Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
1011
BLOG

Głosowanie w sprawie bójki

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 11

Oczywiście, ja można było przewidzieć, piegus z piątej b, zmaltretowany przy okazji dziennika jego lasy, próbował zemścić się przy pierwszej, nadarzającej się okazji. I nie było to nic finezyjnego, o nie. Po prostu ustalił o której szósta a kończy lekcje, zmontował ekipę i zasadził się w zasadzkę. Proste, prawda? Ale piegus popełnił przy tym straszliwy błąd, bo przygotował zasadzkę jeszcze na boisku szkolnym. Pierwszy skutek był taki, że zaatakował nie pojedynczych sześcioklasistów, a całą ich grupę. Po drugie - zobaczyli to nauczyciele.
Kiedy szósta a wyszła z budynku, piąta b z bojowym okrzykiem wyskoczyła z krzaków.
- Śmierć!!! - darł się piegus.
- Co to za jeden i o co mu chodzi? - spytał Gruby Maciek stopując dłonią twarz piegusa.
- To chyba ten gostek, na którego usiadłeś wtedy w kiblu... - zaczął tłumaczyć okularnik, ale przerwał mu głośny pisk dziewczynki, która prawie zawsze odzywała się jako pierwsza. Krzyczała, że są obrzydliwi, że wszyscy faceci są obrzydliwi i...
- Nie wszyscy, tylko piegowaci - sprostował Łukaszek i doprowadził tym samym piegusa do furii. Wybuchła straszna bijatyka, którą przerwała dopiero interwencja grona pedagogicznego. Z trudem rozdzielono uczniów i odesłano ich do domów.
- Przewiduję problemy - westchnął pan dyrektor, kiedy dowiedział się o wszystkim. Zwołał zebranie nauczycieli i oświadczył, że za dużo jest ostatnio tych bójek.
- W związku z tym proponuję głosowanie - oświadczył pan dyrektor. - Kto jest za tym, że żadnej bójki nie było? Dziękuję. Kto jest przeciw, że bójka była? Dziękuję. Kto się wstrzymał? Dziękuję. Szanowni państwo, oświadczam, zgodnie z wolą większości grona pedagogicznego bójki nie było!
- Przecież się bili - wyjąkała osłupiała młoda pani od polskiego.
- Jeszcze raz pani mówię, że bójki nie było - powtórzył groźnie pan dyrektor patrząc prosto na nią.
- A... Ale panie dyrektorze, ale ja jestem wychowawczynią szóstej a...
- Współczujemy - zaszemrali inni nauczyciele.
- ...i co ja mam mówić, jak przyjdą rodzice na skargę?
- Że bójki nie było. Nie było, rozumie pani?
- Ale... Oni mają siniaki... Zakrwawione nosy... Przecież widać, że...
- Trzeba grać na zwłokę. Wszystko mam pani mówić? - zirytował się pan dyrektor. - Pani w ogóle nie jest przygotowana do pracy w szkole. Za parę dni siniaki zejdą, nosy się zagoją i szlus. A gdyby któryś tam się upierał, to proszę wrzucać temat ferii. I że trzeba wystawiać oceny na koniec semestru i że dziecko źle się uczy... No, wiecie co mówić. To, co zwykle.

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka