Czy polityka może egzystować bez religii?
Eksperyment socjalno-komunistyczny nie dał rady jej wyprzeć ze świata politycznego. Paradoksalnie wyszło tak, że dążąca do systemu socjalnego w pełnej swej krasie UE, podtrzymuje religię "przy życiu". Zwalcza ją, próbuje zanegować podstawy Europy, która jak się coraz częściej dowiadujemy jest zrodzona z gruzów barbarzyńskich niż chrześcijańskich. Efekt jest taki, że zwalczając ją tak naprawdę stawia ją jako jeden z nielicznych bastionów przeciw ogłupiającej i wszechogarniającej integracji i unifikacji wszystkiego co się rusza w Europie.
Czy można mówić o jakichś analogiach między polityką i religią?
Tak się czasem zastanawiam, że Jezus był najsprawniejszym politykiem, jaki się pojawił na ziemii. Służył innym ludziom, poniósł karę za swą służbę. Czynił cuda, by pokazać, że jednak można wiele rzeczy niemożliwych załatwić. Czy wobec tego można dziś mówić o cudotwórczych czasach polskiej polityki? Myślę, że po trochu można. Premier stara się trochę naśladować Jezusa. Obiecuje, namawia, szuka "boskich" rozwiązań, cierpliwie czeka, zanim ruszy na dobre z polityką, próbuje się wsłuchać w głos ludu uciemiężonego kaczyzmen. Różnica jednak polega na tym, że "na końcu" będziemy mięli zamiast wniebowstąpienia hydropiekłowstąpienie.
Premier zanim się zdecyduje pouprawiać trochę polityki (już składa broń jak traktat nie wejdzie w życie --> przedterminowe wybory czyli mamy zmiany rządów od kryzysu do kryzysu w przeciwieństwie do PiS, który wszelkie ścieżki wydeptał; PO jest delikatne i na żadne ustępstwa nie pójdzie - mają w kieszeni media!) to prędzej spotka się z falami polityki, które pożrą jego platformę na morza nieboskłonie :)



Komentarze
Pokaż komentarze (18)