131 obserwujących
157 notek
1207k odsłon
7342 odsłony

Nagroda Nobla, dziki polski chłop, alfons z Argentyny i Varsovia Society.

Wykop Skomentuj113

Nagroda Nobla w dziedzinie literatury to było coś wielce prestiżowego i Polakom zdarzyło się na początku XX w. aż 2 razy.  Czasem jednak trzeba spojrzeć „na drugą stronę prestiżu” aby ocenić właściwie jego wartość.  O ile prześladowani chrześcijanie  w starożytnym Rzymie zostali przedstawieni „jak się patrzy” i do dzisiaj nawet ateiści zachwycają się ich heroizmem, obrazowo przedstawionym przez Henryka Sienkiewicza, to „polscy chłopi” a szczególnie „stary Boryna” zdecydowanie – nie mieli szczęścia do  „wizerunku”.

Nie ma co się oszukiwać. Władek Reymont,  niesłychanie utalentowany niskiej rangi  urzędnik Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, nie dość, że „zaległ na wieki” z poważnym jak na tamte czasy  długiem w wysokości 3 rubli za przewiezienie furmanką bagażu z samych Skierniewic do Warszawy przez poważnego gospodarza Jana Borynę z parafii Maków, ojca trzech dorodnych synów i męża  jednej, pięknej i gospodarnej Żony Jagny, to jeszcze go (wraz z rodziną) obsmarował ohydnie.

Zresztą obsmarował całą wieś Lipce i parę okolicznych jako siedlisko: nędzy, brudu, nieokiełznanego seksu , prób samobójczych, młodych kobiet zdradzających starych mężów i obojętnych proboszczów.

A pisał o katolickich chłopach, z których życzliwej gościny (bezpłatnej) korzystał wielokrotnie ten mały literat z ambicjami aktorskimi i zdecydowanie nieuporządkowanym życiem osobistym.

Bo to nie żonaty syn gospodarza Boryny oddawał się  zakazanym uciechom z młodą małżonką swego ojca, ale sam Władek Reymont  miał w owym czasie  wiele przyjemności z obcowania z młodą, piękną i namiętną małżonką samego zawiadowcy stacji Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej , niemłodego zresztą.
 

I tu otwiera się możliwa spiskowa interpretacja dziejów czyli pytanie, czy Władek Reymont otrzymałby Nagrodę Nobla, gdyby opisał „zakazany romans niższego urzędnika  Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej z małżonką zawiadowcy stacji” a tych chłopów jako statecznych, ciężko pracujących ludzi, mierzących rok kalendarzowy świętami katolickimi ze szczególnym uwzględnieniem  Pasterki w Wigilię Bożego Narodzenia, lanego Poniedziałku w Wielkanoc   i  dożynek z  okoliczną dziedziczką i dziedzicem – goszczących swoich  chłopskich sąsiadów wedle wieku, rangi i szacunku „okolicy”.

No więc moim zdaniem – on by tej nagrody literackiej  od protestanckiego i bardzo „otwartego” wówczas na „nieokiełznany seks u  katolików” Komitetu Noblowskiego – nie otrzymał.  Nie otrzymałby i już.

Henryk Sienkiewicz co prawda nie opisał „nieokiełznanego seksu chrześcijan w starożytnym Rzymie” ale z nawiązką „wynagrodził Komitet Noblowski” – „nieokiełznanym seksem starożytnych Rzymian”.  Jest ‘popyt” to jest  i „podaż”. A „lekko eugeniczny”Komitet Noblowski tamtych czasów wysyłał jasne sygnały: zapotrzebowanie na niekontrolowany seks „sfer zdegenerowanych”.

Generalnie  Polacy a zwłaszcza Polki  ze „sfer niższych” w ostatnich dekadach XIX w . i na początku wieku XX cieszyli się wątpliwą sławą bardzo „otwartych erotycznie”. Zwłaszcza na kontynencie południowo-amerykańskim a już szczególnie w Argentynie .A epicentrum tej szczególnej opinii – było w Buenos Aires, gdzie , nie bójmy się tej informacji, słowo „la polaca” nie oznaczało „Polki” tylko, sorry, q...rwę.
A dlaczegóż to, ktoś spyta. Przecież według badań socjologicznych polskiego konsula w Buenos Aires polscy emigranci stanowili na przełomie wieków 10% społeczeństwa argentyńskiego ale w statystykach kryminalnych stali znacznie „słabiej”- na  poziomie zaledwie – 3%.

Tę sprawę jeszcze przed wojną bardzo dramatycznie naświetlił reżyser Mieczysław Krawicz w roku 1929 r. w niesamowicie popularnym filmie pt. Szlakiem hańby, który opisywał zjawisko handlu żywym towarem do burdeli Ameryki Płd. Scenariusz napisał sam Anatol  Stern na podstawie jak się dziś mówi „pomysłu” dr prawa Antoniego  Marczyńskiego, niezwykle wziętego pisarza „popularnego” tamtych lat. Temat był „tak nośny”, że w roku 1930 pisarz Marczyński wydał powieść „W szponach handlarzy kobiet” a w 1938 r. reżyser Michał Waszyński nakręcił remake pt. „Kobiety nad przepaścią”

Po wojnie nikt do tego tematu nie wracał.  Tymczasem oba te filmy, mające być ostrzeżeniem dla miejscowych młodych piękności, podobnie jak książka, nie pokazywały właściwego oblicza zjawiska i  najliczniejszych jego ofiar.

A tymczasem ostatnio temat znów stał się popularny – za sprawą  argentyńskich feministek i amerykańskiego naukowca . One akurat nie zajmują się specjalnie powodami, dla których prostytutki w Argentynie są nazywane „la polaca” , podobnie jak  amerykański historyk.

Oni badają wstydliwy dla żydowskiej społeczności Buenos Aires ogólnie znany fakt, iż  praktycznie cały, niezwykle kwitnący do II WW  „przemysł burdelowy” oraz cały system dostarczania do niego świadomych a w większości nieświadomych – dziewcząt z Europy Środkowej – pozostawał niemal w 100% w rękach Żydów.

Wykop Skomentuj113
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale