7
Oczywiście, żaden z najbardziej wytrawnych kibiców (a cóż dopiero Mały Joe), choćby i zdołał zarejestrować wszystkie elementy toczącej się przed jego oczami akcji (co wymagałoby nadprzyrodzonych zdolności), choćby potrafił zapanować nad czasem i równocześnie z postrzeganiem błyskawicznie formułować wnioski – i tak ze względu na brak danych o wcześniejszych zdarzeniach nie złożyłby ich w sensowną całość.
Prawda, gdy już uzyska się niezbędną wiedzę i odpowiedni dystans – niezależnie od preferowanej metody epistemologicznej – okazuje się (często ku zdumieniu podmiotu poznającego) prostsza czy „głupsza” od wskazówek podsuwanych przez czysty rozum.
Nie inaczej było i tym razem. Tam, gdzie fragmenty planu Małego Joe zdawały się mieć wpływ na rzeczywistość – nie zaistniały wcale; inne odegrały rolę, ale zupełnie inną niż przewidywana.
Paradoksalnie, kluczem do większości zagadek była odpowiedź na pozornie najmniej ważne pytanie. Postać Czaranny, której nieobecność w epicentrum nie wzbudziła sensacji, znalazła się u podstaw spirali wydarzeń. To Czaranna w tym dniu wysłała Suchego w celu pozyskania wypatrzonego przez nią żeliwnego zlewu. Życzenie zdawało się łatwe do spełnienia, i Suchy podjął się zadania z ochotą, mimo że pora była nieco niestosowna – właśnie postawił na gazie garnek z chińską zupą, szykując się do dosypania przypraw. (Ba, ale jaka pora byłaby dobra? Suchy przeważnie był albo głodny i zamierzał przygotować zupę, albo trochę ociężały po spożyciu solidnej porcji gęstej potrawy). Nie tylko nie zabrał ze sobą psa, ale nawet go nie pożegnał, co napawało go smutkiem, gdyż wierny czworonóg przebywał na spacerze z zaproszonym wcześniej na zupę kumplem Suchego. (Pies po skonsumowaniu 1,5 kg bobu cierpiał na lekkie dolegliwości żołądkowe, co przyczyniło się do nadprogramowego wyjścia). Suchy zostawił więc wiadomość (zaraz wracam) i wyruszył.
Po krótkim błądzeniu (adres podano opisowo: „skręcisz w lewo za taką szarą kamienicą” itp.) i zwiedzeniu kilku podwórek odnalazł właściwą bramę. Zlew wisiał na ścianie korytarza. Suchy sprawnym kopnięciem obluzował pierwszą śrubę. Kolejne również nie stawiały większego oporu. Jednak ciosy zadawane przez Suchego miały swoją wymowę i wywołały skutki uboczne. Płaty emalii odpadły jeszcze w kilku miejscach, co mogło wywołać pretensje Czaranny (na pewno dokładnie zapamiętała stan znaleziska), a nadwerężony już dawniej but Suchego pękł na niemal całej długości. Niewykluczone, iż odłażąca podeszwa przyczyniła się do potknięcia Suchego, gdy taszcząc sakramencko ciężki zlew przeciskał się przez uchyloną kopniakiem bramę. Wtedy zaczepił o sterczący z framugi zardzewiały gwóźdź i rozdarł czerwoną koszulę, którą miał na sobie zaledwie od trzech dni.
Trudno się dziwić, że w połączeniu z poprzednimi przykrościami i narastającym uczuciem głodu wprawiło go to w stan rozdrażnienia.
Dopiero zbliżając się do samochodu przypomniał sobie, że nie rozładował bagażnika, zapełnionego sprzętem nagrywającym i zwojami kabli. Z najwyższym trudem umieścił zlew na tylnym siedzeniu, przerzucając dwa ze spoczywających tam trzech kół do przodu. Mimo to drzwi nie dało się domknąć; pozostawił je uchylone, przytwierdzając sznurowadłem wyciągniętym z nieuszkodzonego buta. Przewidywany brak komfortu podczas jazdy i konieczność suwania stopami w trakcie chodzenia bez wątpienia nie poprawiły mu nastroju.
Uznawszy, że jego wyprawa nazbyt się przeciągnęła, skierował się wprost do domu. Tu, zamiast sympatycznego zetknięcia z ociekającym śliną pyskiem powitała go cuchnąca przypaloną zupą pustka. Rozczarowanie i rozmiar zniszczeń koszuli, o którym przypomniało mu lustro w przedpokoju, doprowadziły Suchego do złości.
Nie wiedział, że wyprowadzający psa znajomy napatoczył się na Krostowatego Piera, który po części z własnej inicjatywy, po części w ramach planu, czatował w okolicy z atrakcyjną suką. Jednak pies Suchego miał na ten temat najwyraźniej odmienne zdanie. Być może rozeźlony dodatkowo niedyspozycją żołądkową zerwał się ze smyczy (nikt, poza Suchym oczywiście, nie był w stanie go utrzymać), staranował Piera, lekko potarmosił sukę, i swobodnym truchtem udał się na Bulwary. Tam, zanim dopadł go kumpel Suchego, zdążył stoczyć 16 krótkich walk (wszystkie wygrywając przed czasem) z różnymi przeciwnikami.
Suchy zamierzał akurat spenetrować na motorze dziwnie opustoszałe o tej porze Bulwary, gdy dotarła do niego wiadomość stanowiąca część planu Małego Joe. Spowodowała gwałtowną zmianę kierunku jazdy uruchomionej już maszyny, ale wściekłości większej od tej, z jaką wypadł przed dom, wywołać nie mogła. Przeciwnie – fala niepokoju i rozterek opadła. Wyraźnie określony cel przywrócił mu chłodny spokój. Wiedział, że ma coś do załatwienia i że musi to zrobić zaraz. A tymczasem reszta, przynajmniej częściowo, może jakoś się wyjaśni.
W tej fazie trudno było określić, czy zrealizowanie dość prostej części planu (skierowanie Suchego w wybrane miejsce) równoważyło brak spełnienia jego drugiej funkcji (wprawienie Suchego we wściekłość).
cdn.



Komentarze
Pokaż komentarze