Od pana Romerowicza dostałem dziś w pysk za popieranie na tym blogu intelektualistów na stanowiskach ministerialnych. Wkurzyło go, że piszę w superlatywach o wywiadzie R. Legutki w "Dzienniku" i zamieszczonych tam deklaracjach. Zważywszy, że cios został wymierzony w dzień, kiedy zatrzymano (z problemami w windzie) Łyżwińskiego, sprawę uważam za symboliczną.
Usuwanie z życia publicznego chamstwa to odwrotna strona tego samego medalu. Mniej Łyżwińskich, więcej Ryszardów Legutko u władzy. Nawet Romerowicz tego nieuchronnego procesu nie zatrzyma… Od dziś zaczynam namawiać znajomych intelektualistów, by wpisywali się na listy wyborcze!
Ale to tylko dygresja. Kilka słów jeszcze o Kaczmarku i zawirowaniu politycznym, którego jest mimowolnym sprawcą? Autorem? Katalizatorem? Podziwiam wyjątkową zgrabność z jaką PiS wykreowała sprawę Kaczmarka. Rzekomo w imię zasad.
Oto pojawia się sprawa podejrzeń wobec wysokiego urzędnika. NIE POTWIERDZONYCH PODEJRZEŃ! Miast wezwać go po cichu do Warszawy, przedstawić meritum zarzutów, dać mu się dyskretnie wyspowiadać, a potem stosownie do rangi faktycznych grzechów, oskarżyć i aresztować, bądź zdegradować, bądź odsunąć w cień, albo, jeśli nie winny, to pogłaskać i wrócić do resortu, to autorzy tej historii robią wszystko wspak.
Kaczmarek jest odwoływany pod nieobecność w kraju. Daje mu się powiedzieć za pośrednictwem prasy wszystko, co najgorsze o kolegach z rządu, o naturze władzy PiS, o metodologii rządzenia, etc. Kaczmarek bluzga błotem i mimo, że nie jest do konca wiarygodny, to rozpętuje się burza, która może znieść z pokładu cały aktualny układ z kapitanem na czele.
Na własne życzenie wykreowali sobie śmiertelnego wroga i to ze swoich szeregów. Na dodatek wroga, który dysponuje tysiącem sekretów rządzących. Będzie je teraz wysypywał z rękawa przy każdej okazji. Nie pomogą niestety ani ideologia („wyrzucony w imię zasad”), ani popisy solidarności w rządzie. Rozbryzgane błoto, choćby było rzucone przez idiotę, zawsze brudzi. Ubrudzone szatki można oczywiście wyprać, ale ślad zawsze zostanie.
Nie rozumiem po co był ten spektakl z Kaczmarkiem. Czemu sprawy nie załatwiono dyskretniej? Z większą gracją? Po cichu. Czyżby rządzący tego po prostu nie umieli?
Przecie to poruszanie się z wdziękiem słonia w składzie porcelany. Szkodzenie sobie samym, swojej formacji, swoim celom politycznym. Kula śnieżna się toczy. Wtoczy się dziś do Sejmu, w którym marszałek Ludwik Dorn będzie czytał stenogramy z komisji śledczej.
Kto wie, czy nie będzie to spektakl sto razy bardziej żenujący od przypadku Łyżwińskiego z policjantami w łódzkiej windzie. Co za dzień! Co za dzień! A tyle ich podobnej urody przed nami.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)