Bogusław Chrabota Bogusław Chrabota
118
BLOG

Kajdanki Premiera Kaczyńskiego

Bogusław Chrabota Bogusław Chrabota Polityka Obserwuj notkę 99

- „Osobiście poprosiłem, by ze względu na to, że pani Barbara Blida jest kobietą, przeszukanie odbyło się możliwie kulturalnie, bez poniżania jej godności. Nie chciałem, by wzorem gangsterów, była ona skuwana kajdankami czy rzucana na ziemię”– mówi w rozmowie z "Wprost" premier Jarosław Kaczyński. 

Numer z tym cytatem z wywiadu z premierem jeszcze nie dotarł do kiosków, a sprawa już stała się sensacją w środowiskach prawniczych.  Bo o czym informuje nas Jarosław Kaczyński?  

Oto dowiadujemy się, że pan premier osobiście zaingerował w czynności operacyjne funkcjonariuszy ABW dokonujących aresztowania Barbary Blidy.  

O operatywce w tej sprawie z udziałem premiera wiadomo już od dawna, jednak prawdziwą sensacją jest to, że premier, który ma oczywiste prawo być powiadamianym o działaniach służb ( zwłaszcza wobec wysokich przedstawicieli opozycji) nie ograniczył się do przyjęcia informacji, ale wydał dyspozycje, które dotyczyły czynności operacyjnych podejmowanych w odległym o setki kilometrów od Kancelarii Premiera domu Barbary Blidy. 

Skutki tych dyspozycji są doskonale znane. Barbary Blidy nie skuto kajdankami, pozwolono jej samodzielnie zostać w łazience, gdzie sięgnęła po ukrytą broń.  

Śmierć Blidy była kompromitacją ABW; dziś jednak po wywiadzie udzielonym „Wprost” wiadomo, że funkcjonariusze złamali procedury na życzenie bardzo konkretnego i wysoko postawionego dysponenta.  Czy premier Jarosław Kaczyński miał prawo  takie życzenie (oczywiście eufemizm „poprosiłem” należy w tym wypadku uznać za dyspozycję)  przedstawić? Czy w ogóle ktokolwiek poza dokonującymi zatrzymania funkcjonariuszami może rozstrzygać o czynnościach operacyjnych? Przecież tylko na miejscu wydarzeń i w konkretnych okolicznościach można ocenić, jakich należy użyć środków.  Ogólne dyspozycje – jak widać – prowadzą na manowce. 

Nie rozumiem, po co premier w wywiadzie dla Wprost w ogóle o tej sprawie mówi.

 

Czy to wpadka, czy jakiś ukryty komunikat. Co nim może być?

 

Czyżby komunikował, że ma po prostu taki obyczaj, że przed akcjami służb specjalnych daje osobiste dyspozycje: tej nie skuwać, tego skuć, a temu po mordzie?

 

Czy może inaczej, ma osobiste poczucie winy i daje temu wyraz? Jeśli tak, to są do tego odpowiednie procedury.

 

A może jeszcze inaczej?  Ma pełną świadomość, że zawiaduje państwem, gdzie służby z zasady poniżają ludzką godność, działają „niekulturalnie” i na pokaz, więc przynajmniej raz nie chciał do tego dopuścić, bo…. kobieta?

 

Dziwna ta wypowiedź.

 

I początek pewnie poważnej awantury. Może któryś z prawników zechce wyjaśnić, czy wszystko było w zgodzie z prawem.

  

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (99)

Inne tematy w dziale Polityka