Sprawy polityki kościelnej budzą nieraz odruchy emocjonalne towarzyszące kibolom na meczach o podwyższonym ryzyku. Świadomą lub nie współpracę z SB wybaczają ludzie, którzy coś takiego już przeszli albo ci, którzy znają delikwenta od dość dawna i wierzą w niego, w jego siłę charakteru. Zazwyczaj takich ludzi jest niewielu. Najgorzej jest z tymi, którzy idą w zaparte i mimo faktów zaprzeczają rzeczywistości tworząc pokrętne logiki, służące na udowodnienie istnienia swoich tez.
Przypadek abpa Muszyńskiego wprowadza do "debaty" i "rozprawy z lustracją" nowy wątek. Otóż abp przyznaje się do tego, że prowadzone były z nim rozmowy i co najważniejsze w tej sytuacji NIE ZAPRZECZA, że do takich sytuacji dochodziło. Jest to bodaj pierwszy jak nie jeden z pierwszych przypadków, który powinien stać się normą. Moim zdaniem abp pokazał klasę. Pokazał, że umie poradzić sobie z problemem, a nie chowa się za kurtyną kłamstwa.
Nie interesowałem się wcześniej tym duchownym, istniał on dla mnie jak każdy inny biskup sprawujący swą posługę, ale to co uczynił budzi we mnie sympatię do jego osoby. I nie ważne jest to, że sprawa wyszła na jaw w okolicy dnia papieskiego. Niektórzy przeciwnicy Kościoła Katolickiego mogą powiedzieć, że stało się tak aby przyćmić ewentualną winę albo aferę z tym związaną. Najważniejsze, jest to że abp wyjawił co miał na sercu i podzielił się tym z ludźmi. Każdy będzie mógł ocenić sam. A sprawiedliwy sąd wyda Bóg.
A że trwało to długo, że reakcja była być może za powolna ze strony abp to nie jest ważne. Godne zauważenia jest to, że nie ma wielkiej sprawy i zadymy medialnej. Problem, który miał abp sam rozwiązał i nie wypierał się swego postępowania, jakie by ono nie było w ocenie innych. Wszelkiemu frontowi obrony przed lustracją to wydarzenie pokazuje, że można w sposób ludzki przejść tę drogę i nie potrzeba serwować ludziom co mają myśleć. Antylustratorom abp Muszyński utarł nosa i to on swym postępowaniem pokazał co należy czynić w takich sytuacjach - należy kierować się głosem sumienia. Lepiej późno niż wcale.
Koniec. Kampramisa nie budieT.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)