Ludzie to się lubią wyżywać. Od kilku dni postrachem wszelkich łamów jest Patrycja Kotecka, aktualnie wicedyrektor Agencji Informacji TVP. Nie napisać o Koteckiej, oczywiście nie napisać źle, nie uchodzi; o Koteckiej mówi się więc i pisze szeroko, jak o żadnym chyba wcześniej z szefów tzw. „Placu”. Dlaczego? Ano odgadnięcie przyczyn dla których Kotecka jest „trendy” nie jest specjalnie skomplikowane.
Czy chodzi o kwestie czysto zawodowe? Wątpię. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że Kotecka jest uosobieniem wszystkiego, co w polskim rządzeniu mediami podłe i nieuczciwe. Plac Powstańców (niegdyś TAI, a teraz siedziba Agencji Informacji) nie takich rządców i manipulatorów już widział. Postaci niektórych z nich straszą do dziś wieczorami w ciemnych korytarzach budynku. Myślę, że na sprawę Patrycji Koteckiej splatają się w jedną całość jej osobiste niedelikatności, całkiem durne zapotrzebowanie na telenowelę, banalny rewanżyzm wobec minionej ekipy i leciutkie poczucie wolności, w stylu: ano wiadomo, ta ekipa jest przegrana, wiadomo, że odejdzie, no to walić już można bez strachu!!!
Tu pragnę podkreślić, że nie mam żadnej innej od powszechnie dostępnej wiedzy o aktywności Patrycji Koteckiej w AI TVP; nie mogę więc odnieść się do skarg i pretensji wobec niej bardziej (lub mniej) krytycznie od najgłośniej potępiających. Znam natomiast Plac Powstańców, a więc środowisko, w którym rodzą się programy informacyjne. To miejsce wyjątkowe, z absolutnie wyjątkowym genius loci. Większej liczby warstwic pokoleniowych, środowiskowych, politycznych, niż na "Placu" niema chyba nigdzie poza Woronicza. Ten światek rządzi się intrygą, plotkę, niechęcią osobistą, zawiścią i patologią. Na „Placu” zawsze były kliki, koterie i frakcje, które łączyło jedno: strach, co to nagle uchodził w powietrze wobec zmian rządzącej ekipy. To właśnie w takich chwilach „Plac” odreagowuje”. Dziś odreagowuje Kotecką.
A ta nadaje się do tego znakomicie. Młoda, interesująca, nie specjalnie doświadczona, szczerze oddana dawnej władzy, całkiem więc apetyczne danie zaprawione szczyptą pikanterii związanej z osobą jej rzekomego (albo prawdziwego) adoratora. Więc „Plac” – kiedy już może – znajduje sobie w niej kozła ofiarnego; osobę na którą można zrzucić ciężar winy, obarczyć wszystkimi własnymi grzechami. „Plac” jest w takich sytuacjach niesprawiedliwy do imentu; zawsze schlebia nowej władzy, zawsze zabija tych, którzy są już „na wylocie”. W ten sposób lansuje też temat zastępczy. Oddala prawdziwy problem, jakim jest fatalne uzależnienie TVP (a więc ponad wszystko publicystyki i informacji) od rządzących, na rzecz personalizacji zła. Trochę na zasadzie: instytucja jest dobra, tylko rządzą nią podli kretyni.
A błąd jest gdzie indziej. Błąd jest w samej instytucji, która co chwila wypluwa największe talenty i przyciąga uzależnione politycznie miernoty. To instytucję trzeba naprawić. Dać jej oddech, zdać się na podstawowe kryterium, zawodowstwo! Takie jest tło sprawy, o której wszyscy z taką pasją się rozpisują. Czyż nie dostrzegają dziwnej koincydencji czasowej między dzianiem się „afery Koteckiej”, a zmianą władzy? Czyż nie widzą, że odwaga wypływa trochę poniewczasie? I jeszcze jedno ad vocem wobec mojego przyjaciela Jurka Jachowicza (swoją drogą Jurku Kotecka, jak widać na zdjęciach z dzisiejszego Superaka, chyba nie jest naturalną blondynką), zapewniam Cię, że można niemal pstryknięciem palców zablokować technicznie przekaz satelitarny obcej stacji. Kiedyś, przy piwku opowiem Ci jak…


Komentarze
Pokaż komentarze (39)