1. „… wydaję mi się że od 20 lat jest coraz gorzej, zabierane są powoli prawa kobietom; wolność, możliwość realizacji; nie pasji, hobby, tylko normalnego życia jako obywatelki”
2. „Żyjemy w zacofaniu cywilizacyjnym, barbarzyństwie…”
3. „[kobiety tej narodowości] nie mają pełni praw reprodukcyjnych. Ponieważ nie mogą decydować o tym: czy chcą mieć dzieci, a jeśli tak to kiedy, ile i w jakich odstępach czasowych”
Celowo przetoczyłem na początku, gołe cytaty, aby zapytać się kto według Was i w jakim kraju wypowiedział te słowa? Pierwsza myśl, może nas pokierować w stronę jakiegoś kraju muzułmańskiego, może do Iranu. Myślę, że byłby to dosyć uzasadniony kierunek rozumowania, szczególnie w kontekście ostatnich wydarzeń.
Nie będę już dalej trzymać Was w niepewności:
Kraj odniesienia: Polska
Miejsce i czas: 25.06.09, program „Pryzmat” TVP 1
Autorki stwierdzeń: pierwsze dwa to pani Manuela Gretkowska, ostatnie (a jakże!) pani eurojużposłanka Joanna Senyszyn.
Zdziwieni? Ja jednak nie za bardzo.
Oglądałem ten program wczoraj z wypiekami na twarzy, nie wiedziałem czy śmiać się czy też płakać. Oczywiście, tematem programu, był odwieczny już problem dyskryminacji kobiet. Oprócz dwóch wymienionych już pań, stronę żeńską w programie reprezentowała także pani Elżbieta Radziszewska – minister i pełnomocnik rządu ds. równouprawnienia (ta pani także popisała się wieloma „ciekawymi” stwierdzeniami, ale o tym już później). Stronę męską w programie reprezentowali wraz z prowadzącym jeszcze dwóch panów: Marian Piłka – Prawica RP i pisarz Stefan Chwin. Skład programu był zapewne skonstruowany na zasadzie parytetu, jednak to kobiety zdecydowanie zdominowały ten program, ledwie dopuszczając panów do głosu.
Jak już mówiłem tematem programu była dyskryminacja kobiet w Polsce, problem ten omawiany był jednak w sposób bardzo ogólny, cytując panią Senyszyn, „kobiety są dyskryminowane w bardzo wielu dziedzinach: ekonomicznie(…), językowo(…), kulturowo, seksualnie[!?] i pod wieloma innymi względami”. Oczywiście, problem dyskryminacji kobiet istnieje. I ma on przede wszystkim podłoże mentalne. Zgadzam się co do tego, że kobieta która wykonuje tą samą pracę co mężczyzna powinna otrzymywać takie samo wynagrodzenie. Jednak nie powinniśmy takich sytuacji wymuszać względami prawnymi. Nie możemy zmieniać mentalności ludzi rozwiązaniami prawnymi, takie działania bowiem na odległość czuć państwem totalitarnym. Kobiety często skarżą się, że pracodawcy(także kobiety!) dyskryminują płeć żeńską ze względu na to, że potencjalnie mogą one zachodzić w ciążę. Jest to fakt niezaprzeczalny, jednak nie wiąże się on z dyskryminacją mentalną, a z czystą kalkulacją ekonomiczną. Ciąża kobiety wiąże się bowiem z dodatkowymi kosztami, jakie musi ponieść pracodawca.
I tutaj dochodzimy do innego aspektu związanego pośrednio z problemem dyskryminacji kobiet, bezpośrednio zaś z ogólnie pojętą wolnością kobiet i ich rolą w dzisiejszym społeczeństwie. Każdy chyba zgodzi się ze mną z tym, że nasz kraj jak i inne państwa wchodzące w skład tzw; „cywilizacji zachodniej” od wielu lat borykają się z problemem niżu demograficznego. Jest to problem nie tylko ekonomiczny, ale przede wszystkim problem kluczowy dla ciągłości naszego narodu, ciągłości cywilizacji zachodniej i wszystkiego co się z nią wiąże, a więc także praw i wolności jakie zrodziły się w naszym kręgu kulturowym. Tymczasem postępująca feminizacja, czyli wzrost roli kobiet w życiu społecznym ciągnie za sobą wzrost zagrożenia demograficznego naszego społeczeństwa. Coraz więcej kobiet wybiera drogę sukcesu zawodowego, kosztem macierzyństwa, czyli naturalnej roli płci pięknej. Ja wcalę nie twierdzę, że miejsce kobiety jest w domu, że kobiety powinny zajmować się wyłącznie rodzeniem dzieci i ich wychowywaniem. Rozumiem wzrastające potrzeby, pragnienia i chęć realizowania się kobiet w życiu społecznym, chęć osiągnięcia sukcesu zawodowego. Wszystko to bowiem wiąże się ze wzrostem świadomości kobiet. Z jakimś rozwojem cywilizacyjnym, który jednak może okazać się dla tej cywilizacji rozwiązaniem destrukcyjnym. Bo to czy dana cywilizacja przetrwa, zależy od tego, czy zachowa ona swoją ciągłość pokoleniową. Jeżeli więc kobieta obierze drogę sukcesu w życiu zawodowym, w zdecydowanej większości odbywa się to kosztem jej macierzyństwa i życia rodzinnego.
