Kilka dni nieobecności i natychmiast newsy… Newsy, albo plotki. Sprawę niby przesądził już „Dziennik”, ale według mojej wiedzy, gra się jeszcze nie skończyła. Dla porządku kilka zdań na ten temat.
Andrzej Urbański ma się nie podobać koalicjantom ze względu na blokowanie przez niego obsady kierownictwa ośrodków regionalnych przez LPR-owską młodzież. Część zaś polityków macierzystej partii ma mu ponoć za złe przywrócenie na antenę Klossa, Szarika, oraz pomysły typu: Sławomir Sierakowski na wizję (zastanawiające jest, że mało kto zwraca uwagę, że ten sam Urbański próbuje zaangażować do autorskich programów plejadę dziennikarzy prawicowych: Lichocką, Ziemkiewicza, Zalewskiego, Górnego i Wróbla).
Koledzy z PiS powtarzają: ok., wolność słowa, otwartość… Ale bez przesady. Są nieprzekraczalne granice … Czyżby więc niedostatecznie ortodoksyjna polityka programowa Prezesa Urbańskiego miała skutkować jego dekapitacją?
Decyzja ponoć już zapadła, choć Rada Nadzorcza TVP na razie wniosku o odwołanie Prezesa ani nie postawiła, ani nie głosowała. Sprawa ma podobno rozstrzygnąć się za miesiąc i to w sposób ostateczny. Czyli… prawdopodobnie w lipcu poznamy następcę Urbańskiego.
Oczywiście, kolejne odwołanie ledwie co nominowanego Prezesa nie będzie dla rządzących wizerunkowo dobre. Sprawę ma więc załatwić tzw. „kopniak w górę”, czyli powrót Andrzeja Urbańskiego na eksponowane stanowisko w Kancelarii Prezydenta.
A kto na prezesa? Mówi się, że Sławomir Siwek; człowiek przewidywalny, nieźle zarządzający i … skuteczny.
Powyższa plotka/informacja ma ciężar małej eksplozji nuklearnej. Kto w to nie wierzy, niech prześledzi jakie turbulencje towarzyszą zazwyczaj zmianom na krześle prezesa TVP.
Czy taki scenariusz jest możliwy? Jego entuzjaści twierdzą, że to jeden z kosztów „nowego otwarcia w koalicji”, w związku z planowanym aneksem do aktualnie obowiązującej umowy koalicyjnej. Aneks wymaga zgody trzech partnerów, czyli również zasypania linii podziałów. Czy osoba Urbańskiego tworzy taką linię? Ponoć tak. Sceptycy mówią inaczej; właśnie dzięki temu, iż to koalicjantom, a nie PiS-owi zależy na blokowaniu list, główna partia koalicji ma unikalną możliwość postawienia twardych warunków. Tym warunkiem może być pozostawienie Andrzeja Urbańskiego na Woronicza.
Jak jest na pewno? Tego na pewno nikt nie wie. Może z wyjątkiem jednej (w najlepszym wypadku – dwóch), za to decyzyjnej osoby.
Sprawa wyjaśni się pewnie już nie długo. Nie mniej już dziś warto powtórzyć kilka komentarzy z Woronicza. Primo: Urbański naraził się tym, że wbrew oczekiwaniom okazał się człowiekiem odważnym, samodzielnym i pragmatycznym. Secundo: w razie jego odwołania TVP straciłaby fachowca. Tertio: odwołanie Urbańskiego byłoby ostatecznym dowodem nie tylko na upartyjnienie, ale także instrumentalizację TVP…
Może więc, póki to jeszcze możliwe, głęboko się nad tym zastanowić?


Komentarze
Pokaż komentarze (20)