Gdybym był Herostratesem, to bym się po emisji dzisiejszych Faktów TVN załamał. Oto słynny podpalacz, żeby przejść do historii poświęcił nie tylko jeden z cudów świata - świątynię Artemidy w Efezie, ale i swoje życie. Zakradł się i mimo, że wiedział jak to się skończy, podłożył ogień. Został skazany na śmierć, a jego imię miało być wymazane ze wszystkich dokumentów. Przetrwało tylko dlatego, że zapisał je Strabon. Zginął, ale stał się symbolem.
Przez z górą dwa tysiące lat dla wszystkich na świecie było oczywiste, kto spalił Artemizjon. Do 24 września 2008 roku, kiedy jeden z komentatorów Faktów TVN (Marcin Staroń?), za zgodą wydawcy dziennika, poinformował kilka milionów Polaków, że Herostrates zniszczył…. Bibliotekę Aleksandryjską.
To twórczy wkład w historię, bo do tej pory o ów niegodziwy czyn obwiniano rzymskich żołnierzy Cezara. Dzięki Faktom w ojczyźnie Chopina będzie od dziś wiadomo, że rzecz wydarzyła się trzysta lat później i dotyczyła nie miejsca pogańskiego kultu, lecz dóbr starożytnej kultury. To się nazywa pomieszanie rzeczy. Wszystko przez kogoś, kto w podstawówce opuścił jedną z lekcji historii.
Ale nie obarczam odpowiedzialnością za to szefa Faktów – Kamila Durczoka. Widziałem jak się żachnął po tym materiale. Musiało mu być przykro. Zwłaszcza, że jego koledzy uroczo potwierdzili zarzuty Prawa i Sprawiedliwości, że manipulują przekazem medialnym, i to bardzo.
I jak się tu dziwić Jarosławowi Kaczyńskiemu, że nie posyła posłów na Augustówkę? Nie da się. Niestety.


Komentarze
Pokaż komentarze (64)