„Nie powinno się kwestionować wyboru Rosjan” – mówi premier Donald Tusk i trzeźwo dodaje, że wyniki wyborów są dowodem „silnej pozycji ugrupowania związanego z prezydentem Putinem”. Co na to my Polska, a właściwie My Premier Tusk? Ano „martwią jednak pewne sygnały, że nie wszędzie wybory przebiegały zgodnie ze standardami demokracji” – powiada premier. Lekko, delikatnie, rzec można: „z miłością”.
Wielu komentatorów stawia Donaldowi Tuskowi zarzut, że za lekko, za delikatnie, z przesadnym uczuciem. Bowiem, gdy u bliskiego sąsiada łamie się prawa obywatelskie, ewidentnie nagina procedury wyborcze, gnębi opozycję, należy po naszemu, po polsku, czyli jeszcze radykalniej, niż prezydent George Bush, który zapowiedział, że za zmanipulowane wybory wymierzy srogą karę, i … nie zadzwoni z gratulacjami. Mniej srodzy, choć też pełni potępienia byli przedstawiciele Londynu, Paryża, Rzymu i krajów nadbałtyckich. Czy podobnie jak Bush, nie zadzwonili z gratulacjami? Nie wiadomo.
Dla nas ważniejsze jest, czy z gratulacjami zadzwonił premier Donald Tusk. Skoro wypowiadał się lekko, delikatnie i w duchu miłości, to powinien zadzwonić. A może, co jest pewnie bliższe prawdy Donald Tusk doskonale wyczuwa, że za pustymi gestami Busha, Sarkoziego i innych nie stoi żadna wola polityczna i ich dąsy są zabiegami wyłącznie wizerunkowymi i adresowanymi do lokalnych klas politycznych, przed którymi nie można odchodzić od wizerunku „obrońcy zachodnich standardów demokratycznych”?
Tusk pewnie wie, że faktycznie rosyjski efekt wyborczy (a czy ktoś do cholery spodziewał się innego?) nic w relacjach – zwłaszcza Unii – z Rosją nie zmieni. Nie zmieni, bo pozycja Rosji, co prawda nie imperialna, ale jako ważnego partnera politycznego i gospodarczego – jest nienaruszalna. Rosja jako parter biznesowy jest Europie niezbędna. Rosja jako źródło surowców – jeszcze bardziej. A Putin - to nikt inny tylko gwarant stabilizacji, policjant byłego imperium. Że z KGB, że gromi demokratów? Jakie to ma znaczenie z perspektywy mega-interesów, które rządzą dziś stosunkami międzynarodowymi? Nie będzie więc pewnie w relacjach z Rosją inaczej, niż w relacjach z Chinami. Demokracja i wartości ustąpią sile i skali interesów.
Mam wrażenie, że Donald Tusk rozumie te zagadnienia wyjątkowo trafnie. Wszak od odblokowania rozmów Rosji z OECD rozpoczął zmiany w kierunku polityki zagranicznej. Wielu komentatorów uważa, że ruch ten wykonano zbyt wcześnie. Może to i prawda, ale decyzja zapadła. Stanowisko w sprawie wyborów jest tylko konsekwencją tamtego ruchu, jest w tej samej linii. Czy Władimir Putin to zauważy i czy zrozumie? Logiczne byłoby, żeby odpłacił dobrą monetą, na przykład zapowiadając szybką rewizję wobec polityki eksportowej polskich produktów spożywczych na rynek rosyjski. Jednak to tylko polska logika. Rosyjska podpowie pewnie coś zupełnie innego. Po gestach Tuska należy milczeć, przynajmniej przez jakiś czas. To pozwoli na eskalację złych emocji pomiędzy polskimi premierem i prezydentem. Zapewne dojdzie do jakiegoś przesilenia. Wtedy Kreml podejmie decyzję, spektakularnie każąc, lub nagradzając. Przynajmniej wiadomo kogo.
I jeszcze jeden wątek na koniec. Czy Putin znajdzie sobie miejsce w rosyjskim systemie jako Primus Inter Pares (Duma, szefostwo Jednej Rosji, NIK i Gazprom – na przykład), czy sięgnie po prezydenturę? To drugie jest prostsze niż się wydaje. Rosyjska konstytucja nie ogranicza wielo-kadencyjności prezydenta, tylko rozstrzyga, że trzecia kadencja nie może nastąpić tuż po drugiej. Putin może więc szybko wrócić w przyspieszonych wyborach po szybkim skróceniu kadencji jakiegoś Inter-rexa. Albo… co nie jest niemożliwe, przedłużyć drugą prezydenturę na podstawie prawa o stanie wyjątkowym. Bowiem rosyjskie prawo daje mu taką możliwości, jeśli w dowolnym regionie Rosji – np. na granicy z Gruzją wprowadzi się stan wyjątkowy. Wtedy Putin zostanie na tronie. Jeśli taka będzie jego carska wola!!!!


Komentarze
Pokaż komentarze (27)