Myślę, że sondaże będą dla premiera bezwzględne. Nie dlatego, że był w złej formie, bo i jego osobistej sprawności retorycznej i założonej przez sztab PiS taktyce niewiele można zarzucić, ale nie został osiągnięty jego zasadniczy cel; nie udało się w sposób czytelny wykazać wyższości nad Donaldem Tuskiem.
A taka była strategia. Do dziś konsekwentna. PiS i Kaczyński wmawiali, że lider PO jest miałką, szarą osobowością, bardziej kreacją marketingową, niż żywym człowiekiem. Próbowano ustawić go w kącie, zepchnąć na margines, zrobić z niego „pomocnika” Kwaśniewskiego.
Ale dziś Tusk okazał się nie tylko równym polemistą, ale również człowiekiem o nieporównywalnie większym uroku osobistym, na dodatek „łatwiej” przechodzącym przez szybę. Uśmiechniętym, wyrazistym, konkretnym. Na dodatek przyjął dobre założenia formalne; umiejętnie ważył konkrety i sprawnie operował liczbami (dał w ten sposób czytelny sygnał, że nie jest merytorycznym „pływakiem”). Już pierwsze pytanie o ceny produktów i pensje pielęgniarek wybiły Jarosława Kaczyńskiego z dobrego samopoczucia. Potem było nie gorzej.
Tak więc sukces Tuska jest w pierwszym rzędzie mierzony faktem, że Kaczyńskiemu nie udało się go rozjechać ani merytorycznie, ani formalnie. Wszystkie zaś punkty, które zarobił trafnymi komentarzami i niewątpliwie bardziej błyskotliwą od premiera pointą, mogą tylko podnieść na jego korzyść ostateczny wynik punktowy meczu (dlatego obstawiam 2:0).
Powtórzę: Jarosław Kaczyński nie był w złej formie. Jego porażka ma związek z nieosiągnięciem celu strategicznego. W zamian, debata zbudowała przeciwnika. Mam wrażenie, że będzie miała w dalszej części kampanii o tyle duże znaczenie, że w końcu doczekaliśmy się publicznego wizerunku Tuska. Przyczynił się do tego osobiście Jarosław Kaczyński, który zgodził się zmienić sekwencję debat. Do następnej szef PO będzie przystępował już prawdopodobnie na fali dzisiejszego sukcesu. I poradzi sobie zapewne z Kwaśniewskim znakomicie.
A mogło być inaczej. Ale sztab PiS pewnie nie docenił przeciwnika.
To tyle komentarza na gorąco. Myślę że do tej debaty będziemy wracać pewnie jeszcze nie raz. Między innymi analizując błędy taktyczne sztabów.
I na koniec drobna satysfakcja. Widać, że pan premier czyta teksty w salonie, skoro nawiązał do tytułu mojej notki z okolic południa: „złapał Kozak Tatarzyna…”


Komentarze
Pokaż komentarze (23)