Są ludzie, którzy słuchając przy kąpieli radia wprawiają się w dobry humor. Są tacy, co się wkurzają. Ja jeszcze niedawno zaliczałem się do pierwszej grupy. Ostatnio przeżywam ewolucję i powoli przechodzę na ciemną stronę.
Wszystko za sprawą Radia Zet, które ciągle mam jeszcze nastawione w programatorze pod numerem jeden. Niegdyś słuchałem tego radia dla Andrzeja Woyciechowskiego, potem dla Krzyśka Skowrońskiego, dziś jeszcze dla Moniki Olejnik.
Niestety obok epokowych nazwisk stacja ta coraz częściej funduje mi dawki radiowej strychniny, a to jacyś panowie Marek i Jarek wypowiadają Rosji wojnę (nie podejrzewam, żeby potrafili ten egzotyczny kraj wskazać na mapie), a to człowiek o nazwisku Rafał Bryndal nieudolnie próbuje rozbawić publikę.
Dziś rano Bryndal rzucił w mikrofon tekst, od którego tylko ręce mogą opaść. Rzecz dotyczyła medialnych magnatów, szefów TVP, TVN i Polsatu, którzy rzekomo (cytuję!!!): „…chcieli zrobić laskę marszałkowi sejmu, który częściej robi ją sobie sam, a chodzi – oczywiście – o laskę marszałkowską” i tym podobne bzdury…
Bryndal, człowieku! Czyżby starość odbierała ci rozum? Rozumiem, że po latach codziennego felietonu w radiu można zgubić inwencję. Ale czy trzeba gubić elementarne poczucie smaku? A może to już totalne znieczulenie, wypalenie i kryzys wieku średniego?
Nie wiem. Myślę sobie, że już na pewno ustawię na „jedynce” inne radio. Nie jestem purystą językowym (o czym wiedzą czytelnicy tego blogu), ale przykład Bryndala skłania mnie do autorefleksji. Może w ramach walki z brutalizacją języka przestać pisać blog i skupić się na liryce?


Komentarze
Pokaż komentarze (44)