Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
1053
BLOG

Czołówka z drzwiami

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 7

- Znowu? - westchnęła młoda pani od polskiego i wzniosła umęczone oczy ku niebu zasłoniętemu akuratnie sufitem.
- Znowu - odparła złowieszczo pani wicedyrektor. - Ale tym razem to nie Hiobowski, ani ten drugi, gruby. Dość już drak narobili. Tym razem to ten trzeci.
- Ten... w okularach?
- Już ich nie ma - pani wicedyrektor nadal była złowieszcza. - Wleciał na drzwi. Jest pani ich wychowawczynią, czy nie? Proszę się tym natychmiast zająć!
Młoda pani od polskiego, pełna złych przeczuć, wybiegła na korytarz. Uczniowie zaraz jej zdali sprawę z tego, co się stało. Okularnik razem z panią pielęgniarką byli w toalecie. Okazało się, że okularnik, goniąc Grubego Maćka (Gruby Maciek porównał jego matkę do worka od odkurzacza) nie wyrobił zakrętu. I przyłożył czołem w drzwi. Drzwiom nic się nie stało, ale okularnik...
- Nos cały - stwierdziła pani pielęgniarka, która akurat była w szkole na swojej jednej czterdziestej etatu. Chwyciła nos okularnika pomiędzy palce i przekręciła do oporu.
- Opór jest - pocieszyła go. - Nos cały.
Okularnik wył i płakał, a po twarzy leciała mu krew.
- Rozbity nos, a szkłem z pękniętych okularów rozciął sobie twarz - raportowała pani pielęgniarka. - Skaranie boskie z tymi szczeniakami! Dobrze, że nic poważniejszego mu się nie stało!
- Gdzie te okulary? - jęknęła polonistka.
- A leżą tam, połamane, na umywalce - wyjaśniła pani pielęgniarka. - Trzeba będzie zawiadomić jego rodziców.
- O Jezu - młoda pani od polskiego była wstrząśnięta.
Jakby tego było mało, pan dyrektor, zirytował się nie na żarty.
- Za wiele sobie te dzieciaki pozwalają! - zagrzmiał i wezwał eksperta z Komisji Wyjaśniania Wypadków Uczniowskich. Przyjechał jakiś siwy, starszy pan. Pan dyrektor opowiedział mu wszystko.
- No dobrze, ale co się stało? - spytał ekspert.
- To ja pana pytam co się stało! - spienił się pan dyrektor. - Kto tu jest ekspertem, do cholery?!
- Ale przecież ja nic nie wiem - bronił się ekspert.
- To do roboty! Śledztwo robić!
- Śledztwo, śledztwo... - burczał pan ekspert, ale posłusznie poszedł.
Do szkoły przybyli rodzice okularnika. Oczywiście młoda pani od polskiego padła ofiarą ich krytyki.
- Mój syn o mało nie zginął!!! To przez panią!!! - wyłożyła swoje pretensje mama okularnika.
- Gdyby tam nie było drzwi... - zaczęła młoda pani od polskiego i chciała dokończyć, że okularnik mógłby wpaść na ścianę, albo na coś ostrego i zmasakrować się jeszcze bardziej, ale nie zdążyła.
- Ma pani rację! - ocknął się tata okularnika. - Gdyby tam nie było drzwi... To nic by mu się nie stało! Gdzie jest ten stolarz?! To jego wina!!
I po uzyskaniu adresu firmy stolarskiej rodzice okularnika wybiegli ze szkoły. Pan dyrektor westchnął głeboko, obrócił się i zderzył z panem ekspertem, który podszedł znienacka z plikiem kartek.
- Co to jest? - spytał pan dyrektor.
- Mój raport - oświadczył z dumą pan ekspert i wręczył panu dyrektorowi kartki. - Musicie usunąć wszystkie umywalki!
Pan dyrektor najpierw zaniemówił, a potem zażądał wyjaśnień.
- Przecież umywalki są niebezpieczne - tłumaczył pan ekspert. - Ten chłopiec o mało życia przez nią nie stracił!
- Przez nią?
- Uderzył głową w umywalkę, prawda?
- Z czego pan to wnosi? - spytał pan dyrektor.
- Na umywalce leżą jego okulary!
Pan dyrektor już chciał coś powiedzieć, ale zadzwonił jego telefon.
- Halo? Tak? Wiem, państwo są rodzicami tego chłopca, który dziś miał wypadek. Tak? I co powiedział stolarz? Że nie założyłby drzwi gdyby nie byłoby budynku? No ta, jest w tym jakaś logika... Co? to budował tą szkołę? No, ta wielka firma z peryferii...
Wieczorem pewien geodeta siedział wieczorem w swoim mieszkaniu i oglądał telewizję. Akurat podawano lokalną wiadomość z ostatniej chwili. Dwoje ludzi napadło emerytowanego operatora żurawia budowlanego i pobiło go.
- Co to się dzieje w tym kraju - stęknął geodeta i wtedy zadzwonił dzwonek u drzwi. Poszedł otworzyć. Na progu stali rodzice okularnika.
- To pan tyczył tą szkołę na osiedlu, prawda? - spytał ojciec okularnika.
- Tak, ale skąd wy...
- Mamy pana adres od operatora żurawia.
- Ale o co...
- Czy pan wie?!!! - ryknęła mama okularnika. - Że gdyby pan nie wytyczył wtedy tej szkoły, mojemu synowi nic by się nie stało?!!!

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka