bren bren
112
BLOG

Mokra sobota, odc. 8

bren bren Kultura Obserwuj notkę 0

9
I tak padali kolejno, choć niewprawne oko przypadkowego przechodnia, należącego np. do wycieczki, bawiącej się beztrosko w restauracji za cmentarnym murem, nie rozróżniłoby faz walki, zarejestrowałoby ułamki zdarzeń jako jednoczesne. Byłoby to oczywiście złudzenie, równie absurdalne jak obecność tutaj przypadkowego świadka.
 Padali jeden po drugim, i nawet oko wytrawnego znawcy gubiło chwilami przyczynę – tak błyskawiczne i eleganckie były gesty Suchego, tak delikatne i subtelne. Suchy pracował równo i – pozornie – ze spokojem. Parł naprzód jak lodołamacz, kruszący cieniutki efekt pierwszego jesiennego mrozu; tyle że ślad pozostawiany na jasnej tafli ulicy, wyznaczany leżącymi postaciami, nie tworzył regularnej fali. Obraz zaczynał się stopniowo klarować; czerń otaczających go przeciwników wyraźnie się przerzedziła. Za to powierzchnia ulicy mogłaby komuś obdarzonemu potężną wyobraźnią nasunąć skojarzenie z plażą w upalny dzień. Widok ubranych ciał, często niekompletnych, poskręcanych w niewygodnych pozach, nie pozwoliłby jednak na zbyt długie podtrzymanie tej impresji.
 A jednak mylili się ci, którzy oceniając przebieg starcia, przewidywali rychłe i proste rozwiązanie. Jakby w natłoku niewątpliwie absorbujących działań nie pamiętali o ich nie zawsze widocznych mechanizmach. Jakby śledzone wnikliwie skutki przesłoniły przyczyny. Jakby zapomnieli o Małym Joe. Zapewne owa niecierpliwość nie objęła wszystkich, a gdyby nawet, pozostawała w tym gronie osoba, która nie zapomniała o nim na pewno.
 Osobą tą był Suchy.

10
Rozdzielało ich jeszcze kilka postaci. Jedna z nich już osuwała się wolniutko, a wbity w podbrzusze bagnet, utrzymywany przez Suchego, nie drgnął ani o centymetr, a przecież odbywał wędrówkę – równie złudną jak podróż słońca po nieboskłonie, coraz wyżej, aż oparł się o klatkę piersiową. Wtedy dopiero Suchy cofnął ostrze. Inny przeciwnik, trafiony w tym czasie drugą ręką, krztusząc się, pełzł ku sztachetkom oddzielającym od ulicy pozostałości zrujnowanej kamienicy. Następny kończył był właśnie przeczący wszelkim regułom lot, lądując na podwiniętej pod pachę głowie.
 I oto nikt i nic nie przecinało linii, łączącej ich oczy. Linii niewidocznej, a wedle ortodoksyjnych materialistów w ogóle nieistniejącej, chociaż wszyscy obecni gotowi byli przysiąc, że jest tak mocna, iż gdyby dziwnym trafem szesnastotonowa ciężarówka wpadła w fatalny zaułek, odbiłaby się od niej niczym piłka tenisowa od rakiety.
 Falowanie przepony stanowiło jedyną oznakę życia zastygłych naprzeciw siebie przeciwników. I niemal wszystko wokół zastygło wraz z nimi. Ci, którzy mieli uciec – uciekli, dawno przebrzmiał tupot ich na zawsze okrytych wstydem stóp. Ustały jęki i drgawki tych, którzy padli. Członkowie audytorium pospiesznie ugasili pragnienie, przypalili, skorygowali pozycje kończyn, których odrętwienie akurat dało im się we znaki, i wstrzymali oddech. Sygnał rozpoczęcia finału był dla nich bardziej donośny niż wystrzał armatni obwieszczający początek Regat Atlantyckich.
 Zdało się, iż sygnał ów roznosił się dalej i dalej, i że zamarła cała Dzielnica, miasto, świat. Bez wątpienia gdzieś toczyło się życie; ktoś ryczał ze złości lub rozkoszy, ktoś przebiegał uliczki, ktoś płakał, ktoś rechotał radośnie. Ale cóż to było za życie?
 Różne odgłosy docierały i tutaj, i chociaż zarejestrowałaby je bezduszna aparatura nawet niższej jakości od zapełniającej bagażnik samochodu Suchego, nikt ze zgromadzonych ich nie słyszał. Nikt też nie słyszał gromkich dźwięków wydobywających się z telewizora w mieszkaniu na trzecim piętrze, choć każdy w i e d z i a ł, że odbiornik nie został wyłączony, co oznaczałoby, krótko mówiąc, koniec świata. (Na wypadek awarii, przerwy w dostawach energii, i innych prozaicznych uciążliwości Wicio Pacykarz był odpowiednio zabezpieczony). Ich zmysły nastawione były na bodźce z jednego tylko źródła, i odrzucały wszelkie informacje spoza układu: Suchy – Mały Joe.

cdn. 
 

bren
O mnie bren

Nie ma takiego poświęcenia, na które by się człowiek nie zdobył, byle tylko uniknąć wyczerpującego wysiłku myślenia. /sir Joshua Reynolds/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura