bren bren
171
BLOG

MOKRA SOBOTA odc. 3

bren bren Kultura Obserwuj notkę 0

3
Pierwszy punkt planu, należący już do akcji bezpośredniej, stanowiło ściągnięcie Suchego w upatrzone wcześniej miejsce. Obstawiony uprzednio desperat podjął się donieść Suchemu, że znajdujący się pod wpływem wysokoprocentowego napoju Domin wpadł w kłopoty. Całkiem prawdopodobna nowina, zwłaszcza pod nieobecność Metysa, który zawsze opanowywał porywczego brata. Wyprowadzenie Metysa z równowagi wymagało mozolnych zabiegów, aliści ich skutek przekonał niejednego kozaka o wyższości niewiarygodnie twardych dłoni Dominowego braciszka nad niemal każdą bronią.
 Założenie, że w powyższej sytuacji Suchy wyskoczy bez namysłu i przygotowań, samotnie – przyjmowano za pewnik. We wskazanym miejscu oczekiwała nań garstka dobieranych szczawików. Kalkulacje Małego Joe trzymały się zdrowego rozsądku i nie obejmowały wydumanych życzeń, jak draśnięcie przez nich Suchego czy uszkodzenie maszyny. Mieli za zadanie tylko go rozwścieczyć, czyli – być może – sprowokować do popełnienia błędu w decydującej fazie.
 Uprzednie narady pod Skałką, o których intensywności świadczyły pozostawione ku uciesze lumpów stosy butelek i niedopałków, doprowadziły do wyselekcjonowania innej grupy. Jej misja – unieszkodliwienie psa Suchego, przerażającego specjalisty od walk ulicznych – spełzła jednak na niczym. Pozostała nadzieja, że jeśli zadziała pierwszy punkt operacji, Suchy wystartuje zanim pies dźwignie się z legowiska.
 A wreszcie – wydzielono oddziałek straceńców do zaatakowania Czaranny. Gdyby dopadli ją samą – a i tu powinien mieć wpływ punkt pierwszy – to kto wie... Zmieniający się układ nie sprzyjał Suchemu.

4
Stali pod murem. Czekali. Z różnorodnych elementów misternie ułożonego planu powiodło się niewiele. Prawdę mówiąc, z głównych założeń zmaterializowało się jedynie pierwsze. Wiadomość dotarła, Suchy ruszył. I teraz mogli już tylko czekać, stojąc pod murem. I wyobrażać sobie, każdy na miarę swych plastycznych uzdolnień, rzeź, jaka odbywała się (a może już zakończyła) w znanym im miejscu. I wiedzieli – takie rzeczy po prostu się wie – że Suchy nie szuka ich, nie błądzi, ale pędzi dokładnie w kierunku tego zaułka, w stronę muru, pod którym go oczekują. 
 Mały Joe nie był w najlepszym nastroju. Na wstępie odnotował z pogardą nieobecność Leona, Zasyfionego Krzysia i Rycha Pokraki. Znaczącym gestem dał sygnał jednemu z kibiców, który łagodnie przymknął powieki na znak potwierdzenia. W Dzielnicy – niezależnie od wyniku, i strony, po której się opowiadali – zdrajcy i cykory nie byli i nie będą tolerowani. 
 Joe puścił w obieg następną butelkę. Czując lodowaty chłód rąk, przejmujących szkło, odgadywał nieomylnie, że nikomu teraz alkohol nie uderzy do głowy. Jak i jemu nie przyćmił powracających raz po raz szczegółów założeń taktycznych. Wzniesiona z nich budowla miała za moment potwierdzić odporność na wstrząsy lub lec w gruzach. Cofnąć się – przemknęło mu pod skórzaną opaską ściskającą włosy – cofnąć się, uratować chłopaków, u... 
 Nie drgnął nawet. Niczego już nie dało się zmienić. Nic więcej zrobić. Pozostało tylko jedno. Stać z innymi pod tym murem i czekać. I nagle ogarnął go zadziwiająco trzeźwy spokój. 
 Spełnione i niespełnione warianty planu straciły znaczenie. Mur za plecami czynił z zaułka pułapkę, bo jedyne wyjście wiodło przez miejsce oczekujące na wejście Suchego, przypominając scenę przygotowaną na jedno jedyne entrée, którego efektem tutaj będzie jednak zapewne kilka zejść. Teraz Mały Joe zobaczył wszystko inaczej, z przeraźliwą jasnością. Mur przestał być przeszkodą, ale wskazywał drogę, uświadamiał, że to, co zaraz nastąpi, stać się musiało i że trzeba to rozegrać do końca. Prędzej czy później trzeba powiedzieć dość, i ten moment właśnie nadchodził. 
 Powody? Mnóstwo. Ale i one spadły do rangi drobiazgów. Mały Joe też lubił czerwień, a koszula w tym kolorze, nieskazitelnie wyprasowana przez jego siostrę, wisiała bezużytecznie w szafie. Toczyć jałową egzystencję, by odkryć pewnego dnia, że zżarły ją mole? Dosyć. Jeśli jego życie miało się dopełnić pod tym murem, jeśli całe było oczekiwaniem na tę chwilę – to tak jest dobrze, i tak musi być. 

cdn. 

 

bren
O mnie bren

Nie ma takiego poświęcenia, na które by się człowiek nie zdobył, byle tylko uniknąć wyczerpującego wysiłku myślenia. /sir Joshua Reynolds/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura