Właśnie przed chwilą w telewizorni usłyszałem, że radni Budapesztu jednogłośnie zdecydowali, że jeden z placów miejskich będzie nazwany Placem Katyńskim! No po prostu mnie zamurowało. Zaraz sprawdziłem w Internecie gdzie taki plac jest jeszcze w Polsce? Tylko w jednym miejscu. W Białymstoku. Ciekawe kiedy radni nadali taka nazwę?
Od razu przypomniał mi się cały kocioł związany z prywatnym filmem Wajdy i z polityką historyczną Polski i jej kolejnych Rządów. Czy nie wydaje się to trochę dziwne, że w kraju, który został poddany systemowi komunistycznemu, w którym średnia większości księży to ok. 70 lat, w kraju w którym rządzą "lewacy", którzy dogadują się doskonale z Putinem taki akt jest możliwy. Jest możliwy?
U nas debatujemy co i jak i gdzie? Jak się odnaleźć między Niemcami i Rosją. Jak nie urazić nikogo swymi filmami, swą historią. Mam wrażenie, że historię naszą traktujemy jak zbędny balast, który nie pozwala nam zabłysnąć nam Brukseli jako światli i tolerancyjni spadkobiercy Polski XVI wieku.
Polska to kraj niedokończony pod każdym względem. Niedokończone rewolucje. Niedokończona lustracja. Niedokończone rozliczenia z Niemcami. Niedokończone...
Przykład radnych Budapesztu uzmysłowił, uwyraźnił mi jedną rzecz. Wszystko można zmienić pod warunkiem że się nie będzie oglądało na politykę, dziennikarzy, którzy tworzą wielkie narracje na swoją modłę i swoją za nie nieodpowiedzialność.
Jedynym(?) wielkim kreatorem polityki historycznej mogą być radni. Gminy, powiatu, miasta, regionu. Tylko oni mogą podejmować decyzje. Każdy Minister kultury prędzej czy później kapituluje pozostawiając po sobie wiele niedokończonych projektów.
Politykę historyczną potrzeba zacząć od zmiany/wyrzucenia komunistycznych nazw placów i ulic i pomników! a zastąpić bohaterami, którzy walczyli nie o socjalizm albo Targowicę ale o Najjaśniejszą Rzeczpospolitą.
Węgier Polak dwa bratanki.
Koniec. Kampramisa nie budie.



Komentarze
Pokaż komentarze (60)