Bogusław Chrabota Bogusław Chrabota
104
BLOG

Tygrys i rybie oczy Niedźwiedzia

Bogusław Chrabota Bogusław Chrabota Polityka Obserwuj notkę 11
„Rosja – koniec złudzeń” napisał nie tak dawno temu Adam Michnik w GW mając na myśli moskiewski powrót na ścieżkę budowania tożsamości państwa na permanentnym konflikcie z wszystkimi wokół i jeszcze dalej. Prawda niepodważalna, choć dla wielu oczywista już dużo wcześniej. Byli tacy, co złudzeń nie mieli w tej kwestii nigdy, i czekali tylko, kiedy ta oczywista oczywistość stanie się prawdą powszechną. Adam Michnik miał złudzenia, choć inne od tych, które były udziałem niżej podpisanego. Bo niżej podpisany do dnia iluminacji, którą przeżył dzięki łaskawej telewizji w rocznicę wybuchu II wojny światowej, nosił w sobie złudzenia, że po tamtej stronie granicy jest jeszcze jakiś procent ludzi, którzy noszą w sobie reminiscencję rosyjskiego inteligenta spod znaku Hercena, i że ta właśnie formacja będzie rosła w siłę, by powoli, krok po kroku, może pod sztandarem D. Miedwiediewa dojdzie w Rosji do głosu. Rozczarowanie przyszło po przeczytaniu w Dzienniku wywiadu z moskiewskim socjologiem Lwem Gudkowem, który w nieco okrutny dla własnego narodu sposób wyjawił, że: „Rosyjskie elity wyróżniają się dzisiaj wysokim poziomem oportunizmu i konformizmu wobec władzy. Nawet liberalna, czy demokratyczna część znajduje się w stanie rozkładu, dezorientacji i demoralizacji. Utraciła punkty odniesienia i nie jest zdolna wypracować żadnego sensownego stanowiska wobec tego, co się dzieje”. Czyż można mocniej wyakcentować nie tylko kryzys elit, ale i wizję kompletnego braku perspektyw wyjścia naszego bratniego narodu z opresji, jaką jest cyniczny kgb-owski autorytaryzm? Trudno o mocniejsze słowa. Ale to słowa, ktoś powie, opinia intelektualisty. Przekupionego może, obrażonego na Matkę – Rosję? Czy odnajduje odbicie w rzeczywistości?  Z odsieczą, przeciw naturalnemu sceptycyzmowi, przyszła telewizja przynosząc ze wschodu dwa obrazki. Na pierwszym ubrany w rubaszkę (czyli bez krawata) prezydent Miedwiediew tłumaczył, że Rosja nie chce żadnej izolacji, że motywy akcji w Gruzji były z  gruntu humanitarne i kochajmy się… w ogóle Europo! Prezydent Miedwiediew był świeżo ostrzyżony i patrzył z mocnym wytrzeszczem, za czym, doskonale to wiemy, stać nie mogą ani wiara we własne słowa, ani prześwit elementarnej siły charakteru. Chwilę później telewidz dostał kolejną porcję obrazków. Tym razem premier W. Putin w swojej życiowej roli strzelał do syberyjskiego tygrysa gdzieś daleko w tajdze, ratując od niechybnej śmierci członków towarzyszącej mu ekipy telewizyjnej. Bestia – niespodzianie rzecz jasna – zagroziła ekipie i tylko (co podkreślał Interfax) dzięki przytomnej ręce ex-prezydenta nie doszło do tragedii. Usypiający pocisk powalił tygrysa na kolana, zaś Wielki Myśliwy pocałował na pożegnanie śpiącego kota i powiedział mu – jak informują dziennikarze Interfax - „do widzenia”. Czy potrzeba lepszej niż te dwa obrazki ilustracji tezy Gudkowa. Wszystko jest jasne. Nawet nie między wierszami, Wiemy kto pan i bohater. I wiemy kto sługa bezwolny. A duch Hercena? W niebiesiech - niestety. bch 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka