Bogusław Chrabota Bogusław Chrabota
115
BLOG

Dlaczego IV RP nie lubi ‘Gombro' i Herlinga?

Bogusław Chrabota Bogusław Chrabota Polityka Obserwuj notkę 60

Staram się zrozumieć konsekwencję w polityce kulturalnej rządu…

Oto z jednej strony – pomimo sprzeciwu środowisk kombatanckich – przywraca się w TVP emisję Klossa i Pancernych, z drugiej strony skreśla z listy lektur Gombrowicza, Josepha Conrada, Witkacego, Goethego, Kafkę i Herlinga. O co chodzi?

 

Trzech z nich to wybitni Polacy, a dwaj pozostali, to czeski Żyd i Niemiec.

 

Ok. Gombrowicz był generalnie złośliwy i prześmiewczy. Kpił sobie z polskiej tradycji (skandaliczne potraktowanie Słowackiego w „Ferdydurke”). Można łatwo sobie wyobrazić, z kogo kpiłby dzisiaj. W sumie należy się.

 

Joseph Conrad? Taki Polak – nie-Polak. Ojciec powstaniec, on zaś wybrał łatwy chleb w Wielkiej Brytanii. W sumie można go uznać za patrona dzisiejszej masowej emigracji młodzieży do UK. Też mu się więc należy.

 

Witkacy? Świr. Narkoman, alkoholik. Może nawet gej. Cóż to za przykład dla młodzieży. Należy mu się na sto procent!

 

Goethe? Niemiec. A kto ciągle kpi sobie z „kartoflanej” władzy IV RP? Niemcy. Nie ma dla nich miejsca na liście „polskich lektur”. Należy się po stokroć!

 

Kafka? Ani w „Procesie”, ani w „Zamku” nie ma krztyny budującego patriotyzmu. Gloryfikacja ludzkiej słabości, zagubienia, histerii. Po co to polskiej młodzieży? Należy się, a jakże, choć w przypadku tego akurat autora, na jego rzecz odrobinę przemawia powieść „Ameryka”. Ale kto o niej słyszał…

 

I Herling na koniec. Tu już nic nie rozumiem. Piękna patriotyczna biografia. Stosowny anty-komunizm, a pod koniec życia pokłócił się nawet z Adamem Michnikiem. Lepiej niby nie można. Może więc chodzi o jego fascynację Dostojewskim, który dla autorytetów MEN wydaje się zbyt mało znaczącym pisarzem przy takim np. Dobraczyńskim?

 

Swoją drogą Dobraczyński, ach Dobraczyński.

 

Pamiętam jak odsyłaliśmy Dobraczyńskiemu książki w stanie wojennym za to, że stanął na czele PRON. Sam wysłałem kilka, podobnie jak Przymanowskiemu i Machejkowi. Nie miałem w domu, więc kupiłem na giełdzie książkowej za kilka groszy. Adresu nie pamiętam, ale wiem, że gdzieś się potem skarżył, że mu klatkę schodową zawalili makulaturą.

 

Dobry był jak się okazuje ten stan wojenny. Przynajmniej jeśli idzie o lektury. Z braku alternatywy czytało się wszystko, co zakazane. Dzięki zakazom rozwinął się drugi obieg. Nigdy bym pewnie nie poznał Nabokova, Sołżenicyna, Wojnowicza, Władimowa, Brodskiego, Vonneguta (tak, zaczęło się od podziemnego sprintu „Matki Nocy”), Kundery, Skvorecky’ego, Hrabala i wielu, wielu innych.

 

Mało, który pisarz tak wpłynął na moje rozumienie świata jak Herling.

Wszystko dzięki zakazom.

 

Zastanawiam się nad tym, czy dziś (w co wierzy mój szanowny kolega Romek Kurkiewicz) nie zakazy przecież, ale skreślenie z listy lektur, wpłynie na młodzież tak samo? Czy zmotywuje do czytania tych właśnie pozycji? Boję się, że nie. Książki, to margines ich zainteresowań. Może być i tak, że klasyczną literaurę czyta się w szkole tylko dlatego, że to lektury. W krótkich przerwach między kolejnymi godzinami przy ulubionej grze komputerowej, w surfowaniu w necie. Boję się, że coś ważnego stracą.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (60)

Inne tematy w dziale Polityka