bren bren
329
BLOG

MOKRA SOBOTA

bren bren Kultura Obserwuj notkę 0

Autor tego paradokumentalnego zapisu starał się odtworzyć wypadki z maksymalną dokładnością, zgodnie z ich przebiegiem, zachowując autentyczne nazwy miejsc i osób, których związek z rzeczywistością w żadnym razie nie jest przypadkowy.
Rzecz toczy się na krakowskim Kazimierzu; w przeszłości i współcześnie zarazem, co stanowi jedyne odstępstwo od realizmu.


1
Stanowczo zbyt wiele rzeczy nałożyło się na siebie w ową pamiętną sobotę. Najpierw, kilka dni wcześniej, rozniosła się po całej Dzielnicy, po wszystkich ciasnych uliczkach od Rzeki do Placu, złowieszcza nowina: Suchy ma świeżą kosę. Nie trzeba ogromnego doświadczenia, by wiedzieć, co to oznacza. A jakiż inny dzień nadawałby się lepiej na krwawe chrzciny niż sobota, gdy tak czy inaczej zawsze musi się coś wydarzyć.
 Niektórzy utrzymywali zresztą, że nowa kosa Suchego jest wyraźną prowokacją – i bez niej trudno było twierdzić, że chodzi bezbronny. Większość starych zakapiorów nie szykowała się więc na żadne spacerki, starannie przemyśliwując nawet każdy szczegół garderoby, gdyż niektóre kolory czy fasony koszuli, uznane przez Suchego za ulubione, mogły być zinterpretowane jako zaczepka. Żaden rozsądny autochton nie poświęciłby roztrząsaniu takiej ewentualności chwili dłuższej od wypicia pierwszego piwa w upalny dzień. Usiłowano raczej przewidzieć miejsce nadchodzących nieuchronnie wydarzeń i zgodnie z przyjętą hipotezą, przedyskutowaną wnikliwie w gronie ekspertów, zająć wygodne i bezpieczne (ten punkt nieodmiennie budził wątpliwości) stanowisko obserwacyjne.
 Napięcie rosło, jakby każdy mijający dzień wysuwał nową kosę Suchego ze starej, wysłużonej pochwy; każdy kolejny dzień po kawałeczku, a sobota miała ją obnażyć w całości. Dla czyichś oczu zapewne jako ostatni obraz z tego świata, który poniosą pod powiekami, zamkniętymi na zawsze. Jeśli obok tego odbicia nie zastygnie w skamieniałych źrenicach lęk – zostanie po tym kimś legenda. Będąca jedynie cząstką legendy Suchego.

To, iż Suchy zechce wypróbować nową kosę, że upamiętni jej prawdziwe narodziny, było oczywiste dla byle szczawia. Mało kto natomiast wiedział o podstępnym planie Małego Joe, szykowanym pieczołowicie już od dawna, w tajemnicy tak głębokiej, że chwilami sam Joe przyłapywał się na myśli, że o niczym nie wie.
 Od czasów Włochatego Maćka, którego jednak po przypadkowym przebadaniu przez grupę nawiedzonych naukowców zakupiło hamburskie zoo, nie znalazł się wśród autentycznych cwaniaków nikt, kto podskoczyłby do Suchego. Co jakiś czas podrywał się ten czy ów fetniak, bardziej lub mniej zielony, znęcony blaskiem sławy, jaka okryje „tego, który wystartował do Suchego”, a kto wie, może i przeżył. Ale wydarzenia następujące w takich przypadkach w żaden sposób – mimo koloryzowania i naciągania faktów – nie zasługiwały na miano walki i nie budziły cienia sensacji wśród starych kibiców. Tylko szczeniaki, uważnie niczym kojoty obwąchujące padlinę, analizowały rany na nieuprzątniętych jeszcze ciałach, aby odtworzyć z ich układu metodę zadania ciosu, i ćwiczyć potem długo, długo, długo; jedynie by zrozumieć z przeraźliwą jasnością własną bezsilność. Dzielnica – od Zamku po Dajwór, od Rzeki po Planty – nie obfitowała w samobójców. A co do obcych... No cóż, wszystko zależało od tego czy w porę zdołali zorientować się w sytuacji lub czy znaleźli się wśród nich osobnicy, których słowo „Suchy” skłaniało do lingwistycznych dowcipów rozwijających (krótkotrwale) ciąg skojarzeniowy „suchy – mokry” itd.

cdn.




 

bren
O mnie bren

Nie ma takiego poświęcenia, na które by się człowiek nie zdobył, byle tylko uniknąć wyczerpującego wysiłku myślenia. /sir Joshua Reynolds/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura