Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
965
BLOG

Kino w Dzień Kobiet

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 15

Siostra Łukaszka siedziała w swoim pokoju przy odbiorniku radiowym. Słuchała go jednym uchem, a do drugiego przyciskała mocno telefon komórkowy. Brała udział w radiowym konkursie z okazji Dnia Kobiet. Obok, w ramach ubezpieczenia, czuwał Łukaszek.
- Przypominam, że odnajdujemy polskie słowa w zagranicznych piosenkach! - poinformował wesołym barytonem spiker radia. - Zaczyna pani!
- W piosence iks piosenkarki ygrek jest polskie "hej"! - rzuciła siostra Łukaszka.
- Eee? - skonfundował się spiker.
- Nie "eee" tylko "hej" - powtórzyła siostra Łukaszka.
- To jest polskie słowo???
- A nie? Przecież mówię do mojego chłopaka: "hej, masz może ochotę na..."
- Tak, tak - przerwał jej pospiesznie spiker. - Posłuchajmy tego fragmentu piosenki... Jest! Rzeczywiście! Polskie "hej"! Dobrze. Uwaga! Zaliczam!
- Kogo? - spytała siostra, ale zamiast odpowiedzi w radiu buchnęły oklaski.
- A teraz twój przeciwnik! - kontynuował spiker. - Gerard z Bytomia!
- Ja!
- Jakie polskie słowo znalazłeś w zagranicznej piosence?
- W piosence a piosenkarza be jest słowo "ancug"! - wypalił Gerard.
- To na pewno po polsku? - upewniał się spiker.
- Chopie, u nas wszyscy tak gadajo!
- To po śląsku, tak?
- Ja! Gwara!
- Jeśli jest narodowość śląska, inna niż polska, to jest i język śląski, a to nie jest język polski - wtrąciła siostra korzystając z podpowiedzi brata. Pan Gerard zaczął się pieklić i miotać śląskie przekleństwa.
- Niestety, pani ma rację - rzekł słodko spiker. - Patrzę właśnie na stronę "Wiodącego Tytułu Prasowego"... Nie mogę uznać tej odpowiedzi. Język śląski, to nie język polski. Przegrał pan. A pani wygrała dwa bilety do kina!
- Łaaaa!!! - zapiszczała ucieszona siostra, a w głośnikach radia zawyło sprzężenie.
- Po odbiór biletów zapraszam do radia... - odezwał się słabym głosem spiker.
Siostra Łukaszka nie zwlekając udała się na miejsce. Była już tam niewielka kolejka, więc stanęła na końcu, wyciągnęła komórkę i zajrzała do internetu. Konkretnie to na Fejsa. Ucieszyła się, gdy zobaczyła, że jedna z jej koleżanek jest online.
- HEJ, GDZIE JESTEŚ? - napisała siostra Łukaszka.
- W RADIU, STOJĘ W KOLEJCE PO NAGRODY - odpisała koleżanka.
- O RANY, JA TEŻ!
- KTÓRA JESTEŚ?
- SIÓDMA!
- A JA TRZECIA!
Siostra i koleżanka wychyliły się z kolejki, pomachały do siebie i pisały ze sobą dalej. Kiedy obie odebrały już nagrody spotkały się przed siedzibą radia. Obie wygrał po dwa bilety na film.
- Na jaki wygrałaś? - dopytywała się koleżanka. - O, "Demony wojny według gojów"! Koleżanka mi o nim mówiła. Znowu o Żydach w czasie wojny. Nuda. Nic z tego nie rozumiem. Nieżyciowe. Ja bym wydała komuś te bilety.
- A ty na co masz? - spytała siostra.
- Na "Kac Iława". Fajny film!
Siostra wróciła do domu i zaczęła oglądać bilety. Chciała iść na jakiś film razem ze swoim chłopakiem, ale filmy o wojnie ją nudziły. Filmów o Żydach nie rozumiała w ogóle. Chętnie poszłaby na "Kac Iława", ale kiedy obejrzała razem z swoim chłopakiem jeden z filmów z serii "Kac..." (bodajże "Kac Mława"), ten stwierdził, że więcej takich filmów oglądać nie będzie. Na szczęście kwestia biletów rozwiązała się sama. Tata Łukaszka je zobaczył i poprosił siostrę Łukaszka o odstąpienie ich.
- Ale wiesz, co to za film? Żeby potem nie było do mnie pretensji - asekurowała się siostra Łukaszka.
- Nie robię tego dla siebie. Zabiorę na ten film twoją matkę - westchnął tata Łukaszka i pokazał mamę Łukaszka. Mama siedziała na fotelu i płakała.
- Co się stało? - siostra spojrzała na tatę. - Zapomniałeś o Dniu Kobiet!
- Nie zapomniałem - odparł ponuro tata Łukaszka. - Twoja mama dostała maila z redakcji "Wiodącego Tytułu Prasowego".
- Zawsze o tym marzyła, to dlaczego płacze? - zdziwiła się siostra.
