Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
584
BLOG

Nowy, wspaniały lek

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 17

- Teraz takie czasy, że człowiek musi się znać na wszystkim, bo inaczej go zrobią w... - pomyślał dziadek Łukaszka, kiedy siedząc w kuchni segregował stare ulotki. Świeże wędrowały do szuflady, stare do kubła na śmieci. Uwagę dziadka zwróciła ulotka pewnej apteki, która została otwarta dwa tygodnie temu.
- No to teraz powinno już być tam bezpiecznie - dumał dziadek. Wiedział co mówi, gdyż otwarcia aptek zdeklasowały otwarcia marketów AGD w dziedzinie sportów ekstremalnych. Zapowiedź rabatu o parę euro dla pierwszych klientów tak działała na społeczeństwo, że niektórzy jego przedstawiciele potrafili ustawić się pod drzwiami nowej apteki dwa dni przed otwarciem. Kolejki zresztą tworzyły się gigantyczne, a to, co się działo po otwarciu drzwi trudno opisać. Można tylko dodać, że kasety z monitoringu były hitem wśród służb specjalnych wielu krajów, które pokazywały swoim kursantom podczas szkoleń co potrafi rozjuszony tłum.
Dziadek uznał, że w nowej aptece powinno już być bezpiecznie. Wziął zatem recepty i podreptał na osiedle. Kupił wszystko co trzeba i już miał wychodzić, gdy jego uwagę przykuła jedna z wielu promocji.
- Cóż to takiego? - zapytał panią farmaceutkę.
- To nasz hit sprzedaży - oznajmiła z dumą pani farmaceutka. - Ci, którzy biorą ten lek nie odczuwają żadnych negatywnych uczuć i błyskawicznie odnajdują się w społeczeństwie. Wszystkie troski odgarnia z czoła! W promocji tylko jeden euro!
Dziadek złamał się i nabył. Po powrocie do domu poprosił by mu nikt nie przeszkadzał, bo jest zmęczony i pragnie odpocząć. Z pokoju wyszedł dopiero pod wieczór i zasiadł z resztą rodziny przed telewizorem. Akurat leciały wiadomości.
Wiadomości były straszne. Afery, gwałty, morderstwa, bandyckie napady, nieudolność rządzących, bezczelność przedstawicieli władzy. Na końcu pokazano sondaże: dziewięćdziesiąt osiem procent ludzi nie wierzy w nic, nie interesuje się niczym, nie chce głosować, uważa że nie będzie lepiej, ma wszystko gdzieś i chce by ich zostawić w spokoju.
Wszyscy Hiobowscy zaciskali pięści i gotowali się wewnętrznie. Wszyscy oprócz dziadka.
- Co mu jest? - pierwsza zauważyła babcia Łukaszka. - Nie krzyczy, nie tupie... Śpi?
- Nie żyje! - krzyknęła histerycznie siostra Łukaszka i spadła z kanapy oblewając się sokiem pomarańczowym.
- Co nas straszysz! Żyje, oddycha przecież - sprawdził tata Łukaszka. - Dobrze się dziadek czuje?
- Dobrze... - odparł mglistym głosem dziadek Łukaszka. - Dawno nie czułem się tak dobrze...
- Dziwnie się zachowuje. Wziął coś? - pytał tata.
- Pewnie amfę! - wystraszyła się babcia.
- Chyba raczej antyamfę - wtrąciła się siostra Łukaszka. - Po amfie byłby pełen energii, a teraz jest jakiś taki bez siły...
- A mówcie sobie co chcecie... - westchnął dziadek. - I tak nic mnie to nie obchodzi.
- Nic? A polityka? - zapytała babcia.
- Nic. Wcale. I tak nie mam na nią wpływu. Eech... Szkoda czasu. Po co ci ludzie tam krzyczą, się spierają... I tak będzie gorzej. Nie ma sensu protestować. Zgódźmy się na wszystko. Zapomnijmy wszystko. Żyjmy normalnie... - w miarę jak dziadek mówił wszystkim rzedły miny, oprócz mamy Łukaszka, której jakby ktoś miód lał na serce.
- I po co to? - kontynuował dziadek. - Na co nam te wszystkie naleciałości? Historia? Te powstania, masakry, ofiary? Czy od tego prąd będzie tańszy? Po co nam te wszystkie patriotyzmy, religie, papiery, dokumenty, słowa? Czy od tego będzie więcej miejsc pracy? Ważne jest ile kosztuje cukier w sklepie. Eeechhhh...
Babcia wstała bez słowa i wybiegła z pokoju. Wróciła trzydzieści sekund później, z przerażoną miną trzymając w ręce jakąś buteleczkę.
- Tak jak myślałam! - wołała od progu. - Kupił to i od razu zażył! Podwójną dawkę!
- Zatruł się?! - krzyknęli wszyscy. - Dzwonić po pogotowie?
- I tak do niego nie przyjadą, przecież jest za stary, do ludzi w tym wieku karetek już nie wysyłają - przypomniała babcia. - Na szczęście nic mu nie będzie, wkrótce powinno mu przejść. Wziął to tylko raz, więc chyba się nie uzależni...
- Jakieś psychotropy, tak? - zainteresował się tata Łukaszka. - Prozac?
- Żaden Prozac! - babcia postawiła przed nimi buteleczkę. - Coś o wiele gorszego! To "Fakitol"!

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka