerunek miłosiernego ojca i męża opatrznościowego narodu. Propnuję, jeśli mogę oczywiście, by wymyśleć jakiś rytuał przejścia dla zmieniających program lojalnościowy. IPN mogłoby jakiś ukaz wydać, Prezydent by przybił stempel na zgodę i byłoby wsio oka. Ech tak się cieszę, że już nie mieszkam na Roztoczu tylko w Irlandii :)



Komentarze
Pokaż komentarze (5)