Bogusław Chrabota Bogusław Chrabota
101
BLOG

Tomasz Lis "na żywo"!

Bogusław Chrabota Bogusław Chrabota Polityka Obserwuj notkę 36

Teatr Tomasza Lisa robi się coraz większy. No i zmienił szyld, moim zdaniem – na lepszy. Dziennikarz wszedł na drogę, na którą weszli już dawno temu Kuba Wojewódzki i Szymon Majewski (może warto wspomnieć, że w świecie to już od dawna norma), firmuje swój program własnym nazwiskiem. Pewnie to uczciwsze.

 

Wczorajszy debiut w TVP potwierdził, że Tomasz Lis jest w dobrej formie. Wypełnia i studio, i cały czas programu swoją osobą w sposób perfekcyjny. Lis prowadzi swój show nienagannie. Jest intensywny, zajmujący, ciekawy. Podoba mi się, że (przynajmniej w programie premierowym) zrezygnował z zasady (co mnie nieodmiennie drażniło) zapraszania w tym samym momencie do studia wielu gości. Tamta reguła stawiała go w roli moderatora, program napędzał się sam (o ile się napędzał). Dziś rozmawiając tete-a-tete stawia sobie trudniejsze zadanie; jest jedynym interlokutorem, scenariusz i napięcie w programie musi opierać na własnej inwencji; to z jednej strony trudniejsze, z drugiej chroni przed pokusą łatwości i powierzchowności. Czy utrzyma ten sposób prowadzenie? Zobaczymy.

 

Wymaga to niewątpliwie większej pracy przed programem, a i większej uwagi w czasie programu. Wątpliwości? Mam ich kilka. Po pierwsze dobór rozmówców. Mam wrażenie, że pierwszemu programowi przyświecała zasada „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. Z jednej strony chodziło o to, by zachować się fair wobec nowych mocodawców, z drugiej, by nie naruszyć monolitu wiary w niezależność dziennikarza. Czy się udało? Niech każdy wypowie się sam. Wpadką była bezsensowna i niczemu  nie służąca sonda uliczna. A zgrzytem ostatecznym obecność szefa opozycji, prezesa Kaczyńskiego „z puszki”. Czemu nie pojawił się w sztandarowym programie kontrolowanej przez PiS stacji „na żywo”? Pewnie chciał pokazać, że może być obecny, ale na swoich warunkach, czyli na własnym gruncie i po autoryzacji wywiadu. Niestety programowi i autorowi to nie pomogło, bo za taką logiką wychodzi cień sporej nieufności do dziennikarza.

 

Sprawy jeszcze dwie: pierwsza, to rzeczywista skala niezależności dziennikarza. Jej testem będzie termin obecności w studiu „na żywo”, do niedawna ulubionego gościa Tomasza Lisa – Lecha Wałęsy. Czekam nie tyle na chwilę, kiedy Wałęsa pojawi się u Lisa, ale na reakcje mocodawców po tym, co powie o byłym premierze i aktualnym prezydencie.

 

I temat drugi, publiczność. W programie premierowym nie odnalazła się w aktywnej roli niemal w ogóle; a na pewno w mniejszym stopniu, niż w „Co z tą Polską?”. Wyzwanie zatem dla realizatorów programu: inwestujcie w publiczność, znajdzie jej rolę, bo inaczej szybko wszyscy uznamy, że jej zapraszanie do studia jest zwykłą finansową rozrzutnością.

    

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (36)

Inne tematy w dziale Polityka