Bogusław Chrabota Bogusław Chrabota
466
BLOG

Urzędnicza bezczelność (rozważania o cytacie z Eli Jakubiak)

Bogusław Chrabota Bogusław Chrabota Polityka Obserwuj notkę 38

Lekarze i pielęgniarki strajkują. Domagają się podwyżek. Rząd nie pozostawia złudzeń. Podwyżek nie będzie. W budżecie nie ma na to środków. Jako obywatel czuję się komfortowo. Rząd komunikuje, że jest silny, że nie ugnie się przed kolejnymi falami roszczeń.

 

Państwo jest zatem bezpieczne. Od wysokich progów Kancelarii Premiera z równą bezwzględnością zostaną odepchnięci górnicy, rybacy, metalurdzy, nauczyciele i kto tam jeszcze odważy się strajkować. To państwo jest mocne.

 

Czym? Swoją siłą. Wewnętrzną doktryną. Stopniem urzędniczej mobilizacji. Dała temu wyraz przed kilkoma dniami Elżbieta Jakubiak, szefowa Gabinetu Prezydenta RP. Cytat z jej wypowiedzi (Dziennik, 16-17.06.07) brzmi głośno w uszach, kiedy patrzę na protestujące pielęgniarki: "Swoją pensję wypracowuję jako urzędnik państwowy, wydając panu zaświadczenia, by mógł pan prowadzić działalność gospodarczą, przygotowując działkę do inwestycji i tak dalej. W SUMIE TO JA PANU POZWALAM PRACOWAĆ." Smaczne, prawda?


Jakie są naturalne implikacje takiego myślenia? Po pierwsze uzasadnienie urzędników, że oni są solą tego państwa. Cała reszta spraw i obywateli, to mniej, lub bardziej potrzebne dodatki do spersonalizowanej w klasie urzędniczej państwowości.

Po wtóre, nasza zbiorowość istnieje (i trzyma się jakoś kupy) tylko dzięki urzędnikom. Gdyby nie oni, nie dalibyśmy sobie jako zbiorowość rady. Po trzecie, jeśli to dzięki ich (urzędników) uznaniowym decyzjom możemy żyć, pracować, tworzyć, to równie uznaniowe cofnięcie takich decyzji, te prawa nam odbierze. Mają więc urzędnicy wolną wolę w dysponowaniu naszym losem.

Po czwarte. Skoro ta super-praca ma znaczenie ustrojowo fundamentalne, to właśnie tej grupie zawodowej należy się najwięcej przywilejów.  

 

We wstępie wspomniałem o lekarzach i pielęgniarkach. Jeśli by tę doktrynę przełożyć na casus  protestów pielęgniarek, to wolno nam sądzić, że standardowy zestaw komunikatów do nich kierowanych powinien wyglądać tak.

Po pierwsze: milczeć kobiety, przeszkadzacie nam w pracy!

Po wtóre: jeśli coś w ogóle dostajecie, to tyle ile można. Gdyby nie my, to nic byście nie dostały!

Po trzecie: jak nabroicie, to stracicie nawet to, co macie!

Po czwarte: gdyby wam dać więcej, mogło by zabraknąć dla nas!

 

Czy ktoś tak do nich mówi? Pewnie nie. Mami się je bajkami o reformach i „strukturalnym rozwiązaniu problemu". Ale to (pewnie) blaga. Czy wiedzą kogo przed sobą mają? Czy mają pojęcie, że rozmawiają z nimi ludzie, którzy mogą czuć i myśleć jak pani min. Jakubiak? Nie wiem. Ale skóra mi cierpnie na samą myśl. Im też powinna. I wszystkim innym, którzy pójdą do władzy po pieniądze, przywileje, albo równe prawa.

 

Poza jednymi. Samymi urzędnikami. Solą tego państwa.

 

Zagadka: jak zachowa się premier w sytuacji, kiedy o pieniądze upomną się urzędnicy. Czy ulegnie?

 

Podpowiem dobry argument: wszak nawet Aleksander ustępował, kiedy o swoje upominali się jego macedońscy żołnierze. Ktoś przecież musi być filarem władzy.

       

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (38)

Inne tematy w dziale Polityka