To natura wyposażyła kobiety w zdolność (ja nazywam to darem, pani minister Radziszewska użyła w dniu wczorajszym stwierdzenia: „natura nas tak urządziła, że kobiety rodzą”) rodzenia dzieci. Z tego też powodu dzieci, bardziej uzależnione są od matki, z nią czują się bardziej związane mentalnie. To matki mają większy wpływ na wychowanie dziecka, to od nich zależy przede wszystkim, jakim te dziecko stanie się człowiekiem, i jakie zasady moralne będzie ono sobą reprezentowało. Jest to nierozerwalnie związane z macierzyństwem, roli, jakiej kobietom nadał sam Bóg, czy natura(jak kto woli).
Tymczasem problem demograficzny naszej cywilizacji wiąże się także z zagrożeniem ze strony innej cywilizacji, a konkretnie cywilizacji islamskiej. Rola kobiet w krajach islamskich jest zupełnie inna. Muzułmanki mają zdecydowanie mniejsze prawa i wolności niż ma to miejsce w naszej cywilizacji. Ich rola opiera się głównie na macierzyństwie, a bierze się wprost z doktryny islamu i ograniczeniami, jakimi religia ustanowiona przez proroka Mahometa nakłada na płeć żeńską. Społeczeństwo islamskie nie spotyka się więc z problemem niżu demograficznego jaki gnębi cywilizację zachodnią. I znowu podkreślam: nie twierdzę przy tym, że idea jaka wiąże się z cywilizacją islamu jest lepsza od naszej. Wręcz przeciwnie, bardzo bliska jest mi nasza cywilizacja, jest to bowiem cywilizacja najbardziej rozwinięta technicznie, intelektualnie i kulturowo. Cywilizacja w której ludziom, żyje się po prostu lepiej. Dlatego też z niepokojem spoglądam na wzrost ludności mahometańskiej w europie. Oczywiście, jeżeli muzułmanie w pełni poddali by się procesowi asymilacji i integracji z naszym społeczeństwem(co nie wyklucza, zachowanie swojej religijnej tożsamości) nie było by żadnego problemu. Mogło by to wręcz rozwiązać problem dręczącego nas niżu demograficznego. Przykład jednak społeczności muzułmańskich w takich krajach jak Francja, Holandia, Dania wskazuje na coś zupełnie innego. Mało jest także krajów islamskich które, poddały się procesowi westernizacji(jak np. Turcja) które zagwarantowały by całkowicie pokojowe współistnienie społeczeństw cywilizacji zachodniej i cywilizacji islamskiej. Doktryna poprawności politycznej, jaka panuje obecnie w Europie i Stanach Zjednoczonych nie tylko nie widzi problemu związanego z islamizacją świata zachodniego, a wręcz ułatwia jej rozwój. U nas buduje się meczety, podczas gdy w krajach muzułmańskich prześladuje się chrześcijan (np. w takiej rzekomo pokojowo nastawionej Arabii Saudyjskiej, nie ma żadnego kościoła katolickiego, a wiara chrześcijańska jest w tym kraju nielegalna). W niektórych regionach europy ludność muzułmańska stanowi już znaczny procent społeczności lokalnej. Zwiększa się więc zarazem ich rola w życiu tych społeczności. Uczestniczą w życiu politycznym, społecznym i kulturalnym lokalnych społeczności. Wysoki wskaźnik wzrostu populacji społeczności muzułmańskiej w porównaniu z dramatycznie niskim wskaźnikiem rdzennej ludności europejskiej, rodzi we mnie pewne obawy. Jeżeli teraz kiedy oni są w mniejszości nie potrafimy ich zmienić na naszą modłę, a wręcz to my dostosowujemy się do nich, to co się stanie wtedy, kiedy oni będą większością?
