Umarł biedny i zapomniany człowiek. Biedny oczywiście w dużym stopniu z własnej winy. Nadmiar sławy i pieniędzy przewrócił mu w dupie. Postanowił zostać pierwszym wybielonym czarnym co skonczyło się parodią zamierzenia. Od dłuzszego czasu nie tworzył złamany słusznymi czy nie oskarżeniami o pedofilię, własnym bankructwem i zmierzchem kariery.
Dziś coraz więcej ludzi jak się okazało kochało Majkela na zabój. Wczoraj jeszcze mam podłe wrażenie że czekali aż niedoskonałe ciało zmieni się w legendę bez skazy. W końcu nos odpadł mu już wcześniej.
Bez wątpienia Jackson był muzykiem znaczącym. Znakiem czasów jednak jest, że zbiorowa rozpacz po śmierci (choć zawsze przykrej) faceta, który potrafił stawiać śmieszne kroki pzrerasta rozpacz po odejściu Matki Teresy. Cóż, pogodziłem się z tym.
Teraz czekam na pojawienie się rzeszy Majkelków usiłujących uszczknąć nieco dla siebie z boskiej chwały drugiego Elvisa. Oby ten zmęczony człowiek zaznał choć teraz nieco spokoju.
p.s. i prapremiera nowego rysunku:)
Inne tematy w dziale Kultura