Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
1401
BLOG

W poszukiwaniu kobiecego szczęścia

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 20

Siostra Łukaszka chuchała w dłonie, przytupywała, nic nie pomagało. Nadal było jej zimno. A jej chłopak nie nadchodził.
- No trudno - powiedziała sobie siostra. - Przecież nie będę stać na takim mrozie.
I schroniła się w pobliskim sklepie, a za nią wszedł jeszcze jakiś facet. Na sklepową ladą królowała pani sprzedawczyni, w sklepie było kilka pań, które nie kupowały, tylko rozmawiały z panią sprzedawczynią. Jedna, młoda, trzymała bobasa na rękach. Wszystkie panie jak jeden mąż zachwycały się dzieckiem.
- ...śliczne dziecko, ale żeby w taki mróz? - dziwiła się pani sprzedawczyni.
- Wracamy od lekarza - tłumaczyła przejęta mama. - Wszystko z małym w porządku. Jakie to szczęście!
- W ogóle dzieci to szczęście - zauważyła druga pani.
- Co też pani opowiada, dzieciaki to krzyż pański... - obruszyła się sprzedawczyni.
- O nie, nasze to prawdziwy skarb! - zapewniła mama bobasa. - Tak długo się o nie starliśmy i... To był cud! Prawdziwy cud, mówię pani! Tacy jesteśmy szczęśliwi!
- I co, in vitro? - pokiwała domyślnie głową pani sprzedawczyni.
- Nie, naprotechnologia.
- Co to jest?? - spytała maksymalnie zaskoczona druga pani.
Mama zaczęła tłumaczyć co to jest, gdy otworzyły się drzwi i wszedł chłopak siostry. Siostra zaraz zaczęła go sztorcować za spóźnienie.
- Bzdury, bzdury! - odezwał się nagle facet spod stoiska z gazetami, po czym wskazał dzisiejsze wydanie gazety "To, Co Jest". Na pierwszej strony pyszniło się zdjęcie pani satyryk o popularności odwrotnej do jej wieku. Pod jej zdjęciem widniał wielki tytuł: "Wyskrobałam się dwa razy i nie czułam nic odrazy".
- To straszne - wyjąkała mama bobasa.
- Życie - oznajmiła pani sprzedawczyni i życiowo założyła sobie ręce na brzuchu. - Są kobiety, które nie nadają się na matki.
- Ta kobieta jest moją kobietą roku - oznajmił w afekcie facet.
- Dobrze, że nie jest pana matką - docięła mu druga pani i wszystkie panie zachichotały. Ale facet był twardym zawodnikiem.
- Czytałem już ten wywiad. Ta kobieta ma klasę. Nie żałuje żadnej z dwóch aborcji, którym poddała swoje dzieci. Nie rozpaczała też po śmierci ojca. Ma klasę!
- Ma obtusio affectiva, a nie klasę - odezwała się milcząca do tej pory trzeci pani. - To jest patologia, żeby się cieszyć z zabicia własnych dzieci i kompletnie nie przejmować się losem swoich najbliższych. Medycyna zna takie przypadki...
- Masz popękane wargi - zauważyła siostra Łukaszka.
- To od zimna - wyjaśnił jej chłopak.
- Robicie z niej wariatkę, tak?! - krzyknął urażony facet. - Ta kobieta jest pewna siebie, obala mity, walczy z hipokryzją, ze stereotypami, nie pozwoliła sobie narzucić jedynie słusznej moralności! Jest mądra, błyskotliwa i ceniona! Żyje wolna, radosna i szczęśliwa!
- Zupełnie jakbym słyszała mojego chłopa, tak samo głupi - skwitowała sprzedawczyni. - Co pan możesz wiedzieć o tych sprawach? Idź pan do ginekologa na badanie, to zobaczysz pan świat z perspektywy kobiety. Co pan możesz wiedzieć co jest szczęściem dla kobiety!
- Ja sobie posmarowałam kremem wargi i mi nie pękają - zauważyła siostra Łukaszka.
- Ale nie masz go przy sobie? - spytał jej chłopak.
- Nie wiem co ta pani przeszła, ale ja swoje szczęście mam tu - oznajmiła mama tuląc bobasa. - Tego się nie da opisać, tego się nie da porównać. Żadna wycieczka, kariera, podwyżka czy mieszkanie...
- Na szczęście ta pani ma głęboko gdzieś te pomyje, którymi ją oblewacie - oznajmił z godnością facet.
- Skąd pan to może wiedzieć? Ma pan łączność telepatyczną? - zakpiła druga pani.
- Dużo kremu sobie nałożyłam, starczyłoby i dla ciebie - szepnęła kusząco siostra Łukaszka.
- To trochę sobie wezmę - szepnął jej chłopak, zdjął rękawiczkę i wyciągnął dłoń.
Siostra szepnęła "nie ręką, głupku" i pociągnęła go za regał.
- Ona jest pełna humoru i otwarta na ludzi - upierał się facet.
- Na obcych może tak - powiedziała trzecia pani. - Jej dzieci i ojciec pewno mają inne zdanie.
- Nigdy się nie ugięła... - zaczął rozzłoszczony facet, ale sprzedawczyni mu przerwała:
- Boże, pewno cukier mnie kradną! - wyskoczyła zza lady i pomknęła za regał, za którym zniknęła siostra z chłopakiem. Okazało się, że siostra wcierała krem ze swoich ust w jego usta, oczywiście bez użycia rąk.
- Wstydu nie macie! Całować się w sklepie! - skrzyczała ich dla formalności pani sprzedawczyni, po czym popatrzyła jak wychodzą spiesznie ze sklepu i westchnęła z żalem w głosie:
- Ech, młodość... Człowiek wtedy był naprawdę szczęśliwy...

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Polityka