Łukasz Warzecha znowu na barykadzie obrywa z dwóch stron. Z jednej mamy pospolite ruszenie (ekstremiści i hunwejbini "w większości") a z drugiej poprawność polityczną. Ciekawe czy ŁW przeglądał wszystkie wiadomości hunwejbinów i jaką metodą rozgraniczył ich o d mniejszości? Chciałoby się rzec za Tomaszem Budzyńskim "strzały znikąd, chłopcy stąd" i "Pułkownik Kurtz nie lubi takiej wojny". Siedzenie na barykadzie wcina się w tyłek a ból często idzie aż do samej góry.
Nie będę pisał co autor miał na myśli bo nie czuję się na siłach by sprostać obiektywnemu dziennikarstwu i metodach przez nań stosowanego. Zacytuję tylko zakończenie wywodu:
Cały ten wywód nie zmienia oczywiście faktu, że można mieć o mediach swoje zdanie, krytykować je, uważać za nieobiektywne, wytykać błędy i przeinaczenia. Rzecz w tym, jak się to robi i do jakich wniosków to prowadzi. Ekstremiści i fanatycy wyciągają wnioski skrajne i fanatyczne - nic w tym dziwnego. Trzeba nad tym przejść do porządku.
Uderzające jest drugie zdanie. Czyż nie jest piękne? Czyż nie w tym rzecz? Czy nie o to chodzi by dojść do z góry ustalonych wniosków? Mam pytanie do ŁW: jak rozgraniczyć kłamstwo od poglądów? Czy dla niektórych lewaków kłamstwem będzie, że Bóg istnieje czy może innym tylko poglądem? Czy dla konserwatystów kłamstwem jest, że wszyscy muszą mieć zapewnione minimum socjalne czy tylko poglądem?
I to by było na tyle. Czy problem jest ważny skoro się nad nim pochyliłem?
Koniec. Kampramisa nie budieT.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)