2 obserwujących
28 notek
30k odsłon
274 odsłony

Eksterytorialność obozu Auschwitz, a może i... miasta Oświęcim?!

Wykop Skomentuj

Zacząłem więc wydzwaniać do min. Nowakowskiego w Kancelarii Premiera, min. Magdziak-Miszewskiej (na miejscu), szefa BOR-u (towarzyszącego w samochodzie naszemu Premierowi), etc., etc. Kolejni moi rozmówcy „wyłączali” (dla mnie) swoje komórki, abym ich dłużej nie „molestował”... Zanim jednak „powyłączali” je ostatecznie – usłyszałem od min. Magdziak-Miszewskiej oraz szefa ochrony, znajdującego się w towarzystwie Premiera RP (sic!), identyczną sentencję: „Skoro rekomendacja Rządu RP nie pomogła, to nic już nie da się uczynić!!!” [Gdybym dodzwonił się do samego premiera Buzka, zapewne usłyszałbym to samo..!?] Po 2 godzinach bezskutecznych interwencji, zostałem samiuteńki pod tą – zgoła nie-żydowską – „bramą... płaczu”... [Bo widząc wchodzący już do obozu Marsz Żywych, wysłałem 2 członków ekipy – o dziwo nie zatrzymanych przez izraelską ochronę? – aby sfilmowali fragmenty uroczystości i wrócili do mnie, na zaplanowane rozmowy z uczestnikami Marszu.]

Wysłanie ekipy było jednak poważnym błędem! Bowiem chwilę potem pojawił się jakiś przełożony naszych „borowików”, a usłyszawszy ich relację o incydencie ze mną, wyraźnie stracił swój… profesjonalny spokój. Krótko mówiąc – wściekł się! Polecił mi zabrać swoje rzeczy i udać się do obozu za nim, co też uczyniłem. Drogę zastąpiła nam ponownie owa Żydówka. Mój wybawca rozpiął wówczas marynarkę i – kładąc dłoń na kaburze broni – wykrzyczał jej w twarz „propozycję” – ni mniej ni więcej – pojedynku („strzelania się z nią”)! [Z wiadomych względów nie będę cytował słów, które wówczas padły, z ust „borowika”, a także – jego oponentki.] Ramieniem odgarnął ową „przeszkodę” i… tym sposobem stałem się uczestnikiem uroczystości. Mocno spanikowanym uczestnikiem – dodajmy - wystrzegającym się jakiegokolwiek gwałtowniejszego ruchu, gdyż na miejscu ujrzałem 12 dwumetrowych dżentelmenów (zapewne reprezentantów… 12 pokoleń Izraela..?), wyposażonych w giwery do kostek i oddzielających publiczność od mównicy! Struchlałym wzrokiem próbowałem też wypatrzyć gniazda ciężkich karabinów maszynowych i moździerzy…
Do dziś jednak nie mogę odżałować, że pozbyłem się wówczas ekipy i nie udało się sfilmować tej widowiskowej (bo „westernowej” wręcz), a wielce pouczającej awantury, przy bramie obozu!
Kilka dni później nasza prasa doniosła, że w Izraelu pojawiły się propozycje, aby obszar obozów uczynić terenem... eksterytorialnym (sic!). Jakże to propozycje?! Przecież ja sam - przez 2 godziny – przebywałem już na terenie faktycznie wyjętym... spod jurysdykcji państwa polskiego!!!
 
Interesującym wydaje się pytanie, dlaczego to ja, wyłącznie, zostałem tam – przed bramą obozu – „namierzony”, skoro w Polsce występuje taka mnogość „antysemitów”?! Aby odpowiedzieć na to pytanie, zmuszony jestem cofnąć się o kolejne 4 lata, do roku 1994. Tym samym też: składam donos na siebie samego, do  warszawskiej – z uwagi na miejsce popełnienia przestępstwa – prokuratury, gdyż jako osoba rozmiłowana w praworządności, nie mogę już dłużej znosić prokuratorskiego braku czujności ideologicznej, sprzed 12 lat! W sierpniu 1994 r., ogłosiłem drukiem, że: No dobra, jestem antysemitą..!” Taki był tytuł mojego szkicu „historycznego”, poświęconego – z dumą, a jakże! – „spiskowej wersji historii Polski”, w której to my Polacy, „kołowaliśmy” - na każdym kroku – cwanych ponoć Żydów, a ci ostatni - jeszcze do owego 1994 r. – nie połapali się w naszych „machiawelicznych”, kilkusetletnich działaniach..?! Za przekazaną im wiedzę – wielce ich satysfakcjonującą przecież obecnie (w świetle tzw. roszczeń) – oczekiwałem (w rewanżu) wniosku o przyznanie mi nagrody Nobla... [A jednak - spotkał  mnie zawód!]
Artykuł opublikował warszawski tygodnik „Najwyższy Czas!”, którego redaktorem naczelnym podówczas był – uwaga, uwaga! – red. Stanisław Michalkiewicz! No, proszę! Obecnie „idzie w zaparte”, a już 12 lat temu dopuścił się „wspólnictwa i podżegania do zbrodni”...!

Brak czujności ze strony prokuratury i „razwiedki”, przed 12 laty, nie oznacza jednak, że już nikt nie czuwa i każdy może wypisywać, co mu się tam żywnie podoba! Ot, czuwał chociażby jakiś tutejszy salon „poprawności politycznej”, czy inny „mosad”... To by mogło wyjaśniać zdarzenia w Birkenau, a także okoliczność, że od owych 12 lat – będąc reżyserem ze znaczącymi dokonaniami; także zagranicznymi – należę do „klasy” tzw. wykluczonych. Ale za to – by mieć jakieś zajęcie - włóczony jestem latami po sądach, zza pleców których wyziera... dawna „bezpieka”... [W tym jej wybitna latorośl - osławiony Igor Tuleya, który dostał „zlecenie na… wyrok” dla mnie!]

Ażeby wzmóc dodatkowo – tym razem w warszawskiej prokuraturze - motywację do troski o praworządność, zacytuję jeszcze post scriptum do owego „szkicu” sprzed 12 lat, które – wskutek zagubienia kartki w redakcji – nie ukazało się wówczas drukiem:

(tego z 1994 r. – przyp. z roku 2006) spojrzałem w lustro i zauważyłem, że uszy mam jednak... poniżej linii oczu! [Lub... na odwrót; lub jedno wyżej, a drugie niżej; wszakże nie pamiętam dobrze owych „kryteriów rasowych”!?] Mogłoby to oznaczać, że jednak jestem Żydem..!? [Taką ewentualność rozważałem na początku owego pamfletu – przyp. z roku 2006.] Cóż, Żyd nie Żyd – i tak pozostanę antysemitą! W końcu to żydowski pisarz, Isaac Singer napisał, że największymi antysemitami są… Żydzi właśnie. Ot, chociażby Jerzy Lewinkopf-Kosiński, który w dzieciństwie odpędzał - z pogardą - żydowskich rówieśników z podwórka, zaznaczając z godnością: „z Żydami się nie bawię!” (co udokumentowała w swej książce – „Czarny ptasior” - J. Siedlecka). To i inne „drobne” zdarzenia nie pomieściły się jednak, w jego wstrząsającej… „martyrologii”, która mu „odleciała”, niczym… „Malowany ptak”!

Pozostanę więc antysemitą, choć tak mało obecnie mam okazji, aby dać satysfakcję swoim paskudnym upodobaniom... I pomyśleć, jak wiele takich sposobności zmarnowałem przez lata!? Dla przykładu - podczas stanu wojennego, w moim mieszkaniu wielokrotnie spotykały się (i nocowały) liczne Żydówki – na czele z samą panią red. H. Łuczywo – z „Gazety Wyborczej”, występującej wówczas pod kryptonimem: „Tygodnik Mazowsze”. Ciągać za pejsy nie mogłem, bo Żydówki ich nie noszą, ale wszak mógłbym był urządzić (dla swej przyjemności) jakiś inny, mały „pogrom”..!? A to se ne vrati!>
                                                                                         ******
Post Scriptum współczesne (2019 r.): Od 21 lat nie mam więc najmniejszych wątpliwości, że znalazłem się na „czarnej liście” izraelskich służb specjalnych. [Podobnie, jak nie mam wątpliwości, że owe służby „grasują” sobie po Polsce bez żadnych przeszkód, ze strony służb… polskojęzycznych!?] Dlatego też sądzę, że wskazanie tożsamości „nieznanych sprawców”, którzy podpalili mi (w listopadzie 2018 r.) piwnicę; cztery dni po opublikowaniu mojego „antysemickiego” oświadczenia, adresowanego do A. Dudy (w którym większość zarzutów dotyczyła „roszczeń” żydowskich), nie może nastręczać większych trudności..!  Otrzymałem bowiem wówczas - terrorystyczne „ostatnie poważne ostrzeżenie”!

Zaś od 21 lat (przynajmniej) obóz Auschwitz-Birkenau i pozostałe obozy, do których Żydzi roszczą sobie wyłączne pretensje, są – de facto – obszarami eksterytorialnymi, wyjętymi spod jurysdykcji państwa polskiego (ponoć „wolnego”?)! [Co adresuję obecnie do spóżninych, współczesnych „odkrywców” tych okoliczności.]

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale