Jak donoszą media Lech Wałęsa jest gotów kandydować w najbliższych wyborach. Po domaganiu się przez Olechowskiego impeachmentu Prezydenta, teraz Wałęsa domaga się skrócenia kadencji Lecha Kaczyńskiego. Warunek jest jeden - zgoda, możliwość zrealizowania jego pomysłów.
Śmieszą mnie bardzo takie deklaracje, a zwłaszcza zachowanie "bohatera" Solidarności. Jak wiemy Wałęsa przyczynił się jawnie do zakonserwowania okrągło stołowych ustaleń i pilnował by Polska poza nie nie ruszyła się o krok. Kwaśniewski sam ten stan pogłębiał przez wiele lat. Obu poprzednich prezydentów tak się przejęło reformowaniem swego kraju, że teraz po ich odejściu już nikt o nich nie pamięta. Nikt ich nie przywołuje. Na siłę coś tam ciułają a realnego wpływu na Polskę nie mają. Śniły im się po ustąpieniu jakieś posady europejskie ale jedynie Wałęsa jakoś się przepchał za pomocą Tuska (który na tym ogromnie stracił na popularności i dalej będzie tracił) na stołek europejskiego mędrca. Po co wszystko? Czy UE zapomniała już o swoich założycielach? Czy na przykład filozofia grecka straciła tak mocno na znaczeniu, że musimy tworzyć grupy jakichś mędrców?
Wobec powyższego, pomysł Wałęsy jest co najmniej szalony. Zresztą włosy to chyba bardziej niż mi się zjeżyły, kiedy tę wiadomość przeczytały osoby z POlitbiura. Wspieranie Wałęsy przez PO, jak pokazuje czas, nie było na rękę Tuskowi. Pozwolił wrócić Wałęsie i od nowa wyhodować konkurenta w swej kołysce do państwowego cyca. Ot, grupowa solidarność panów od nocnej zmiany.
Wniosków może być bez liku. Ale jedno jest pewne. Kampania prezydencka się zaczęła. Cimoszko, Tusk, Wałęsa, Rosati, Kaczyński (Kownacki się zagalopował?) i być może Dutkiewicz - taki mamy skład na dziś. Dla mnie najrozsądniejszym wyborem na chwilę obecną jest mimo wszystko obecny Prezydent.
Koniec. Kampramisa nie budieT.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)