Ciekawe stanowisko zaprezentowała Kanclerz Angela Merkel podczas debaty Bundestagu nad ustawą budżetową na 2011 rok:
"Prywatni inwestorzy - czyli ci, którzy zarabiają pieniądze dzięki wysokim odsetkom z obligacji państwowych - muszą zostać włączeni do mechanizmu antykryzysowego w takim sensie, że także oni ponosić będą odpowiedzialność".
Ciekawe o tyle, że zmienia optykę patrzenia na obligacje którymi rząd ratuje swój budżet. Najpierw rząd namawia do tego by kupić obligacje, bo inwestor może stabilnie ulokować swój kapitał, a potem może dowiedzieć się, że nagle ma być wprzęgniętym w ratowanie nie swojego biznesu.
To o tyle kuriozalny pomysł, bo otwiera on drogę urzędnikom innych państw do kopiowania pomysłu.
Ale jest też inna konstatacja tej sprawy, mianowicie dążenie za wszelką cenę do wspólnej waluty, co odbija się czkawką na gospodarce. Sprzęganie wielu różnych kultur gospodarczych na siłę pod jednym systemem doprowadza do wciągania w kłopoty tych którzy normalnie by dalej funkcjonowali. Przykłady Grecji, Irlandii, a już mówi się o nadchodzącym wielkimi krokami kryzysie Portugalii jest tego dowodem, że nie tylko chodzi o to co jest nadrukowane i uznane jako środek płatniczy, ale przede wszystkim o system i związane z nim problemy blokujące elastyczność gospodarki zakazami i nadmierną regulacją.
Odniósłbym tu prostą analogię do emerytur zbieranych przez, a jakże państwowy system ubezpieczeń, dlaczego? Dlatego, że niewłaściwie skierowana opieka rządu w stronę obywatela doprowadziła do zapaści tego systemu i tak skazanego na porażkę. Pokuszę się przyrównać go do systemów argentyńskich i piramid finansowych, gdzie zyskują tylko ci którzy są na początku całego systemu. Dziś już widzimy wyraźnie skutki – bój o OFE.
Ale wracając do sprawy zarabiania na odsetkach z obligacji jestem pewien, że w takim układzie liczba chętnych na tego typu zabezpieczenie lokat finansowych bardzo szybko zmaleje. Tak jak z podatkami jeśli je rząd podnosi wpływy maleją, a słynnakrzywa Laffera, uznana jest jako wybryk natury w świecie ekonomii. Zresztą któż by się nią przejmował w sferze rządowej, zwłaszcza podczas tworzenia budżetu, gdy widmo deficytu jest na horyzoncie najbliższego roku a wybory tuż, tuż.
PS. Odsyłam do ciekawej rozprawy na temat krzywejtutaj.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)