Po kilku latach zachwytu nad euro, w Europie wracają sentymenty do walut narodowych. Tak zwany bankomat Europy, jak o sobie mówią zwyczajni Niemcy spotkani na ulicy mają dość wypłat i pomocy państwom, których rządy niefrasobliwie, a może nawet z premedytacją rozdmuchały swoje budżety.
Ekonomiczna „tragedia grecka” nie miałaby takiego wpływu na cały region gdyby Grecja nadal miała własną walutę i odpowiadała samodzielnie za swój system ekonomiczny wartością drachmy.
Jest kwestią czasu by zaczęto mówić w europejskich gremiach rządowych o powrocie do walut narodowych. Mieliśmy już przykład szantażu, jaki wywarł prezydent Francji Nicolas Sarkozy na spotkaniu poświęconym właśnie Grecji. Jak na razie mówią o tym np. były prezes niemieckiego banku centralnego Karl Otto Pöhl, który twierdzi, że wprowadzono euro bez dyskusji i informacji o ryzyku, jakie niesie taki system, czy holenderski pisarz Leon de Winter, bardzo poważany przez Niemców mówiący wprost: „euro to sztuczny twór”.
Co chcę przez to powiedzieć i dlaczego przywołuję opinię naszych sąsiadów? Dlatego, że Niemcy obok Francuzów byli najgorętszymi zwolennikami zjednoczenia ekonomicznego i politycznego Europy
i jak to napisał Leon de Winter:„W tamtych czasach nikt nie zmuszał nas, abyśmy brali na siebie odpowiedzialność za pensje greckich urzędników”.
i jak to napisał Leon de Winter:„W tamtych czasach nikt nie zmuszał nas, abyśmy brali na siebie odpowiedzialność za pensje greckich urzędników”.
Chce też by obecnie sprawujący władze rząd i jego pierwszy minister premier Tusk, wyciągnęli z tej lekcji wnioski i nie parli do zmian, które nie pomogą nam, a wręcz przeciwnie, sprowadzą na nas plagi ekonomiczne. Na jak długo wystarczy cierpliwości by „ciemny lud” kupował bajki o dobrobycie z jednej strony a z drugiej miał nakładane coraz większe ciężary fiskalne? Bo dług publiczny będą spłacały nie tylko nasze dzieci, ale wnuki i prawnuki.
Ot, to taki współczesny feudalizm w wydaniu państwowym.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)