Jednym z głównych postulatów organizacji feministycznych działających w obrębie cywilizacji zachodniej jest prawo do aborcji. A konkretnie prawo do aborcji na życzenie, które niektóre środowiska kobiet obierają jako swój sztandarowy postulat, na drodze do pełnej wolności kobiet. Pomijając już kwestie religijne, moralne – związane z odbieraniem największej wolności – jaką jest życie – dziecku, pomijając także kwestie konsekwencji psychofizycznych na które narażone są kobiety decydujące się na aborcję, chciałbym zwrócić uwagę na kwestię problemu demograficznego który w sposób bezpośredni wiąże się z tym postulatem. Jest to żądanie antycywilizacyjne, ze zrozumiałych względów pogarszające sytuację coraz mniejszej liczby narodzin dzieci w naszym kręgu kulturowym. Niszczy ono także instytucję rodziny, która jest podstawową i najważniejszą grupą każdego społeczeństwa.
Innym przykładem rozwiązania antycywilizacyjnego jest propaganda związków homoseksualnych. W imię źle rozumianej tolerancji i poprawności politycznej popularyzuje się związki pomiędzy osobami tej samej płci, przyznając im prawa zagwarantowane wcześniej związkom heteroseksualnym. To, że państwo powinno gwarantować określone przywileje i chronić związek kobiety i mężczyzny, bierze się z tego, że jednym z jego głównych zalet jest funkcji prokreacyjna, gwarantująca ciągłość populacji społeczeństwa. Związek osób homoseksualnych ową ciągłość wyklucza.
Nawiązując jeszcze do instytucji rodziny, dostrzegam tutaj negatywne oddziaływanie rozrastającego się państwa biurokratycznego. Tak zwane państwo opiekuńcze które zrodziło się na gruzach doktryny socjalistycznej, konfiskuje tej podstawowej grupie społecznej coraz to większą ilość majątku pod pretekstem finansowania swoich funkcji opiekuńczych. Jakość państwowej opiekuńczości pozostawia wiele do życzenia, o tym chyba szczególnie nie muszę się rozpisywać, jednak ponad 50-cio procentowa konfiskata dochodów rodzinnych, niesie za sobą inne konsekwencje. Jeżeli jeszcze sto lat wcześniej zakładano, że to mężczyzna jest tym, który powinien zapewnić rodzinie odpowiednie środki finansowe, kobieta zaś powinna zająć się wyłącznie domem i wychowywaniem dzieci. Dziś taka sytuacja w większości przypadków – pominając już wzrost znaczenia roli kobiety w życiu społecznym – okazuje się czymś niemożliwym do osiągnięcia. Dochody jednego członka rodziny, okazują się bowiem niewystarczające aby tą rodzinę utrzymać. Wiąże się to właśnie z tymi obciążeniami podatkowymi, jakie nad wyraz rozrośnięte państwo nęka swoich obywateli. Dzisiaj więc kobiety, wręcz przymuszane są do pracy, w związku z sytuacją finansową rodziny. Odbija się to negatywnie na życiu całej rodziny, odbiera bezcenny czas który przeznaczony być powinien na wychowywanie potomstwa. W końcu też to na państwo spada obowiązek wychowywania dzieci, co jest sytuacją niezdrową i wiąże się z opłakanymi konsekwencjami. Takie dzieci, bowiem nie tyle są wychowywane co poddawane indoktrynacji. Dosyć często, młodzi ludzie, którzy wiążą się w pary, świadomie rezygnują z potomstwa, bądź to odkładają plany związane z dziećmi na jakąś bliżej nie określoną przyszłość z obawy, że nie będą potrafili zapewnić tym dzieciom odpowiednich warunków, tłumacząc się przy tym „że najpierw trzeba się dorobić, a potem się zobaczy”. Bywa przy tym tak, że jak już w końcu zdecydują się na dziecko, to pozostają przy jednym, nie chcąc zanadto poświęcać swojego życia zawodowego które absorbuje ich w coraz to większym stopniu.
Program „Pryzmat” był tylko pretekstem do napisania tekstu, który już od dawna chodził mi po głowie. Być może problem który opisałem, jest przedstawiony za szeroko i nieco chaotycznie, za co z góry przepraszam. Jednak zagrożenie które przedstawiłem nie wynika z wymysłu chorego z nienawiści, nietolerancyjnego i zacofanego młodego człowieka. Z opisem tego problemu, spotkałem się już w tekstach bardziej doświadczonych i posiadających większą wiedzę i doświadczenie pisarzach, dziennikarzach, ekonomistach i politykach. Każdy z nich, problem ten opisywał nieco inaczej, może opis ten nie obejmował wszystkich tych aspektów, ale z pewnością łączyło ich jedno. Troska o naszą cywilizację.
P.S. Wszystkim wojującym feministkom polecam książki Ś.P. Oriany Fallaci, kobiety niezwykle doświadczonej, odważnej, silnej i mądrej. Dla mnie jest ona autorytetem, jakich dzisiaj mało.
P.S. Rysunki są mojego autorstwa


Komentarze
Pokaż komentarze (2)