- Co za wstyd! - mam wydmuchała nos w chusteczkę. - Na stronie "WTP" pojawił się artykuł jak to Polacy w czasie wojny zabijali Żydów fortepianami.
- Że co proszę?! - zdenerwował się dziadek.
- Jest podany przykład, jak to w jednym mieście podnosili dźwigiem fortepian, żeby go podać przez okno do mieszkania, a on się urwał z liny i zabił przechodzącego obok Żyda. A wszystkim stojącym wokół Polakom nic się stało. Przypadek?
- To jest nadużycie! - zagotował się dziadek Łukaszka. - Nie wolno uogólniać jednego wypadku!
- No i ja kliknęłam "lubię to" - chlipała mama. - I dostałam na Fejsie wiadomość z redakcji "WTP". Że jak ja mogę lubić jak się ich zabija! I że jestem antysemitką!
- Nie chcę tego słuchać - oświadczyła babcia. - Wychodzimy!
- Dokąd? - spytała siostra Łukaszka.
Dziadek spytał czy wiedzą, gdzie jest jedna z najdroższych restauracji w mieście, ulokowana w kompleksie handlowym.
- Wiemy - odpowiedział tata Łukaszka.
- Zabieram ją tam - rzekł z dumą dziadek wskazując głową babcię. Wziął do ręki siatkę i razem z babcią wyszedł z mieszkania.
- Fiu fiu - gwizdnął tata Łukaszka. - Taka restauracja? A ja ciągle słyszę o głodowych emeryturach...
Siostra Łukaszka myślała błyskawicznie. Wręczyła mamie bilety do kina. Mama bardzo się ucieszyła, szybko się uszykowała i razem z tatą wybrała się na seans.
Kiedy po siostrę przyszedł jej chłopak w mieszkaniu była tylko ona i Łukaszek.
- Łukasz, idź pograć w piłkę - zakomenderowała siostra.
- Na dworze jest minus dwa - zaprotestował Łukaszek.
- To idź na łyżwy!!!
Łukaszek westchnął głęboko, sięgnął po kurtkę i wyszedł.
- A my...? - spytał nieśmiało chłopak. - Mówiłaś przez telefon coś o biletach do kina...
- Już ich nie mam.
- To może ja kupię...
- Nigdzie nie idziemy! Zostajemy w domu!
- To co będziemy robić? - chłopak siostry był niespokojny i rzucał oczami na boki jakby szukał drogi ucieczki.
- Porozmawiamy sobie... - powiedziała siostra Łukaszka łagodnie, tonem, jakim się mówi do nieoswojonego zwierzątka.
- I nie mam dla ciebie żadnego prezentu...
- Już ja coś wymyślę - siostra złapała go za rękę i pociągnęła do swojego pokoju.
Wieczorem wszyscy, mniej więcej o jednej porze, wrócili do domu. Siostra i jej chłopak siedzieli grzecznie w kuchni i jedli budyń. Siostra wyglądała jak zwykle, a chłopak był podejrzanie uśmiechnięty, miał potargane włosy i ciuchy, tak zwanego banana na twarzy i patrzył w dal nieprzytomnym wzrokiem.
Oszroniony Łukaszek spojrzał tylko na nich oskarżycielskim wzrokiem i poszedł do pokoju. Babcia, dziadek i rodzice obsiedli kuchenny stół i zaczęli szykować sobie herbatę.
- Co robiliście? - spytała czujnie babcia.
- Mmmm - pisnął chłopak i pokapał się budyniem.
- Rozmawialiśmy - odparła szybko siostra. - A wy? Jak było w restauracji?
- Nie byliśmy w środku. Czy wy macie w ogóle pojęcie jakie tam są ceny? - skrzywiła się babcia. - Posiedzieliśmy sobie na ławce w holu marketu, przed restauracją.
- To nic nie jedliście?
- Jedliśmy. Wzięliśmy z sobą kanapki i termos. Było prawie jak w restauracji, bo dolatywały do nas zapachy, a jak tanio!
- A jak tam film? - wtrąciła się siostra.
- Przepiękny! Porażający! Prawdziwy! Pełen pasji! Pokazujący podłość Polaków! - zachwycała się mama.
- No, w to nie wątpię - rzekł z przekąsem dziadek.
- Nie było tak źle - powiedział powoli tata Łukaszka. - Nawet jeden Polak uratował Żyda. I pokazali, że w czasie wojny nie było tak różowo.
- Tak, tak! - pokiwała głową mama Łukaszka. - Owoce morza były na kartki!
- Owoce morza na kartki, no wiecie co... - obraziła się babcia. Dziadek sapał bliski wybuchu.
- To może ja już pójdę... - chłopak siostry dojadł budyń, wstał od stołu i szybko się pożegnał. Wszyscy odprowadzali go wzrokiem jak wszedł do korytarza i kucnął wiążąc sobie buty. Koszula pojechała mu do góry i Hiobowskim ukazały się chłopakowi nerki.
Wszędzie miał rozmazane ślady szminki.

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka