Bogusław Chrabota Bogusław Chrabota
180
BLOG

Wanda Łyżwińska - super-hero-mega- woman

Bogusław Chrabota Bogusław Chrabota Polityka Obserwuj notkę 78

Po konferencji prasowej Wandy Łyżwińskiej w mediach się zakotłowało. Jedno uznali, że kobiecina odwala szopkę, inni, że najlepsze, co powinna zrobić, to zamknąć  buzię na kłódkę i się nie wychylać, bo przecież wszyscy wiedzą, że Łyżwiński to wyjątkowo nikczemna postać i dawno już powinien siedzieć za kratami. 

A ona? Oczywistości jakby nie przyjmowała. Nie odcina się, nie milczy, walczy o swojego „Stacha” jakby był przyzwoitym człowiekiem. Jakże można tak spierać się z opinią publiczną? Przecież wszystko jest jasne! 

No właśnie, co jest jasne? - pytam sam siebie w niejakim zdumieniu. 

Może i Łyżwiński to mega-monstrum, ale jasne to będzie wszystko dopiero po procesie; nigdy, nawet i w tym przypadku, przed skazaniem! 

 Posła Samoobrony dopiero aresztowano. Posiedzi kilka miesięcy, co oznacza, że są w tej sprawie mocne podstawy dowodowe (choć nie raz bywało, że w areszcie tymczasowym przepadali na miesiące ludzie z niedostatecznie udokumentowanymi zarzutami). Potem czeka go długi i zapewne głośny proces, wyrok, apelacja i dopiero po jakimś czasie uprawomocnione orzeczenie i kara. To jeszcze masa czasu, lata pewnie bardziej, niż miesiące. Media jednak nie chcą o tym pamiętać. 

W sobotnim „Fakcie” czytam na pierwszej kolumnie adresowane do Łyżwińskiego życzenie: „zgnij w więzieniu”. Koledzy, skąd wy do cholery wiecie jak było naprawdę?  Postawienie zarzutów jest dla was jak skazanie. Człowieka można zdeptać, ukrzyżować, jego rodzinę upokorzyć i wykoleić, i to bezkarnie, bo po pierwsze, istnieje społeczne zapotrzebowanie na złe charaktery, po wtóre nawet, jeśli zarzuty się nie potwierdzą, to co? Cicha sprawa w sądzie? Ugoda. Przecież przepuszczonemu przez wyżymaczkę człowiekowi nie będzie zależało na ponownym, publicznym roztrząsaniu zarzutów. Macie tego pełną świadomość, nieprawdaż? 

Nie! Nie bronię Łyżwińskiego. Samoobrona to nie moja bajka. Uważam, że sama obecność na polskiej scenie politycznej zarówno tej partii, jak i jej liderów jest dowodem psucia się demokracji. Ale czym innym Samoobrona, a czym innym indywidualna „sprawa” Łyżwińskiego. W wymiarze prawno-karnym działa zasada „in dubio pro reo”, która podpowiada, że do każdego oskarżenia, dopóki nie jest potwierdzone, trzeba podchodzić sceptycznie.  

Nawet nie o moje „przesądy” tu chodzi, ale o Wandę Łyżwińską, z której się złośliwie śmieje pół Polski i odmawia prawa do obrony jej męża, jej „Stacha”! 

Po swojej konferencji prasowej jakoś urosła w moich oczach. Szczerze wierzę w „dramat jej rodziny”, tak jak podziwiam, iż zdecydowała się stanąć wobec oczywistości. Czegóż innego można wymagać od żony? Nie wiem, czy jej wiara w niewinność męża jest szczera, ale zachowanie jest nienaganne i po swojemu heroiczne. Wanda Łyżwińska dowodzi, że wszystko w Polsce można wątpić, poza jednym, poza charakterem polskich kobiet!  

Nie dała opatrzność Łyżwińskiemu urody i czaru. Nie dała lekkości myśli i finezji dyplomaty, skazując go tym samym na  żer tabloidów.  Dała za to żonę z charakterem. Brawo dla tej pani!    

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (78)

Inne tematy w dziale Polityka